czwartek, 19 grudnia 2013

KOSMOSY

W  osiemdziesiątym piątym, któryś z kumpli podprowadził ojcu paczkę Kosmosów, papierosów z filtrem produkcji radzieckiej w efektownym granatowym opakowaniu. Wypaliliśmy je potem ukryci  w pozostałych od wojny bunkrach, pokasłując i myśląc co  może być przyjemnego w paleniu, choć nikt się do takich myśli oczywiście  nie przyznał.
W osiemdziesiątym szóstym przez tydzień kopaliśmy w lesie dziurę by zrobić ziemiankę a gdy już była gotowa, pokryta gałęziami mchem i ziemią nagle kompletnie przestała nas interesować.
W osiemdziesiątym siódmym, ktoś przyniósł do szkoły zapałki i dziewczynom ze starszych klas, które przygotowywały prasówki na lekcje WOS podpalaliśmy gazety gdy je przeglądały stojąc pod szkołą. Największa była Trybuna Ludu i najlepiej się paliła. Ale najlepszą gazetą na kuli ziemskiej był Świat Młodych niebieski we wtorki , zielony w czwartki i czerwony sobotnio – niedzielny.
A w osiemdziesiątym ósmym najlepszy był Marco van Basten.
Potem wszystko się zmieniło. To brzmi jak banał ale w osiemdziesiątym dziewiątym skończyło się dzieciństwo. Pofrunęły kamienie, woda z armatek , gaz , kabaryny.  W osiemdziesiątym dziewiątym świat nie stał się nagle ani lepszy ani gorszy, ludzie mniej lub bardziej podli albo  szlachetni. Ale ja zamieniłbym każdy jeden rok po 89 na jeden dzień przed.
Żyłem gdzie się urodziłem i myślałem , że tak jak jest tak musi być i byłem tak samo biedny jak wszyscy wkoło i tak samo bogaty. A dziś oddałbym każdy jeden rok po 89 za jeden dzień przed ale wiem, że to zbyt tanio.

czwartek, 12 grudnia 2013

TRZYNASTEGO

W  sobotę spadł śnieg. Nie było bardzo zimno więc świetnie się lepił i kontury twarzy kobiety na reklamie sklepu odzieżowego szybko zniknęły zasypane kulami rzucanymi przeze mnie z nudów.
Dzieciak bawił się pod sklepem całkiem sam w środku miasta a rodzice stali godzinami w kolejce w spożywczym i nie  bali się że przyjdzie pedofil. Nie do pomyślenia? A jednak.
A w niedzielę od samego rana w telewizji jakiś Generał w ciemnych okularach i  szarym mundurze,(bo telewizor czarno - biały ) opowiadał niezrozumiale, że coś tam wprowadził , za to na terenie całego kraju.
Od tego dnia poprzez całe moje dzieciństwo i smarkatyzm, każdego dnia w gazetach radiu i telewizji obecny był Generał , który może nawet przestał imaginować.
Dziś od czasu do czasu pojawiają się informacje , że a to jego stan zdrowia się polepszył a to pogorszył, trafił do szpitala albo właśnie wychodzi. Ale żyje. Nie jak niektórzy górnicy o których nawet nie wiedział. I nie jak Grzegorz Przemyk czy Franciszek Zdunek . W tę noc oczekiwania śnieżną bez śniegu, kolejną jak wtedy mgłą niepamięci dziecka zatartej jemu poświęcam.
Generał żyje - niech żyje Generał.

środa, 4 grudnia 2013

LEGENDA

Wezwany do tablicy wskazówką drewnianą na starej mapie Europy, z wydartą legendą pokazałem białą plamę w kolorze czerwonym. Polska. No a wy chcecie mnie stąd wygnać Panowie Szlachta spod znaku Świętego Styropianu. A takiego wała , właśnie że nie wyjadę. Zostanę wam na złość aż do końca. Ktoś musi was żywić , sukinsyny. Będzie ciężko bo podniebienia macie delikatne, dwadzieścia lat luksusu , każdy by się przyzwyczaił. Czy kiedy patrzycie w lustro widzicie zdrajców czy zdradzonych? Bo zdradziliście też samych siebie i to po kilka razy. Bohaterzy. Celebryci. Wygraliście. Bieda i chwała to zostało. Trzeba przyznać, że podzieliliście się tym z nami po równo. Sprawiedliwie pół na pół. Wy wzięliście chwałę a my resztę….Dziś nie mamy już sił, by znów rzucać kamieniami. Nie poderżniemy wam też gardeł brzytwą. Prawdziwa rewolucja nie kończy się nigdy. Wasza nigdy nawet się nie zaczęła, choć oddaliśmy za nią naszą młodość.

piątek, 29 listopada 2013

PASJANS

Na niebie piersi białych chmur
Schodami w dół nożem na wskroś
Flirtuje z czasem strumień z gór
Ma w sobie coś, ma w sobie coś.
Zdobyłem się ostatni raz
By rzucić ochłap niczym skarb
Nocnym pociągiem jadąc wstecz
Odnaleźć  laufra w talii kart.
Ktoś z kogo lustro drwi
Powieki  martwe  aż do krwi
Już dość  ta noc ma kres lecz dziś
Za krótka by do wczoraj iść.

poniedziałek, 18 listopada 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CZĘŚĆ 5

Przy okazji wybuchu gazu i pożaru w Jankowie Przygodzkim okazało się , że pamiętam pewne podobne wydarzenie mianowicie wybuch ropy i pożar w Karlinie. Było to tak dawno , że szlag mnie chce trafić bo nie powinienem tego pamiętać - a jednak…..  Wybuchło w grudniu  1980 a paliło się aż do stycznia 1981. Były ogromne płomienie i jeszcze większe kłęby dymu. Telewizja pokazywała to na okrągło a przynajmniej tak mi się wydawało. Dlaczego takie małe dziecko jakim byłem zapamiętało akurat to? Po co mi wspomnienie o tym cholernym pożarze? Nie chcę go.
Chciałbym pamiętać ulice, domy i sklepy.  Plażę i pomost nad jeziorem.  Las i wyjazd do Krynicy.
Wydaje mi się , że nawet chmury miały wtedy inny kształt niż dzisiaj więc tamte chmury i niebo też chciałbym pamiętać a nie pamiętam.
-Muszę tam wrócić. Na chwilę. – powiedziałem a Marek trzymał się za obolałą , skacowaną głowę.
-Proszę cię, nie dzisiaj.- odparł zbolałym głosem.
-Ale ja nie mogę przestać o tym myśleć. Zwariuję od tego.
-Może hipnoza?- zasugerował Marek i wyszedł do łazienki.
„Hipnoza?- pomyślałem- Może to i dobry pomysł”
I skoczyłem.

środa, 13 listopada 2013

SPÓŹNIONE

4 lipca amerykanie mają swój sławny Dzień Niepodległości. W tym dniu w każdym amerykańskim mieście odbywają się uroczyste parady… zresztą wszyscy wiemy co się tam odbywa w tym dniu.
Nasze   Święto Niepodległości przypada 11 listopada i obchodzone jest przeróżnie, zależnie od miasta regionu , opcji politycznej.  Poznaniacy np. ,chociaż bardziej ma to związek z dniem  św. Marcina organizują festyny pieką te swoje rogale itd. Warszawiacy natomiast wpadli na pomysł by także uczcić to święto po swojemu inaczej niż wszyscy.
W zorganizowanych grupach jak i całkiem spontanicznie , wychodzą na miasto niszcząc i podpalając co się da w imię jak twierdzą HONORU, prawdopodobnie dla upamiętnienia ,że Warszawa była w swej historii parokrotnie  zniszczona i spalona.
Te radosne obchody stają się powoli nową świecką stołeczną tradycją i skutecznie wyparły dawny zwyczaj organizowania smutnych i przygnębiających  apeli z recytowaniem wierszy i  śpiewaniem pieśni patriotycznych, które charakteryzowały  się tym , że były smutne i przygnębiające.
Ktoś przesadnie krytyczny mógłby w tym momencie stwierdzić , że niszczenie własnego majątku zalatuje nieco chorobą umysłową , ale na szczęście  dotyczy to tak dużej liczby Polaków ,że z pewnością nie ma aż tylu psychiatrów w kraju aby mogli to zdiagnozować.

środa, 6 listopada 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CZĘŚĆ 4

Skoczyłem w  przeszłość i złamałem nogę. Na tym polegała terapia Marka. Był on cholernie dobrym specjalistą, jednym z najlepszych w swojej dziedzinie, który nigdy nikomu nie pomógł i nigdy nikogo nie wyleczył co niezmiennie przynosiło mu zaszczyty i pieniądze.
-Jaką się wtedy piło wódkę?- spytał mnie kiedy poszliśmy się upić i kiedy się upił.
-Kiedy?-Nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi.
-No w tych czasach do których chcesz się cofnąć.
-Nie piłem wtedy wódki ty kretynie , byłem  cholernym dzieciakiem. – zirytowałem się.
-Racja. Zapomniałem. – rzekł Marek i pomyślałem że odkąd zwróciłem się do niego mój stan się tylko pogarszał . Rozejrzałem się za Braćmi K. koło których kręciły się Siostry Lafiryndy i stwierdziłem że pewnie ulotnili się wraz z nimi.
-Wychodzę- rzuciłem do Marka bo i tak nie mogłem się upić a jego towarzystwo zaczynało mnie drażnić.
Wyszedłem na zewnątrz, świeże chłodne powietrze uderzyło mnie z zaskoczenia. Było ciemno a ja bałem się ciemności. Bałem się też światła bo wtedy było mnie dobrze widać. Kiedy zastanowiłem się nad tym doszedłem do wniosku, że odkąd Marek chcąc nie chcąc został moim terapeutą bałem się niemal wszystkiego. Bałem się  samotności i bałem się towarzystwa innych ludzi. Bałem się, że nie zasnę i bałem się tego co się stanie podczas gdy będę spał. Bałem się  rzeczy pokrewnych ale również całkowicie ze sobą sprzecznych.  Bałem się , że mam lęk wysokości i chociaż nie przebywałem w żadnych miejscach położonych wysoko wciąż śniły mi się jakieś wieże strasznie wysokie i okropnie niestabilne na które musiałem się wspinać zupełnie nie wiem po co.
Czasami śniła mi się też okupacja. Wkoło było pełno Niemców , jeździli na tych swoich motocyklach a ja leżałem ukryty w kupie liści i myślałem jaka to kiepska kryjówka. A przecież urodziłem się prawie 40 lat po wojnie. A raz śniło mi się krzesło w jakimś ciemnym pomieszczeniu na nim ja a wkoło  oni. Przesłuchiwali mnie. Nie wiem kim byli. Nic im nie powiedziałem więc łyżeczką od herbaty , próbowali wydłubać mi prawe oko. Nie wiem dlaczego akurat prawe, zaciekle się broniłem i oko zachowałem ale rano zauważyłem zadrapania wkoło prawego oka i zrozumiałem , że nie jest dobrze. Może to wszystko nie była wina Marka ale .... ale  Marek na pewno nie był bez winy.

wtorek, 5 listopada 2013

NIEHISTORIA

Manchester City wygrał z CSKA Moskwa 5:2 . Pod artykułem o tym wydarzeniu średniowyszczekany  internauta wystukał na klawiaturze i wysłał komentarz o treści : "Gonić ruskich!" Pomyślałem : Kiedyś ty chłopaku ostatnio gonił ruskich? Pochwal się. Bo jak sięgnę pamięcią to raczej oni nas. Ale czy musiało tak być? Tzw. historia alternatywna czyli "co by było gdyby" zyskuje coraz większą popularność. My Polacy żyjemy w takim miejscu , że jeśli spojrzymy głęboko w przeszłość  możemy stwierdzić, że nawet nie robiąc w zasadzie nic nasi przodkowie mieli wpływ na losy świata także i dzisiejsze.  To było 600 lat temu : pokonano Zakon Krzyżacki ale go nie zniszczono . Czy gdyby Państwo Krzyżackie przestało istnieć wtedy to czy w późniejszych czasach powstałoby tam Księstwo Pruskie?  Czy w końcu uniezależniłby się od  Królestwa Polskiego?  Czy powstałoby z niego Królestwo Prus? A gdyby nie było Prus czy doszłoby do rozbiorów Polski? Zatem gdyby istniała Polska niepodległa na początku XX wieku , czy trzy mocarstwa Austro-Węgry ,  Niemcy i Rosja byłyby takimi mocarstwami jakie znamy z historii i czy nie granicząc ze sobą bezpośrednio rozpoczęłyby I wojnę światową? A gdyby do niej nie doszło czy w Rosji wybuchłaby rewolucja i idąc dalej czy zaistniałby komunizm? Czy w Niemczech , które nie przegrały I wojny bo jej nie było Hitler mógłby dojść do władzy? Raczej nie więc II wojna światowa także się nie odbywa , w Polsce nie ma komuny więc nie ma Czerwca 56 ,Marca 68, Grudnia 70 i 81. Nie poznajemy człowieka o nazwisku Jaruzelski.  Szkoda tylko bo Wałęsa raczej nie dostałby Nobla. Być może skoro nie było II wojny światowej i holocaustu nie powstaje państwo Izrael, więc nie ma konfliktu palestyńsko – izraelskiego i nie rodzi  się terroryzm w takim kształcie jaki znamy. Nie oszukujmy się jednak że byłoby tak super. Wojna wybuchłaby niejedna, rewolucja pewnie też i w sumie może żylibyśmy  dziś w świecie wcale nie lepszym niż jest.  A  chodzi mi tylko o to, żebyś drogi kolego internauto zamiast pisać np.:" Gonić Ruskich", czy cokolwiek w tym stylu zastanowił się dlaczego chcesz ich gonić, dlaczego jesteś teraz tu gdzie jesteś, tym kim jesteś i że nie trzeba być historykiem by z historii wyciągać własne wnioski nie gorsze niż te które czerpiesz z głupich historyjek w gazetach czy na portalach internetowych. I pamiętaj że w tym meczu to Ruskich pogonili jednak inni.

poniedziałek, 28 października 2013

SELEKCJONER

Z wesołą i nieco sprośną piosenką na ustach Jonasz Morwin-Pipke wracał z partyjnego grilla. W rozległym ogrodzie przylegającym do eklektycznej siedziby jego ugrupowania organizowano takie spotkania  w ciepłych miesiącach w każde sobotnie popołudnie o ile dopisywała pogoda.
Jonasz Morwin-Pipke bardzo lubił te imprezy i cieszył się na samą myśl o nich, kiedy wspominał mnogość kiełbas i kaszanek, podgotowanych żeberek w ostrych wyrazistych przyprawach, karkówek i steków, szaszłyków mięsnych i warzywnych, schabów i polędwic oraz tłustych ryb słodkowodnych i morskich.
Wprost strumieniami lały się wyśmienite piwa najszlachetniejszych gatunków , reńskie wina , węgierskie tokaje , najprzedniejsze produkty polskich gorzelników a największym bodaj powodzeniem cieszyła się zasłużenie  przepyszna Siwucha , która jak powszechnie wiadomo wzrok wyostrza i myśli rozjaśnia.
Lecz zima nadchodziła nieubłaganie i Jonasz mimo , że szczególnie był dziś wesół musiał się pogodzić z myślą że prawdopodobnie to ostatni grill w tym roku.
Wieczór był już chłodny ale właściwości termalne pierwszorzędnej Siwuchy sprawowały się jak trzeba i Jonasz szedł dziarsko naprzód aż nagle z ciemności wyłonił się nie kto inny tylko Jonasz Morwin-Pipke we własnej osobie.
-Nie wystraszyłem cię chyba?  - spytał.
-Skądże ach skądże – skłamał Jonasz albowiem człowiek z jego dorobkiem politycznym nie mógł przyznać się do uczucia strachu.
-To dobrze- ucieszył się Jonasz Morwin-Pipke. Po czym oświadczył:
-No to mamy nowego selekcjonera.
Jonasz Morwin-Pipke poczuł jak cała jego wesołość i radość z dnia pełnego najszlachetniejszych wzruszeń ulatuje w tę ciemność z której przybył tak drogi mu przyjaciel , powiernik i druh serdeczny.
-A gówno mnie to obchodzi- rzekł w rozgoryczeniu bo żadne inne słowa nie mogły w pełni oddać tego co czuł w tej chwili.
-Jak to?- spytał zaskoczony Jonasz – przecież to sprawa nas wszystkich, to nasz narodowy zespół, nasi chłopcy. Nie możesz być tak obojętny.
-A dlaczego nie?
-Zaczną się kolejne eliminacje do Mistrzostw Europy, będziemy walczyć o awans rozumiesz?
-Rozumiem i co z tego?  Mistrzostwa Europy są jak ostatnie referendum – nawet jak je wygrają to i tak nie będą Mistrzami Świata.
Jonasz Morwin-Pipke już chciał wyśmiać go za te słowa, ale właśnie wtedy dotarła do niego ich niezaprzeczalna logika więc zawstydzony tym zniknął niepostrzeżenie a ja mając akurat potrzebę oddalenia się na tzw. osobność z powodu nadmiaru spożytego piwa, choć zza krzaka dzikiej , kolczastej róży , stojąc na palcach bardzo się starałem dostrzec, to i tak przegapiłem który.

piątek, 25 października 2013

LEGALNE

A zatem to jest legalne. Nie jest niezgodne z prawem. Cały świat zastanawiał się  nad tym i już teraz wie. To jest legalne. Nie tak jak palenie na przystanku.  Można to robić. Więc chyba każdy może to robić. Czy nie? Czy każdy może sobie zafundować drona i zbombardować nim kawałek świata? Jakieś miasteczko, wioskę cokolwiek. To w końcu zgodne z prawem. Co chcielibyście zbombardować? Ja mam parę pomysłów ale nie powiem.
No chyba , że ta zgodność z prawem zależy od tego kto jest bombardującym.  Przecież chyba nie od tego kto jest bombardowanym. Skoro zginęli cywile.  Stali przy studni i patrzyli w niebo, zobaczyli nadlatujące samoloty: „Uciekać?”- pomyśleli. „Nie, przecież to są te co zabiją nas zgodnie z prawem”. Aa to nie ma sprawy. Duralex sedlex. Na wieki wieków. Amen.

wtorek, 22 października 2013

MOST

W swym nowiuteńkim  i bardzo szykownym włoskim garniturze szedł Jonasz Morwin-Pipke  Mostem Piłsudskiego niosąc bukiet kolorowych kwiatów i pudełko belgijskich czekoladek. Promienie złotopolskojesiennego słońca odbijały się w jego eleganckich ręcznie robionych lakierkach i  delikatnie muskały  uśmiechniętą twarz sławnego mędrca.
W takich chwilach nic nie mąciło jego szczęścia, wracał bowiem Jonasz z bardzo udanego spotkania z wyborcami i wyznawcami jego intelektu gdzie otrzymał solenne przyrzeczenia wiecznego uwielbienia oraz wspomniane kwiaty i czekoladki.
Także i teraz idąc chodnikiem wciąż otrzymywał dowody uznania.  Przechodnie uśmiechali się do niego, kłaniali czy machali ręką pozdrawiając, co rusz ktoś zatrzymywał go prosząc o autograf czy wspólne zdjęcie a pewna nobliwa , elegancka dama ucałowała nawet  Jonasza  serdecznie w obydwa rumiane policzki.
-Ludzie cię uwielbiają – rzekł w uniesieniu oszołomiony tym wszystkim Jonasz Morwin-Pipke  - oby tak już było zawsze.
Ale Jonasz Morwin-Pipke twardo stąpał po ziemi i nie był aż tak skory do uniesień , wyjaśnił mu przeto:
-Znaczyłoby to, że znów przegramy wybory a tego nie chcemy. Ludzie lubią nas bo jesteśmy w opozycji, możemy sobie wszystko swobodnie krytykować, nie akceptować, wytykać błędy i  jesteśmy fajni. Gdybyśmy tak, co nawiasem mówiąc niebawem musi nastąpić, więc gdybyśmy tak wygrali wybory i stworzyli rząd wtedy bądź pewien , że sytuacja będzie zgoła inna.
-Jak to? – zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
-A tak. Wtedy to wszyscy nas będą nie cierpieć , szydzić , krytykować, obrzucać wyzwiskami i zgniłymi pomidorami. Spalą naszą kukłę i zbudują pomnik z ekskrementów. Zrobią co tylko w ludzkiej mocy aby nas obalić. A wszystko to w słońcu demokracji.
-Ależ tak nie można – zawołał w świętym oburzeniu Jonasz Morwin-Pipke.
-Można, można – odparł spokojnie Jonasz Morwin-Pipke- Jesteś jeszcze młody, mój chłopcze , ale uwierz moim siwym włosom- dla władzy można zrobić wszystko.
Jonasz Morwin-Pipke istotnie był jeszcze młody, toteż pełnymi garściami czerpał z doświadczenia i nieskończonej mądrości swego mistrza, który przy każdej okazji szczodrze się nią dzielił.
Zamyślił się tedy nad tymi słowami i posmutniał. „ Czy ja naprawdę tego właśnie chcę .” – pomyślał.
Popatrzył z wysokości Mostu Piłsudskiego na rzekę  ale odbicia , które tam ujrzał nie należały do niego.
-Co ja tu właściwie robię ? - rzekł.
A rzeka w blasku popołudniowego słońca wyglądała cudnie i to na nią patrzyłem jak urzeczony a nie na Jonasza, więc gdy zniknął tylko echo słów jego mogło dać odpowiedź, który.
Ale i ono umilkło.

piątek, 18 października 2013

ODKOPANE

A jeśli powiem Ci że właśnie
od dziś Cię kocham nieprzytomnie
i już na zawsze. Czy choć jeden
raz jeszcze tylko spojrzysz na mnie?

A jeśli powiem że od jutra
kochać nie mogę Cię i nie chcę
I tam powrócę skąd przybyłem.
Czy znajdę jeszcze swoje miejsce?

I jeśli wszystko precz odrzucę
co ludziom cenne poprzez wieki
i w cień odejdę. Czy uwierzysz,
że tylko chciałem być człowiekiem?

I gdy wykrzyczę wszystkim Wielkim,
Że już poznałem ich zamiary
A przyjaciołom, że zdradziłem,
a tych co kocham nienawidzę.
I gniewem świętym swym się brzydzę.
Czy już zrozumiem po co żyłem?

środa, 16 października 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CZĘŚĆ 3

Kiedy następnego dnia , ponownie stanąłem w drzwiach jego gabinetu, Marek nie krył niezadowolenia.
-Czego znowu chcesz?-  rzucił zirytowany zanim zdążyłem się przywitać.
-Słuchaj ,nie kłóćmy się- powiedziałem spokojnie ale on był nieprzejednany.
-Ja się nie kłócę , po prostu nie chcę cię widzieć.
-Ale zrozum czasem ktoś umiera i wtedy…
-Ten znowu swoje, człowieku odczep się ode mnie raz na zawsze razem z tą pieprzoną paranoją.
-Chodzi mi tylko o to, że nie chciałbym rozstawać się z tobą w gniewie.
Myślę, że to co odmalowało się na jego twarzy w tej chwili to było zdumienie pomieszane z obrzydzeniem ale mogę się oczywiście  mylić.
-Nie wkręcisz mnie – powiedział machając mi palcem przed nosem - nie tym razem.
-Ja cię nie wkręcam. Czasem boję się , że znowu z czymś nie zdarzę . Z czymś nieodwracalnym. Pamiętasz  jak graliśmy z Włochami w 82.  Byłem małym chłopcem i jak Młynarczyk leżał w tym wapnie po drugim golu rozpłakałem się , a oni mieli niebieskie koszulki  a ja wcześniej myślałem ,że są szare bo mieliśmy czarno-białego Neptuna  a wtedy poszliśmy do wujka i on miał kolorowy Rubin produkcji radzieckiej, który potem bardzo efektownie się spalił i jak on tak leżał w tym wapnie cały biały pomyślałem , że to już koniec , że już nic się nie da zrobić bo jest za gorąco a ten cholerny Rossi jest nie do zatrzymania a rudego nie ma na boisku bo on by im strzelił ze  trzy gole tak jak Belgom, więc płakałem z tej bezsilnej złości małego chłopca….-zaczęło mi brakować powietrza a w oczach Marka zobaczyłem  coś jakby strach, kiedy machał tymi swoimi rękami psychologa żebym przestał a potem posadził mnie na fotelu.
-Uspokój się. Z tobą jest naprawdę źle. Napijesz się wody?
-Wody nie. Wódki.
-Nie mam tu wódki.
-To chodźmy gdzieś się napić.
-Później pójdziemy. Co ma wspólnego z tym wszystkim jakiś głupi mecz sprzed trzydziestu lat?
-Sam nie wiem. Tak mi się jakoś przypomniało i ostatnio często o tym myślę.
-O meczu?
-Nie. O Młynarczyku w tym wapnie, o jego twarzy. On też już wtedy wiedział , że jest za późno , że to koniec. Miałem kilka spraw do załatwienia. Cztery życia- cztery sprawy. Podziękować, przeprosić, zapytać – „dlaczego” i zamienić nieprawdę na prawdę. I już jest za późno Marek. Nie załatwię tych spraw bo leżę w wapnie rozumiesz. Chodź na tę wódkę – powiedziałem i poszliśmy. A pacjenci Marka czekający na korytarzu zrozumieli , że na wizytę  też już za późno. Albo nawet za wcześnie.

piątek, 11 października 2013

FRASZKA

Chwalił się chłopak dziewczynie
Jak ściągał na egzaminie
Myślałeś nie ma sprawy.
A dzisiaj w warsztacie
Oddałeś jego tacie
Samochód do naprawy.
Ty także ściągałeś
Zmuszony  obyczajem
Tak robi większość  Polaków
Więc gdy ci się zdarza
Odwiedzać lekarza
Co czujesz  drogi rodaku?

wtorek, 8 października 2013

SEN

Pewnego ranka Jonasz Morwin-Pipke obudził się wcześniej niż zwykle. Rzucił przelotne spojrzenie na swój  zachodnio-wschodnio-importowany budzik najnowszej generacji i zerwał się z łóżka jakby doznał poparzeń trzeciego stopnia.  W szalonym pośpiechu dokonał wszelkich niezbędnych porannych czynności, zjadł szybkie acz wykwintne śniadanko popijając pierwszorzędną kawą z łyżką spienionego mleka i wyszedł a raczej wybiegł z domu. 
Zaskoczony tym Jonasz Morwin-Pipke stał przez chwile w oknie i patrzył za nim nie wiedząc czy też ma iść czy raczej zostać i co to u diabła  właściwie ma znaczyć.
Jednak po dwóch godzinach Jonasz Morwin-Pipke powrócił , także wpadając niczym bomba i od drzwi już wołając rozpromieniony:
-No! Kupiłem sobie buty! – i odsapnął jakby wykonał niezwykle ciężkie i niebezpieczne zadanie, po czym wyciągnął  z kartonu parę superergonomicznych , niesłychanie wytrzymałych butów trekkingowych, takich na słotę i niepogodę oraz na ciężkie warunki , ocieplanych i wentylowanych w możliwie najmniej inwazyjny i zarazem najnowocześniejszy sposób.
Jonasz Morwin-Pipke przyglądał się im z zainteresowaniem wreszcie zmarszczył czoło i rzekł:
-Są fantastyczne drogi Jonaszu ale...
Ale Jonasz był tak podniecony , że nie dał mu dokończyć.
-Ale …. Ale wiem co chcesz powiedzieć. Chcesz spytać po co mi takie obuwie. Nie zaprzeczaj.
Jonasz Morwin-Pipke  nie zaprzeczył.
-Otóż miałem sen. Piękny sen – mówił z zapałem Jonasz Morwin-Pipke. – Śnil mi się nasz kraj wielki i potężny i nasz naród też w sumie wielki i potężny i ja na jego czele.  Prowadziłem ten kraj i naród ku jeszcze lepszej przyszłości i jeszcze większej potędze i szczęściu. Kraj wiele mi zawdzięczał a naród mnie uwielbiał. Droga do zwycięstwa była ciężka i kamienista a czasem trzeba było utaplać się w błocie.  I posłyszałem też  głos potężny  z wysokości , który mówił:
„Czy kupiłeś już odpowiednie buty?” i drugi raz „ Czy kupiłeś już odpowiednie buty?"
 
Jonasz zastanawiał się przez chwilę a następnie rozejrzał się po sypialni Jonasza Morwina-Pipke  i podnosząc prawy palec wskazujący przeszedł do narożnika gdzie stało hiperfunkcjonalne , aerodynamiczne radio poprosił  by Jonasz Morwin-Pipke zamknął na chwile oczy po czym uruchomił odbiornik.
Przez chwilę z głośników płynęła muzyka , aż wreszcie rozpoczął się blok reklamowy a w nim między innymi reklama znanej sieci sklepów obuwniczych.
-Czy to był TEN GŁOS? – spytał Jonasz.
-Istotnie jakby ten sam.- odrzekł zawstydzony Jonasz Morwin-Pipke.
Ale już po chwili odzyskał pewność siebie i rzekł:
-Nawet i z tego miły Jonaszu można wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nauka jaka płynie dla nas z tego zdarzenia jest mianowicie taka , że los zsyła nam rozmaite wskazówki w rozmaity sposób i przez różnych , czasem przedziwnych posłańców. Od nas tylko zależy czy będziemy umieli wskazówki te dostrzec i odpowiednio je odczytać. Czyż nie tak?
-Może i tak- rzekł po chwili zastanowienia Jonasz Morwin-Pipke – ale można też powiedzieć , że skuteczny polityk musi umieć wytłumaczyć i zatuszować każdą wpadkę i każde nieudane posunięcie.
Obraził się  Jonasz Morwin-Pipke na te słowa i zagroził, że zniknie. Na to Jonasz wyszedł z sypialni a ja za nim ale go nie dogoniłem więc myślę , że to chyba on zniknął ale nie mam stuprocentowej pewności i nie wiem , który.

piątek, 4 października 2013

MEKSYK

Zniechęcenie i apatia niekiedy nawiedzały Jonasza Morwina-Pipke. Brak namacalnych efektów jego działalności niesamowicie go przygnębiał. W takich chwilach miał ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do Meksyku.
-Mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do Meksyku - oświadczył.
-Dlaczego do Meksyku? – spytał Jonasz Morwin-Pipke.
-Żeby przejąć tam władzę.
-A znasz meksykański?
-Nie.
-Wypadałoby znać. Poza tym tam są gangi narkotykowe , mafia, to dziki kraj.
-Właśnie oni mi pomogą przejąć władzę. Obiecam legalizację narkotyków.
-Wiesz  oni chyba na tym właśnie zarabiają , że są nielegalne poza tym to chyba niezbyt etyczne w końcu narkotyki  raczej szkodzą.
Jonasz Morwin-Pipke machnął lekceważąco ręką.
-Tylko tym którzy ich używają .Skuteczny polityk nie może się przejmować takimi drobiazgami, poza tym zdrowe społeczeństwo jest zwykle wolne od takich problemów jak narkotyki.
-Chyba w żadnym kraju na świecie nie ma społeczeństwa, które jest całkowicie wolne od problemu narkotyków. Chyba że Korea Północna.
-Korea Północna powiadasz - zastanowił się Jonasz Morwin-Pipke – jaki tam jest język?
-Chyba jakiś północnokoreański – odparł Jonasz Morwin-Pipke.
-Lubię Cię ale jesteś durniem drogi Jonaszu. Nie ma takiego języka. Czy w NRD był język enerdowski ? Nie. Był taki sam niemiecki jak w RFN. Ty zresztą tego nie możesz pamiętać ale uwierz mi na słowo.
Jonasz Morwin-Pipke faktycznie nie pamiętał.
-Pamiętam, pamiętam. – powiedział. – Ale nawet gdybyś znał język , jaki on by nie był to w Korei Północnej łatwiej będzie ci przejąć władzę niż w ogóle się tam dostać. To dziki kraj.
-No tak. A może zamach stanu? Pucz. Gdzieś tam w Ameryce Łacińskiej najlepiej, tam to się zdarza dość często chyba.
-Fakt. Ale do tego potrzebne jest wojsko. Musiałbyś zostać jakimś generałem czy coś.
-O nie , co to to nie. – Jonasz Morwin-Pipke przypomniał sobie swoją „przygodę” z wojskiem i natychmiast odrzucił pomysł zamachu stanu.
-Wcale mi nie pomagasz – orzekł rozczarowany – wysil się trochę i znajdź mi jakiś cholerny kraj w którym mógłbym przejąć władzę a natychmiast się tam przeniesiemy.
Zasmucił się Jonasz Morwin-Pipke na te słowa bo nie chciał nigdzie wyjeżdżać. Było mu tu dobrze, przyzwyczaił się już i przywiązał do tego miejsca i postanowił, że jeśli Jonasz Morwin-Pipke będzie trwał w swoim chorym uporze emigracji, to z wielkim żalem i bólem serca –jeśli nie ma innego  wyjścia - będzie się trzeba rozstać.
-Z kim rozstać? – spytał wyskakując nagle nie wiadomo skąd Jonasz Morwin-Pipke.
-O nie. Trzeci ja? Tego już za wiele – zawołał Jonasz Morwin-Pipke i niewiele myśląc rzucił szklanką z połową zawartości przepysznej Siwuchy, której natychmiast zrobiło mu się żal, ale trafił go prosto między oczy więc natręt zniknął tak szybko jak się pojawił.
Stałem tak tedy w tępym zachwycie, że w końcu udało mi się zobaczyć jakiekolwiek zniknięcie gdy za plecami usłyszałem stanowczy i zawzięty głos Jonasza:
-A w życiu stąd nie wyjadę. Jak trzeba też potrafię zniknąć o proszę bardzo…..
I nim się odwróciłem zniknął tak dla przykładu, więc ze złości kopnąłem resztki rozbitej szklanki bo znów mi umknęło, który.

czwartek, 3 października 2013

POGLĄDY


Bywały noce  gdy troska o przyszłość kraju, narodu a nawet ludzkości tak zaprzątała jego myśli, że przejęty ogromem poczucia odpowiedzialności Jonasz Morwin-Pipke nie mógł zasnąć.
Przewracał się z boku na bok , wiercił niespokojnie, liczył członków partii rządzącej ale sen nie nadchodził. Gdy więc rankiem jego supernowoczesny , energooszczędny budzik odzywał się dźwiękiem znienawidzonej melodii Jonasz Morwin-Pipke, udręczony niewyspaniem ociężale wstawał robił 23 przysiady 16 skłonów i tak pobudzony rzucał się w wir działalności politycznej.
Gdy jakimś trafem akurat tego dnia musiał wziąć udział w np. konferencji prasowej, wówczas zasiadał za stołem , zakładał przyciemniane jaruzelki i udając głębokie zainteresowanie zapadał w drzemkę.
Wszelkich informacji i odpowiedzi na pytania udzielał wtedy w jego zastępstwie Jonasz Morwin-Pipke, który ze swej roli wywiązywał się bardzo sumiennie i nigdy nie można było mieć żadnych zastrzeżeń co do jego kompetencji, zaangażowania czy wiarygodności.
Kiedy po tak męczącym dniu Jonasz Morwin-Pipke wracał do domu był skrajnie wyczerpany.
Kolację jadał skromną, zazwyczaj podawano mu pasztet zajęczy na grzance , kilka kawałków podsuszonej myśliwskiej z chlebem razowym oraz dwa jajka w majonezie posypane solą, pieprzem i szczyptą ziół prowansalskich. Tuż przed spoczynkiem wypijał kilka kieliszków wybornej Siwuchy robił 23 skłony i 16 przysiadów i tak uzdrowiony układał się do snu w swym zabytkowym łożu z purpurowym baldachimem.
-Nie możesz aż tak się tym wszystkim przejmować – ostrzegał go Jonasz Morwin-Pipke – wykończysz się, pomyśl o sobie o swoim zdrowiu.
-Muszę , mój drogi muszę- odpowiadał Jonasz Morwin-Pipke –  bo tak zostałem wychowany, w duchu miłości Boga i Ojczyzny,  w duchu walki o dobro Narodu przeciwko wszystkim wrogom zewnętrznym i wewnętrznym , których jest bez liku a których my z wolna odsiejemy i rozliczymy. W duchu miłości wszystkiego co nasze , tutejsze i nienawiści do tego co obce i co nieodmiennie nam zagraża i chce tu wejść i się zaplenić i zniszczyć nas od środka i nie przebiera w sposobach.
Zdumiał się Jonasz Morwin-Pipke tym oświadczeniem bo nigdy wcześniej nie słyszał takich słów z ust swego patrona.
-Nie spodziewałem się , że masz TAKIE poglądy.- rzekł skonsternowany.
-Bo się z nimi ukrywam- odparł Jonasz ściszając głos jakby ktoś mógł ich usłyszeć.
-Ale dlaczego?
-Musisz wiedzieć  mój przyjacielu, że wszelkie skrajne poglądy zarówno prawicowe jak i lewicowe nie są  u nas zbyt popularne i trącą z lekka oszołomstwem , a na to uwzględniając też Twój charakterystyczny wygląd zewnętrzny, nie możemy sobie pozwolić. Musimy udawać, że jesteśmy umiarkowanie liberalni tak jest najkorzystniej.
Jonasz Morwin-Pipke zastanawiał się nad tym i stwierdził , że faktycznie tak jest i że Jonasz jak zwykle ma rację, ale po chwili ogarnęły go wątpliwości i postanowił spytać  go co właściwie miał na myśli mówiąc o jego charakterystycznym wyglądzie. Lecz Jonasz Morwin-Pipke już spał.
A ja, choć zdjęty obrzydzeniem jeszcze z poprzedniego wieczoru nie wypiłem  ani naparsteczka przedniej Siwuchy zasnąłem jeszcze wcześniej niż on i nie wiem nawet czy zniknął tego wieczoru czy też nie a jeśli tak to w ogóle do ciężkiej cholery, który.

środa, 2 października 2013

ZIELONI

Czasami padał deszcz. Nie przepadam za deszczem, zwłaszcza jesienią. Co innego Jonasz Morwin-Pipke. Gdy tylko zbierały się chmury i gdy naturalnie czas mu na to pozwalał , brał ogromny partyjny parasol, wkładał kapelusz a’la gajowy i szedł do parku. Stawał nad brzegiem rzeki lub na małym kamiennym moście i patrzył jak pierwsze krople deszczu miarowo toczą koła uderzając w  wolno sunący strumień wody. Jego myśli kierowały się ku przeszłości. Wspominał dzieciństwo i wczesną młodość , gdy jako uczeń w swoim rodzinnym mieście też często stawał nad brzegiem rzeki w czasie deszczu. Widział tamtą rzekę, jej nieco bardziej wartki nurt, kamienie na dnie, zarośla wzdłuż brzegu. Słyszał rechotanie żab.
I chyba woda była mniej brudna. W tej dzisiejszej rzece nie widać dna ani kamieni i nie dlatego , że woda jest mętna ale dlatego, że dawno pokryła je warstwa śmieci. Aluminiowe puszki po piwie, plastikowe i szklane butelki, torebki foliowe, dętka od roweru typu „góral”, zardzewiałe przęsło ogrodzenia i na wpół zatopiony parkowy kosz na śmieci. Pomyślał , że gdyby zrobił pisemną listę wszystkich przedmiotów, które tam leżą byłoby z tych zapisków sporo makulatury.
„Chyba założę partię proekologiczną – rozważał w myślach – taką partię zielonych”
-Po co ? – zapytał Jonasz Morwin-Pipke.
-Jak to po co? – oburzył się Jonasz Morwin-Pipke – Choćby po to żeby oczyścić tę rzekę. Zwołam tutaj wszystkich członków partii i ochotników, zatrudnimy więźniów i wyciągniemy wspólnymi siłami ten cały syf , który zaśmieca koryto. Nie będziemy przykuwać się do mostów, blokować budowy autostrad – wołał z zapałem – ani oblewać futer farbami ale naprawdę działać.  Tylko konkrety. Jak posprzątamy tutaj , pójdziemy dalej i oczyścimy wszystkie rzeki, jeziora , parki , lasy, góry, cały kraj. A potem….- Jonasz Morwin-Pipke zapalał się coraz bardziej i słowa jego niesione wiatrem łopotały wysoko niczym flagi nad barykadą, aż nagle Jonasz Morwin-Pipke przerwał mu brutalnie i rzekł:
-Jest jeden problem.
-Jaki problem?
-Zieloni raczej nie wygrywają wyborów- stwierdził rzeczowo.
Cały zapał Jonasza przepadł gdzieś nagle i oklapł , spojrzał tylko na swego wiernego sojusznika oczyma żalu pełnemi i stwierdził sucho z westchnieniem nasiąkniętym rezygnacją:
-No to wybory trzeba wygrać najpierw. – I zniknął przepełniony niewiarą a ja zapatrzony w te flagi nad barykadą słów jego, choć cały czas usilnie pilnowałem by tym razem nie przegapić , kolejny raz nie zauważyłem , który.

wtorek, 1 października 2013

MITING

   Cyklicznie raz w tygodniu Jonasz Morwin-Pipke spotykał się ze swoim Elektoratem. Mimo, że spotkania te odbywały się zawsze w tym samym miejscu i o stałej porze Jonasz Morwin-Pipke nie zapominał o tym by szeroko informować o nich w prasie radiu i telewizji a przede wszystkim na swoim oficjalnym blogu oraz  na kanale  własnej oficjalnej telewizji  internetowej.
 Takie mitingi były zazwyczaj ogromnie burzliwe a poruszano na nich sprawy największej wagi nie tylko dla Narodu ale można śmiało powiedzieć dla całej ludzkości.
  Jonasz Morwin-Pipke wszedł na mównicę nalał sobie do szklanki przeźroczystego płynu i już miał zacząć przemawiać gdy zaniepokojony Jonasz Morwin-Pipke pociągając go za rękaw angielskiej marynarki szepnął:
  -Nie zaczekasz?
  -Na co? – również szeptem zapytał Jonasz.
  -Na Elektorat.
  -Przecież już jest.
  -Gdzie?
  -Tu. –rzekł Jonasz Morwin-Pipke lekkim zmarszczeniem czoła wskazując na salę.
Jonasz Morwin-Pipke rozejrzał się po Sali i zdumiony zapytał:
  -Jeden?
  -Jeden ale za to wierny, od dwudziestu z górą lat głosuje tylko na nas w każdych wyborach i popiera nas kiedy nie ma wyborów, czyż może istnieć wierniejszy Elektorat?
  -Ale wybory są tajne, skąd wiesz na kogo głosuje?
  -Powiedział mi.
  - Przecież mógł kłamać.
  -Po co miałby to robić? – zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
  -Choćby po to , żeby najeść i napić się do syta – powiedział Jonasz Morwin-Pipke ruchem głowy wskazując na stoły w kącie sali obficie zastawione talerzami i półmiskami z wybornymi wędlinami, kotletami grillowanymi i panierowanymi, różnymi sałatkami, norweskim łososiem w galarecie, cudownie pachniało pieczone mięsiwo,  które to słowo samo w sobie uruchamia soki trawienne, a pomiędzy tym wszystkim stały oszronione butelki gatunkowych wódek czekające cierpliwie na otwarcie.
 Ale Jonasz Morwin-Pipke był niewzruszony.
 -Kiedy już wygramy wybory – rzekł spokojnie – wówczas będziemy mogli, miły Jonaszu mieć Elektorat w… tam gdzie zwykle rząd ma Elektorat. Ale zanim to się stanie musimy im obiecać i dać to wszystko czego chcą. Potem to sobie odbijemy. I to nie raz. A wszystko to tylko i wyłącznie dla ich dobra.
   Zadumał się Jonasz Morwin-Pipke nad słowami swego Mistrza i po raz kolejny pojął jak wielkim jest on mędrcem, jak przenikliwym i zarazem szczerym i nigdy już nawet rysa zwątpienia nie powstała na sercu Jonasza gdy myślał o tym , że tylko ów genialny Wódz Jonasz Morwin-Pipke może poprowadzić swój lud do szczęśliwego życia i stworzyć potęgę o jakiej śnili i marzyli jego przodkowie.
  A gdy tak dumał nie spostrzegł, że Jonasz Morwin-Pipke skończywszy przemówienie i nie wypiwszy nawet kieliszka pysznej Siwuchy, zniknął a ja zajęty kosztowaniem różnorakich kiełbas i szynek nawet  nie zauważyłem , który.

piątek, 27 września 2013

DEBATA

Ustawa antyaborcyjna zbudziła   wielkie emocje. Awantura w sejmie i nie tylko. I słusznie wszak chodzi o życie lub o …. nie-życie. Zastanawia mnie za to dlaczego , choć w przybliżeniu tak wielkich emocji nie budzą inne ustawy. Np. budżetowa. Albo emerytalna czy zdrowotna. I wiele innych w których też chodzi o życie a niekoniecznie o nędzną wegetację.
Każdy ma prawo żyć tylko nie każdy ma za co. A czy ta pani poseł , która w tej jednej jedynej sprawie potrafi tak  energicznie się wypowiadać i głośno krzyczeć o całkowity zakaz aborcji uchroni wszystkie narodzone dzieci – zdrowe czy chore – od bicia , znęcania się  , głodzenia , duszenia , podtapiania, podrzynania gardeł i wyrzucania przez okno. Od topienia w beczkach i zakopywania w piwnicach. Od pedofilów w sutannach i bez. Jeżeli TAK  to warto ją popierać.   Ale jeśli NIE……?
Może jest tak , że Stary Bóg nie chce więcej Polaków niż już jest dlatego dał nam pół rozumu byśmy pchali się do wszystkich wojen i byśmy wciąż nic nie znaczyli jako naród i jako państwo.
Bo tylko On jest w stanie sobie wyobrazić co by było gdyby cały świat wyglądał tak jak Polska.

czwartek, 26 września 2013

PATRIOTA

Jonasz Morwin-Pipke był abstynentem.  A właściwie to… nie był abstynentem,  to znaczy był ale dawno temu i przez krótki czas.
Pił co prawda niewiele ale za to codziennie w odróżnieniu od Jonasza Morwina-Pipke , który pił tęgo, ale za to też codziennie.
Zdarzało się przy tym Jonaszowi wywoływać niewielkie awantury , zawsze jednak były to ekscesy  o charakterze patriotycznym,  przepojone szczerą troską o przyszłość swojego ludu popartą głębokim humanitaryzmem , miłością bliźniego i niezmierzoną wiarą w drugiego człowieka.
Często gdy o tym myślał łzy same napływały mu do oczu, albowiem serce miał wielkie i świadomość jak oddanym i wiernym jest synem a zarazem ojcem Narodu ściskała go za gardło i wzruszała do tego stopnia, że płacząc chował twarz w dłoniach . Wiadomo bowiem powszechnie ,że jego wielkiemu patriotyzmowi dorównać może  tylko jego niezwykła skromność.
-Cóż Ci to Jonaszu? – zatroskał się Jonasz Morwin-Pipke widząc łzy na policzkach swego guru-Ty płaczesz?
-A tak. Płaczę . Czy ty wiesz jaka odpowiedzialność na mnie spoczywa?
-No jaka ? – spytał nieśmiało Jonasz Morwin-Pipke.
-Wielka.-odrzekł Jonasz unosząc palec wskazujący do góry.
Zapłakali przeto razem nad tragiczną historią , niepewną  przyszłością i świadomi swego powołania płakali tak aż Jonasz Morwin-Pipke postanowił , że poświęci się jeszcze bardziej i przestanie znikać tak niespodziewanie.  Ale wiedziony jakąś wewnętrzną siłą mimo , że opierał się dzielnie w końcu uległ  i tak czy tak  zniknął a ja ,  chociaż piłem zdecydowanie mniej od niego znów nie zauważyłem , który.

środa, 25 września 2013

OBIAD

Ze względu na swoje galicyjskie pochodzenie Jonasz Morwin-Pipke obiady jadał  zwykle w restauracji „ U Arcyksięcia” na Placu Konfederacji.
Najczęściej wybierał sznycel wieprzowy smażony na głębokim tłuszczu z knedlami i zielonym groszkiem lub delikatną kapustką a popijał zimnym pilsneńskim  piwem  rozkoszując  się  najlepszą i najbardziej charakterystyczną goryczką pod słońcem.
Ponieważ chwile te należały do najprzyjemniejszych  w ciągu dnia, Jonasz Morwin-Pipke  wolał spędzać je w samotności by nic nie zakłócało ceremonii rozkoszowania się ulubionym pożywieniem.
Zdarzało się jednakowoż , że ten czy inny z restauracyjnych gości rozpoznał sławnego mędrca i podchodził do jego stolika by przywitać się , zakłócić jego spokój chwilą rozmowy , czy choćby prosić o autograf. Wówczas Jonasz Morwin-Pipke  okazywał  swą łaskawą wielkość względnie wielką łaskawość  i nigdy ale to nigdy nie odmawiał krótkiej, niezobowiązującej pogawędki w głębi duszy serdecznie owego natręta nienawidząc.
-Jak ja nienawidzę tego pętaka- powiedział.
-Którego pętaka? – spytał ostrożnie Jonasz Morwin-Pipke gdyż dobrze wiedział , że nie wie czego się spodziewać po Jonaszu , który był już w okolicach szóstego Pilsnera i wzrok miał mętny , wbity w drzwi wejściowe.
-Tego , który właśnie wszedł.
Jonasz Morwin-Pipke rozejrzał się niepewnie po pustej restauracji a ponieważ nie ujrzał nikogo, przeto rzekł łagodnie:
-Myślałem ,że nienawiść jest Ci obca ,gdyż tak wielki Mąż Stanu a zarazem mędrzec….
-Nienawiść drogi przyjacielu- przerwał mu  Jonasz gdyż nie miał w tym dniu ochoty słuchać pustych pochlebstw- Nienawiść jest motorem postępu. To dzięki niej nasza cywilizacja rozwinęła się tak jak się rozwinęła i cały czas się rozwija tak jak się rozwija…-i zamilkł a Jonasz Morwin- Pipke jakby nie zauważając  cienia chaosu w tej wypowiedzi spytał nieśmiało:
-Ach więc to nienawiść , Mistrzu bo ja myślałem ,że lenistwo?
Jonasz Morwin-Pipke był wyraźnie zaskoczony.
-Lenistwo?
-No. Lenistwo?
-Ale co : lenistwo do cholery?
-Myślałem że to lenistwo jest motorem postępu.
-Dlaczego?
-Człowiek chce wciąż ułatwiać sobie życie, większość wynalazków powstała w tym celu by żyło nam się wygodniej.
Jonasz Morwin-Pipke zmrużył oczy .
-Wymądrzasz się- stwierdził
-Skądże znowu- obruszył się Jonasz Morwin-Pipke.
-Tak, tak wymądrzasz się. Teraz to Ciebie nienawidzę.- To powiedziawszy zniknął. A kelner , który przyniósł właśnie rachunek był zdezorientowany bo nie wiedział właściwie który.
I ja też nie wiedziałem .

wtorek, 24 września 2013

KOMENTATOR

Jonasz Morwin-Pipke patrząc  znad oprawek swoich włoskich okularów kliknął Enter.
-A spieprzaj dziadu- wysyczał kasując  kolejny komentarz na swoim oficjalnym i niezwykle popularnym blogu.
-Ja ci dam komentować – powiedział śmiejąc się szatańsko – Sami komentatorzy psia ich mać. Ale nie u mnie.
-Nie możesz kasować wszystkich komentarzy – powiedział Jonasz Morwin-Pipke.
-Właśnie że mogę. To mój blog. – odparł Jonasz Morwin-Pipke.
-Ale to wygląda jakby nikt nie czytał Twojego bloga. Napisałeś  coś i warto żeby jakieś komentarze były.
Jonasz Morwin-Pipke zastanowił się przez chwilę nad słowami Jonasza.
-Święte  słowa – rzekł w nagłym olśnieniu – Będzie komentarz.
Następnie szybko stukając w klawiaturę swego ultranowoczesnego laptopa stworzył komentarz , z którego był bardziej dumny niż z samego wpisu który komentował, podpisał się jako  ~PIERDZI-STASIU , wysłał i natychmiast zatwierdził tak jak wcześniejsze kasował.
-Co to za nick  PIERDZI-STASIU?- zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
-Bardzo dobry nick dla kogoś kto jest TYLKO komentatorem MNIE.  Doskonale podkreśla obowiązującą hierarchię. Jakiś tam PIERDZI-STASIU kontra  WIELKI JA.
-Jesteś Miss Polonią w przebiegłości drogi Jonaszu.  Ale co by było gdyby wszyscy postępowali tak jak TY? – zastanawiał się głośno Jonasz Morwin-Pipke.
Ale Jonasz Morwin-Pipke miał już zniknąć , zatem zdążył  jeszcze tylko spojrzeć  z wyższością na swego najbliższego współpracownika i największego sojusznika  i rzekł:
-Wówczas byłbym durniem, gdybym ja jeden robił inaczej.
Potem zniknął a echo słów  jego wzniosło się ku chmurom  a ja stałem  i patrzyłem jak się unosi coraz wyżej i rośnie w siłę prowadząc naród -mimo ,że  im było wyżej tym bardziej stawało się bełkotem-  a więc stałem  tak i kolejny raz , choć byłem tak blisko  przegapiłem który.

niedziela, 22 września 2013

WOLNOŚĆ SŁOWA

Każdy poranek tuż po śniadaniu Jonasz Morwin-Pipke spędzał w kawiarni u zbiegu ulic Rycerskiej i Bohaterów Getta  gdzie z okien roztaczał się widok na rzekę i na przepływające nią  od czasu do czasu barki.  Zamawiał filiżankę mocnej czarnej kawy i kieliszek Amaretto.  Czytał poranne dzienniki , układał plan dnia i knuł. Knuł mianowicie jakim by tu  artykułem, wypowiedzią dla tabloidów czy wpisem na oficjalnym blogu dokopać tej cholernej , znienawidzonej partii.
-Jakiej cholernej partii? – zaciekawił się Jonasz Morwin-Pipke.
-A jaka  cholerna partia prowadzi teraz  w sondażach? – z pobłażliwą miną ni to odpowiedział ni to zapytał  Jonasz Morwin-Pipke.
-A tej.
Następnie Jonasz Morwin-Pipke w kilku zdaniach opowiedział Jonaszowi Morwinowi - Pipke  jaką wymyślił intrygę i jaką dzisiaj plotkę rozpuści na temat jednego z liderów tej cholernej znienawidzonej partii. Słysząc to Jonasz Morwin-Pipke aż zawył z zachwytu:
-Jesteś cudownie , genialnie niegodziwy  o Wielki Jonaszu Pierwszy -prowadź nas i cały nasz naród.
Jonasz Morwin-Pipke cały wręcz pokraśniał od tych pochlebstw i  czując przypływ łaskawości postanowił podzielić się swoją mądrością z najważniejszym swoim poplecznikiem i współpracownikiem Jonaszem Morwinem-Pipke.
-Najistotniejszą- rzekł –drogi Jonaszu  cechą demokracji , jest dla nas polityków będących w opozycji WOLNOŚĆ SŁOWA, albowiem to z niej  korzystamy krytykując tę  czy inną cholerną partię. A gdyby się okazało, że nie mieliśmy racji zawsze możemy zniknąć.
Wówczas zniknął i nikt nie zorientował się który.
Nawet ja.

czwartek, 19 września 2013

WALECZNY

Jonasz Morwin-Pipke nie urodził się wczoraj, o nie. Jonasz Morwin-Pipke był można powiedzieć człowiekiem starej daty. Lubił naleśniki z dżemem truskawkowym , chleb ze smalcem domowej roboty oraz bigos z kieliszkiem dobrze schłodzonej Siwuchy. Był też Jonasz człowiekiem , jakby tu rzec… „miętkim” , tzn. bardzo łatwo się wzruszał i płakał jak dziecko np. podczas  ogladania w telewizji seriali produkcji wenezuelskiej , choćby miały cztery tysiące sto dwadzieścia sześć odcinków.
W każdą niedzielę zgodnie z przez lata uświęconą tradycją Jonasz Morwin-Pipke ubierał się elegancko, skrapiał twarz najlepszą wodą kolońską i szedł do kościoła gdzie stanowczo acz kulturalnie nawoływał za ujawnieniem i opodatkowaniem dochodów kleru i skrupulatnie wyliczał ile kosztuje auto jednego czy drugiego biskupa, za co w nagrodę nie raz otrzymywał w łeb gustowną torebką  damską lub kuksańca ostrym końcem parasola. Trwał jednak mężnie na swoim posterunku popierany zresztą przez swego odwiecznego  aczkolwiek jedynego  sprzymierzeńca Jonasza Morwina-Pipke.
-Opodatkować kler- nawoływał co tydzień  Jonasz Morwin-Pipke stojąc przed wejściem do kościoła- I uwolnić więźniów politycznych-dodawał.
-Ale w Polsce nie ma już więźniów politycznych- powiedział Jonasz Morwin-Pipke patrząc zadziwionym  wzrokiem na pokrzykującego swoje hasła Jonasza Morwina-Pipke.
-Nie ma? – zdziwił się Jonasz Morwin Pipke-Jak to?
-Zwyczajnie. Nie ma i już.
-Ale będą? – zapytał skamlącym głosem Jonasz Morwin-Pipke i rozpłakał się.
Wtedy widząc jego łzy  pełen życzliwości Jonasz Morwin-Pipke postanowił sobie, że jak tylko nadaży się okazja przejmie władzę a potem uwięzi swoich politycznych przeciwników aby Jonasz Morwin-Pipke mógł nadal walczyć o ich uwolnienie. A potem zniknął.
A ja przegapiłem, który.

środa, 18 września 2013

Słynny bloger

Jonasz Morwin-Pipke szukał natchnienia by dodać kolejny wpis na swoim niezwykle popularnym blogu , ale tego dnia szło to bardzo opornie. „O czym by tu napisać- myślał- nikt już nie chce czytać o gospodarce, kryzysie, sondażach przedwyborczych, cholernej scenie politycznej ani o Smoleńsku, ani o Katarzynie W. nawet.”
Im dłużej o tym myślał tym większe ogarniało go zniechęcenie. „Ludzie chcą  dzisiaj czytać co innego np. jaki kolor pantofli zakupić w ramach jesienno – zimowej elegancji, albo jak wykfintnie dobrać torebkę do beżowej garsonki , względnie jak zrobić staropolskie konfitury z importowanych owoców i cukru z trzciny cukrowej”.
-Jak ja zacznę pisać na takie tematy- powiedział Jonasz Morwin – Pipke zirytowany- to od razu te zwariowane czytelniczki wezmą się za pisanie komentarzy, a wiadomo że na moim blogu komentarze piszę ja sam.
-Jak to – powiedział zdziwiony Jonasz Morwin-Pipke do Jonasza Morwina-Pipke-  więc  ty sam piszesz komentarze do swoich własnych tekstów?
-Oczywiście- odpowiedział Jonasz Morwin-Pipke- wszystkie inne są z automatu usuwane. Wszak wiadomo, że nikt nie napisze tak dobrego komentarza do mojego tekstu jak ja sam. Tak trafnego w swej prostocie , tak kulturalnego a zarazem przenikliwego do szpiku kości, skrywającego wiele tajemnic i jednocześnie je  demaskującego.
-Który to już raz drogi Jonaszu Morwinie-Pipke masz całkowitą rację?- zapytał Jonasz Morwin-Pipke czysto retorycznie albowiem w tym właśnie momencie jeden z nich zniknął.
A ja nie wiem który.

wtorek, 17 września 2013

17 WRZEŚNIA

Czy Polacy są odważni? Takie pytanie przyszło mi do głowy w związku z dzisiejszą datą. Ile to już lat schną te strupy? 74. 74 lata temu byliśmy bardzo odważni. Zaproponowano nam udział w wyniszczającej wojnie a my rzuciliśmy się w tę otchłań z pieśnią na ustach. I do dziś jesteśmy z tego dumni. Dumni z tego , że rzuciliśmy się do walki z dwoma silniejszymi przeciwnikami  i dostaliśmy łomot.  Co robisz teraz drogi Polaku gdy widzisz jak dwóch chuliganów rozrabia ? Dlaczego im się nie postawisz? Dostaniesz  łomot i będziesz mieć powód do dumy. Ale ty odwracasz głowę , udajesz że nie widzisz.  Czemu  nie zrobiliśmy tak wtedy?  Wiemy dziś , choć nie chcemy tego zaakceptować , że mogło być inaczej i choćby nie wiem jak było , jak potoczyłaby się historia gdyby nasz rząd w 1939 podjął nieco inne decyzje, postawił na trochę inne karty to patrząc z perspektywy tych 74 lat – gorzej być nie mogło.

poniedziałek, 16 września 2013

PUŁKOWNIK KRAFT CZ. 1

Pułkownik Kraft odbierał z rąk Prezydenta Stanów Zjednoczonych kolejne tego dnia odznaczenie.
Ceremonia w blasku  fleszy aparatów i kamer  trwała długo a po jej zakończeniu Prezydent  Edward
Malory zaprosił pułkownika do swego gabinetu.
- To wszystko Danny co możemy ci dać to i tak za mało. Twoje zasługi – nie chcę tu bynajmniej używać zbyt górnolotnych słów, ale tak to się przedstawia- Twoje zasługi dla całej ludzkości , są ogromne i nigdy żaden order , żadna nagroda nie oddadzą naszej wdzięczności wobec Ciebie.-nagle prezydent przerwał- Cholera , mówię jakby ciągle było tu pałno kamer. Wybacz Danny- zwrócił się do Krafta.- Czego się napijesz?
Kraft poprosił o kawę a kiedy ją podano Prezydent nalał dwie szklanki whiskey.
-Nie zmieniłeś decyzji Danny?- zapytał cicho po chwili  zastanowienia.
-Nie Panie Pre…. Nie Ed.
Pułkownik Daniel Kraft i Prezydent Edward Malory przyjaźnili się od wielu lat i o ile w obecności świadków pułkownik- mimo nalegań Prezydenta –nie zwracał się do niego po imieniu, ale zawsze per Panie Prezydencie, o tyle teraz gdy zostali sami w gabinecie mógł już mówić normalnie.
-Mam nadzieję, że wiesz co robisz.
-Tak. To znaczy nie tyle wiem co robię, co też mam nadzieję , że wiem.
-Obiecałem Ci to Danny i słowa dotrzymam. Nie potrafię Cię przekonać , że to co chcesz zrobić nie ma sensu.  Teraz kiedy jest już po wszystkim też bardzo byś nam się przydał.
-Muszę Ed . Muszę.
-Decyzja o zwolnieniu ze służby Ciebie i dwóch Twoich ludzi jest już podpisana. Leży na biurku.
Odejdziesz kiedy zechcesz.

niedziela, 15 września 2013

PSYCHOPATA - FAKT ?

Na stronie Faktu pojawiło się doniesienie o psychopatycznym mordercy grasującym w Warszawie. Ale w związku z tym , że gazetę trzeba sprzedać nie tylko w stolicy wysunięto przypuszczenie o możliwym ataku tego świra w całej Polsce. Zbrodnie są brutalne i tajemnicze. Do tego wszystkie są do siebie podobne. Tzn. wszystkie dwie. Tak nasz rodzimy seryjny morderca dokonał dwóch zbrodni.
Ponieważ jedna z ofiar była kobietą stwierdzono , że może nienawidzić kobiet. Obie ofiary to ludzie starsi i tu kończą się żarty. Facet po prostu idzie na łatwiznę i to odkryli nawet specjaliści cytowani przez Fakt.
A jednak seryjny morderca bardzo by się nam przydał. Tylko taki bardziej seryjny mściciel. Połączenie Złego od Tyrmanda z Paulem Kerseyem z serii filmów pt. Życzenie śmierci.
Policja średnio sobie radzi z przestępczością woli fotoradary, straż miejska ściga źle zaparkowane auta, a poziom agresji rośnie. Rambo pomóż policji tak pisano na murach parę lat temu i niewiele się zmieniło od tej pory. Piszcie teraz na murach " Mścicielu seryjny morderco na zlecenie - przyjdź".

piątek, 13 września 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CIĄG DALSZY.

 
-Mam umówionych pacjentów- powiedział gdy wróciłem po 2 godzinach.- nie możesz tu przychodzić trzy razy dziennie, z  trzema różnymi problemami w dodatku pijany.
-Wolisz żebym przychodził z jednym problemem?
-Wolę żebyś nie przychodził w ogóle.
-Nie jestem pijany.
-Wypiłeś całą butelkę?
-Całą.
-To jesteś pijany.
-Też byś pił na moim miejscu.
-Co jest nie tak z twoim miejscem?
-Chcą mnie otruć.
-Otruć????????? Kto chce cię otruć? Może ci co założyli podsłuch?
-Tak sądzisz? Nie pomyślałem o tym ale masz rację to na pewno oni.
-Człowieku nie ma żadnego podsłuchu i nikt nie chce cię otruć, to niedorzeczne co ty dzisiaj wygadujesz.
-Taki z ciebie przyjaciel? Myślałem że mi pomożesz. Tu chodzi o życie.
-Jakie życie ? Wytłumacz mi po co ktoś miałby cię otruć?
-A po co otruli tego sukinsyna byłego prezydenta Suwałk? Nie czytasz gazet?
-Znałeś prezydenta Suwałk?
-Byłego prezydenta –sprostowałem-Nie znałem ale byłem kiedyś w Suwałkach i czuję że mogę być następny.
-Na jakiej podstawie?
-Z nimi nie ma żartów, są bezwzgledni.
-Kto?
-Ci co zamordowali byłego prezydenta Suwałk.
-Mówiłeś , że go otruli.
-Tak. Myślę że go otruli.
Marek jakby się nieco zaniepokoił.
-Poczekaj, poczekaj więc nie ma pewności , że został otruty, dobrze rozumiem?
-Myślę, że został.
-Gówno mnie obchodzi co ty myślisz.- nie wiem co go tak nagle zirytowało- A sekcja zwłok?
-Nie wiem. Chyba nie było żadnej sekcji. Jeśli nie masz ochoty ze mną rozmawiać przyjdę innym razem- powiedziałem bo poczułem się urażony.
-Nie , nie ,-powiedział- wyjaśnijmy to teraz. Kiedy umarł prezydent Suwałk?
-Były prezydent.
-Tak , tak- Marek był zniecierpliwiony- były prezydent. Kiedy umarł?
-Nie pamiętam dokładnie. Trzy albo cztery lata temu.
Marek jakby nagle się odprężył nie był już taki niespokojny. Nie wiedziałem co o tym sądzić gdy niezwykle łagodnym głosem spytał:
-Ile miał wtedy lat?
-85.
-85. To piękny wiek. – powiedział jakby w rozmarzeniu a potem syknął:
-Wynoś się stąd ale już i nie przychodź więcej , bo inaczej to ja cię otruję ty cholerny popaprańcu.
Tego było już za wiele.
-Za dużo pan sobie pozwala drogi doktorze. Nie mam ochoty płacić za wysłuchiwanie takich impertynencji.
-I tak mi nie płacisz.
-I bardzo słusznie jak widać.- powiedziałem i wyszedłem.

środa, 11 września 2013

UPAŁ

Było gorąco , piekielnie wprost gorąco gdy wyszedłem wreszcie z domu by kupić coś do picia.
Od wielu już dni wychodziłem tylko po to.  Przystanąłem na chwilę w bramie kamienicy i patrzyłem jak z fabryki naprzeciw, będącej czołowym w Europie a może i na świecie producentem …czegoś tam, wychodzą robotnicy kończący poranną zmianę. Patrzyłem na ich zmęczone twarze i pomyślełem ,  że mieszkam tu naprzeciw od tylu lat a nie wiem nawet co oni tam takiego produkują. I pomyślałem też o Tobie i o tym, że nie widziałem  Cię już od tylu dni.
-Panie Heniu – zapytałem widząc sąsiada spod 2 wychodzącego ze śmieciami- co oni tam do cholery  produkują, nie wie pan?
-A idź pan…- żachnął się pan Henio i wtedy sobie przypomniałem, że przed wielu laty pan Heniu był w tej fabryce kimś tam wysoko postawionym, ale przyszły zmiany i teraz jest tylko panem Heniem spod 2 , wciąż rozglądającym się na boki czy przypadkiem nie widzi go ta jego straszliwa żona, kiedy miał ochotę wypić coś z sąsiadami w bramie.
Żona robiła mu straszne awantury o wszystko  prawie każdego dnia a on znosił to wszystko ze stoickim spokojem i tylko machał ręka gdy ktoś spytał go czasem o co poszło.
Upał stawał się nie do zniesienia , wszyscy czekali na deszcz ale od wielu dni na niebie nie było nawet chmurki, tymczasem od rzeki wolnym niezgrabnym krokiem nadchodził listonosz a kilka okolicznych psów ujadało za nim zgodnym chórem. Chciałem zapytać go czy jest list od Ciebie ale zawołałem tylko:
-Panie , jak to jest , że psy tak nie cierpią listonoszy?
Nic nie mówiąc wyminął mnie i wszedłszy w bramę otworzył skrzynki i zaczął rozkładać  w nich pocztę. Moja znów pusta- pomyślałem. Czy wiesz , że czekam na list od Ciebie a on nie nadchodzi , jak ten deszcz od wielu dni i że pewnie nie dostanę go nigdy i że dzwonię do Ciebie każdego dnia i w środku nocy też dzwonię by usłyszeć Twój głos nagrany na skrzynce  telefonu?
-Ile można śmieci wyrzucać?!!! – dobiegł przez otwarte okno krzyk żony pana Henia a ja poszedłem wreszcie do sklepu.
Słońce dręczyło niemiłosiernie , szedłem wymarłą ulicą i  przez chwilę zakręciło mi się w głowie bo zdawało mi się , że widzę Twoją twarz  za szybą autobusu a przecież to nie mogłaś być Ty. To niemożliwe.
I list od Ciebie nie przyjdzie i wkrótce zniknie twój głos w telefonie a  urzędnik skreśli z ewidencji Twój numer , tak jak ktoś tam wysoko skreślił Ciebie a przy okazji mnie i jak kilka lat temu  skreślił mojego brata,  dzięki któremu w ogóle Cię poznałem.
Wracając do domu usłyszałem znów krzyki straszliwej żony pana Henia, lecz tym razem nie dobiegały zza  okna a z ulicy.
-Heniek do ciężkiej cholery złaź – darła się okropnym głosem- ludzie patrzą . Znowu wstyd co za życie z tym pijakiem .
Spojrzałem w górę i zobaczyłem pana Henia po drabince wspinającego się na dach kamienicy. Krzyki jego żony ściągnęły już paru gapiów i wszyscy zasłaniając oczy przed słońcem patrzyli w górę
A pan Henio był już na dachu , teraz zaczął się wdrapywać na nadbudówkę i wszyscy patrzący zaniepokoili się. Ktoś zadzwonił po Straż pożarną czy policję, ktoś inny nawoływał by zszedł a żona nadal przeklinała pana Henia i jego charakter drąc się w niebogłosy.
-Panie Heniu – zawołałem – co pan robi?
Odwrócił się  spojrzał w dół i zawołał:
-Parasole! Produkują parasole!
Potem pokonał nadbudówkę i zaczął wchodzić na komin . Wdrapywał się coraz wyżej i wyżej a jego żona nie ustawała w krzykach i złorzeczeniach.
Na dole zebrał się już spory tłum i nagle wszyscy otworzyli usta ze zdumienia patrząc jak pan Heniu będąc już na końcu komina zaczął wznosić się jeszcze wyżej i wyżej a po chwili był już tak wysoko, że na pewno nie dochodził go głos żony i wtedy ona w końcu zamilkła. On sunął w stronę kościoła zza którego wieży ukazały się chmury od wielu już dni wyczekiwane. Widząc je pochylił się w naszą stronę wskazał je palcem i zachwiał. Znów zakręciło mi się w głowie i znów zobaczyłem Ciebie a pan Henio leciał już w dół wolno jeszcze ale coraz szybciej aż niezgrabnie i całkiem surrealistycznie ułożył się na chodniku. Obok głowy miał czerwony kwiat, który rósł i rósł aż dokładnie przypominał ten który widziałem wtedy gdy ostatnio widziałem Ciebie.
A gdy go zabierali padał już deszcz po raz pierwszy od wielu dni.
 

wtorek, 10 września 2013

Mecz

Właśnie przeszliśmy do historii. A konkretnie ekipa Fornalika. I wcale nie trzeba było wygrywać z Anglią czy Niemcami. Nie trzeba zdobywać pucharu czy medalu. Wystarczy zostać jednym z naprawdę niewielu zespołów na świecie, którym bramkę strzeliło San Marino. I już.
Obiecywałem sobie, że nigdy nie napiszę o reprezentacji o Katarzynie W. i o D. Tusku. Ale taka okazja raz na 100 lat. Dziękujemy panu Sebastianowi za te piękne chwile: dla niego 2 sekundy zagapienia 90 minut beznadziejnej gry całe życie wspomnień.

ÓSMEGO

Ach jakie to romantyczne, że znaleźliśmy się tu oboje
Właśnie dziś ósmego sierpnia na cztery godziny przed świtem.
Tej sytuacji zazdroszczą nam wszyscy poeci świata
A przecież spotkaliśmy się jak zwykle zupełnie przypadkowo.
I jakie to nieprzyzwoite  a poniekąd  nawet niebezpieczne,
gdy to miejsce od dawna nawiedzają duchy samobójców.
To bardzo dziwne wręcz niemożliwe,
I niewyobrażalne w swym nieprawdopodobieństwie.
A jednak nieoczekiwanie spotkałem Ciebie tutaj
Właśnie dziś ósmego sierpnia na cztery godziny przed świtem.
Co jest całkowitym przypadkiem szczególnie romantycznym,
Budzących zazdrość poetów, poetów całego świata.
A potem  idąc po mleko, rankiem 8 sierpnia
Spotkam cię tutaj znowu niosącą papierosy.
Ty zwiewnie przejdziesz obok i może się nawet uśmiechniesz
I to już będzie wszystko co warto opowiedzieć.

poniedziałek, 9 września 2013

OBRAZ

W każdy poniedziałek od samego rana mały przybazarowy lombard i komis w jednym przeżywał istne oblężenie.  Stali przeważnie bywalcy przynosili zdobyte, znalezione lub wcześniej pominięte akcesoria, które mieli nadzieję uda się jakoś spieniężyć. Nie byłoby ich tutaj gdyby nie pilna potrzeba: jednym po sobotnio niedzielnym piciu brakowało na życie przez resztę dni, innym również po weekendowym piciu nie starczyło na picie poniedziałkowe i na porannego klina.
Sprzedawali lub zastawiali co kto miał a to stary mosiężny żyrandol zdjęty wprost z sufitu a to komplet kluczy nasadowych, lśniącą szablę podobno pamiątkę po dziadku , który był ułanem czy też przedni reflektor z auta bliżej nieokreślonej marki.
Bazarowi handlarze widząc  okazję łatwego zarobku , skupowali nieraz co lepsze rzeczy jeszcze przed otwarciem lombardu. Mocno przy tym narzekali na towar i wydziwiali by zapłacić jak najmniej. Próbowali też składać zamówienia mówiąc co by chętnie kupili ale większość ze sprzedających nie przyjmowała takich zamówień – nie byli złodziejami.
Wyjątek stanowił Antek Kciuk , który mimo że też złodziejem nie był to przyjmował zlecenia na wszystko.
-Antek – mówił handlarz- jest klient na lustrzankę Nikkon albo Minolta.  Tylko musi być na chodzie.
Antek  Kciuk drapał się w głowę- myślał znaczy.
-Zobaczymy- mówił- wejdę za tydzień.
I za tydzień przynosił handlarzowi odkurzacz słynnej firmy Polar z dodatkowymi szczotkami a do kieszeni  Antka Kciuka wędrowały banknoty NBP .
Antek Kciuk wyglądem mógł przypominać starego bosmana, przy wzroście powyżej 1,90 m był dość potężnej budowy i miał spory brzuch. Do tego siwe włosy i taka sama broda i koszulka w granatowo -białe paski sprawiały , że gdyby nie przezwisko Antek Kciuk z pewnością nazywano by go Antek Marynarz lub Antek Bosman.
Ale jego pseudonim był starszy niż jego obecny wygląd, pochodził bowiem z zamierzchłych  czasów gdy jako młody szczupły robotnik w zamkniętym dawno temu zakładzie włókienniczym  wziął udział w sławnym wypadku kiedy to maszyna włókiennicza jednemu z robotników poharatała nogę , drugiego zabiła na miejscu a trzeciemu , którym był Antek ucięła cztery palce lewej  dłoni pozostawiając tylko kciuk.  Los zabierając mu palce , obdarował niewielką rentką , którą prawie w całości przepijał a że serce miał dobre nigdy nie zabrakło mu towarzystwa.
Pewnego razu a był to środek upalnego lata, jeden z handlarzy złożył  u Antka zamówienie na drewniany ,zabytkowy ,nakręcany zegar z kurantem.
Antek podrapał się w głowę , wypowiedział swoje sakramentalne  „zobaczymy” i poszedł.
A po tygodniu zjawił się niosąc na plecach ogromny obraz w drewnianej masywnej ramie przedstawiający scenę ukrzyżowania. Dwumetrowy obraz wraz z ramą był  bardzo ciężki i Antek niosąc go przez całe miasto w tym upale ledwo powłóczył nogami a krwawiący guz na jego czole wskazywał , że czasem ten ciężar był ponad siły Antka.
Obraz był tandetnym odpustowym bohomazem o wyblakłych  kolorach, starym co prawda ale nie mającym kompletnie żadnej wartości. Antek postawił go przy drzwiach lombardu a handlarze i kupujący zbliżyli się by podziwiać dzieło nieznanego malarza.
-Antek- zawołał ktoś –to żeś Watykan obrobił?
-To Da Vinci czy Michał Anioł?- zawołali inni.
-Co wy , przecież to Matejko oryginalny- dodał ktoś inny ale zaraz go zakrzyczano, śmiech i hałas zrobił się ogromny a Antek stał nic nie mówiąc, tylko czerwienił się coraz bardziej i ciężko oddychał.
Słysząc hałas wyszedł wreszcie na zewnątrz właściciel lombardu i zrozumiawszy o co chodzi zawołał do Antka:
-Antek to ten obraz co go ukradli w zeszłym roku z Katedry Gnieźnieńskiej, cała Policja go szuka człowieku zanieś go im jeszcze nagrodę dostaniesz, nie wiesz nawet jaki skarb znalazłeś.
Wszyscy zataczali się wprost ze śmiechu a Antek przepchnął się poprzez zebranych i zaczął uciekać. Biegł nie oglądając się za siebie wyraźnie przestraszony aż zniknął za rogiem i śmiechy powoli ucichły.
Obraz został pod ścianą gdy wszyscy rozeszli się do swoich zajęć i dopiero przed zamknięciem lombardu właściciel schował go do środka. Wisi tam na ścianie do dzisiaj bo nie było dotąd chętnego nabywcy.
A Antek Kciuk , który wszystko mógł załatwić zniknął i nikt go tu więcej nie widział ani o nim nie słyszał.

niedziela, 8 września 2013

No życie.


LATA 80

Mieliśmy telewizor Rubin. Radziecki. Ruski znaczy. Potem się spalił. I jeden program jak dopisała pogoda to dwa. Latem kładliśmy z innymi dzieciakami kamienie wszerz rzeki , żeby było trochę głebiej i prawie dawało się pływać bo do wody dawało się wejść bez obrzydzenia. Był syfon z sokiem malinowym i wyścig pokoju z kapsli rysowanym kawałkiem cegły torem. Raz ulicą jechały czołgi a my goniliśmy je rowerami. Zimą było kupę śniegu a lata były zawsze super słoneczne i gorące. Trawa była taka zielona jak nigdy później nie widziałem a konwalie pachniały najpiękniej. Ciągle bawiliśmy się w wojnę a mimo to nikt z nas nie wyrósł na mordercę.Tysiące z nas ma podobne wspomnienia.
Potem się dowiedziałem, że moje dzieciństwo było kiepskie bo była komuna więc jak mogło być fajnie.
A ja głupi nie zamieniłbym się z nikim.
A ja przeżyłbym je drugi raz tak samo.
A ja chciałbym choć popatrzeć przez chwile na siebie w beznadziejnych sandałkach marzącego o motorynce w kolorze zielonym.
Marek ma rację jestem walnięty.

piątek, 6 września 2013

Stare

Myślałem że zapytasz Dlaczego-ale nie spytałaś
Myślałem że powiesz Zaczekaj ale mnie nie zatrzymałaś.
Myślałem ,że choć spojrzysz z daleka ale odwróciłaś oczy.
Im bardziej chcę byś pamiętała tym szybciej zapomnisz.
A tej nocy czarnej plując w twarz
posłyszałem czyjś spóźniony płacz.
Odwróciłaś obraz jak na kliszy
jeszcze wołam lecz już mnie nie słyszysz.

czwartek, 5 września 2013

KAC WAWA POLSKICH TWÓRCÓW

 
Film „Kac Wawa” spotkał się z ostrą krytyką i choć temat nie jest najświeższy ,uważam  że krytyka ta była NIEUZASADNIONA.
To fakt, że z całego filmu oryginalny jest chyba tylko tytuł, ale od kiedy to zależy nam na oryginalności? No chyba, że  w kwestii dresu.
Nie oszukujmy się , tak w ostatnim czasie wygląda cała nasza tzw. TWÓRCZOŚĆ.(kulturalna?).
Taka jest obecnie moda , reguła - nazwij to jak chcesz.  Nie od dziś wiadomo, że kultowym filmem  kilku pokoleń Polaków jest „Rejs” i każdy z pamięci przytoczy słowa inżyniera Mamonia, o tym iż podobają mu  się te melodie, które już słyszał. I tego się trzymajmy.
Skoro gdzieś na świecie powstał film na który ludzie walą do kin drzwiami i oknami to zróbmy podobny a sukces gwarantowany. Klucz jest jeden ale idealnie pasuje do wszystkiego: tak samo można nagrać fajny przebój, teleturniej ,serial, program rozrywkowy no bo ludzie, widzowie, słuchacze TEGO CHCĄ.
                                 TWÓRCY KULTURY- DAJCIE IM TO CZEGO CHCĄ!!!
To jest wasza misja. Dać odbiorcom to czego chcą słuchać, oglądać, przeżywać, czasem czytać.
Wszak beznadziejnie głupie i zacofane jest marzenie (już tylko marzenie?) by mieć wpływ na to czego CHCĄ, by móc ten gust kształtować, stawiać poprzeczkę tak żeby musieli podskoczyć a nie obijać sobie piszczele.
To była piękna idea , o której zapomnieliście. Czy było łatwo?
Zapomnieć  o czymś to jeszcze nic strasznego, gorzej jest sobie o tym przypomnieć – wtedy można się wkurzyć.

środa, 4 września 2013

RETRO


Dzień później.

Marek był  moim przyjacielem i świetnym psychologiem a jego poradnia terapeutyczna pomagała za pieniądze ludziom z różnymi problemami i mimo że Marek bardzo dobrze na niej zarabiał tak naprawdę nie pomógł jeszcze nikomu.  W każdy piątek on ja i bracia K spotykaliśmy się u mnie by grać w karty i pić alkohol, w każdy-ale nie w ten a  Marek psycholog uświadomił mi że jestem chory.
-Jesteś chory-oznajmił z obrzydzeniem.
-No wiem mówiłem ci wczoraj.
-Nie chodzi mi o tamto- zamachał rękami jakby chciał odpędzić całe stado niewidzialnych komarów-Dlaczego uważasz że ktoś założył podsłuch w twoim domu?  To jest jakieś chore. Po co miałby to robić?
-Właśnie.
-Właśnie?- Marek był zdezorientowany.-Czyli zgadzasz się że nie ma żadnego podsłuchu?
-Po co oni to zrobili?
-Kto?
-Ci faceci- wyszeptałem rozglądając się na boki.
-Jacy faceci? –Marek odruchowo ściszył głos.- Ci co cię śledzą?
-O Boże – zawołałem- a więc jednak mnie śledzą. Tak czułem.
-Nie śledzą cię, źle się wyraziłem. Ci co jak twierdzisz założyli ci podsłuch. Kim oni są?
-Nie mam pojęcia.
-Więc może w ogóle ich nie ma?
-Są bez wątpienia. Podsłuchują mnie przecież.
-Nikt cię nie podsłuchuje , opamiętaj się.
-To po co zakładali mi podsłuch?
-Wynoś się stąd ty walnięty sukinsynu.-powiedział płaczliwie chowając twarz w dłoniach.
-Bardzo mi pan pomógł panie doktorze. Naprawdę . Jest pan najlepszym psychiatrą jakiego znam.
-Jestem psycholo…-machnął ręką z rezygnacją nie kończąc.-Wieczorem jak zwykle?
-Jeśli nie boisz się,  że cię usłyszą obcy ludzie.
-A może po prostu usuń mikrofony?
-Nie wiem gdzie je ukryli.-wyznałem szczerze.
-Jesteś chory-powiedział z obrzydzeniem.
-Mówiłem ci przecież.
Miał  w tym momencie oczy pełne obłędu . Wyszedłem z nadzieją że uda mu się nad tym zapanować i z butelką mocnego alkoholu zabraną z jego barku.

Wielki CZWARTEK?


Moja obsesja zaczęła się w czwartek i od razu w czwartek stała się groźna. Nie wiem jak do tego doszło ale wiem, że prawdopodobnie nie uwolnię się od niej nigdy. Właśnie w czwartek myślałem o pułkowniku Krafcie , który nigdy nie istniał i o tym co pułkownik Kraft powiedziałby swojej córce po 20 latach i co by zrobił gdyby tu wrócił.

-Dlaczego myślisz że to groźne?

-Nie wiem. A ty?

-Ja wcale tak nie myślę. To dość powszechne.

-Ty tu jesteś psychiatrą wiesz lepiej.

-Psychologiem,- poprawił mnie.-Po prostu upływający czas spowodował u ciebie melancholijną tęsknotę  za dzieciństwem, młodością , za tym co minęło bezpowrotnie to dotyka tysięcy ludzi ,nie jesteś jakiś cholernie wyjątkowy w tym że chciałbyś cofnąć czas.

-Ale ja wcale nie chce cofać czasu. Chciałbym tylko tam pobyć przez chwilę. Zobaczyć dlaczego wszyscy mówią jak było żle brudno szaro i smutno gdy ja pamiętam że  było  pięknie i kolorowo i że zawsze  świeciło słońce. Nie chcę  niczego zmieniać chce zobaczyć jakby  film nie ograniczony kątami widzenia kamery nic więcej panie doktorze.

Popatrzył na mnie zdziwiony:

-Nie wygłupiaj się. Powiedz lepiej co tam u was jak dzieciaki wszystko ok?

-Ja po prostu nie mogę przestać o tym myśleć  Marek. To nie jest ok.
Zobaczyłem , że ma mnie dość i wyszedłem.
A pułkownik Kraft stał naprzeciw prezydenta Stanów Zjednoczonych przyjmując kolejne odznaczenie.

Czy myślał wtedy o polskim sporcie?

Fajne zeszłoroczne imprezy typu euro igrzyska czy ostatnie występy w pucharach pokazały dobitnie charakter polskich sportowców. Wynika bowiem jasno ze nie maja oni bynajmniej charakteru zwycięzców. Oni lubią być ofiarami. Jakiekolwiek zawody sportowe z udziałem Polaków weźmiemy pod uwagę dotąd było tak: No przegrałem, ale walczyłem z tymi obcokrajowcami co to przecież maja lepszą bazę, lepsze stroje, lepsze wszystko a ja z nimi walczyłem z niektórymi nawet wygrałem chociaż z góry było wiadomo, że przegram.  Aż tu nagle powstaje infrastruktura buduje się stadiony baseny bieżnie boiska i nie ma wymówek typu : miałem gorsze warunki i dopiero teraz nasi dzielni sportowcy pokazują swoją klasę . Ja  już nie mówię ,że przegrywamy z Czechami ale że Czesi gromią nas 7 do zera w dwumeczu Ruchu - to wstyd. I to że piłkarz mistrza polski Śląska Wrocław podając piłkę na 20 metrów podaje ją o 20 metrów niecelnie.
Jeśli o tym myślał pułkownik Kraft...