Jonasz Morwin-Pipke szukał natchnienia by dodać kolejny wpis na swoim niezwykle popularnym blogu , ale tego dnia szło to bardzo opornie. „O czym by tu napisać- myślał- nikt już nie chce czytać o gospodarce, kryzysie, sondażach przedwyborczych, cholernej scenie politycznej ani o Smoleńsku, ani o Katarzynie W. nawet.”
Im dłużej o tym myślał tym większe ogarniało go zniechęcenie. „Ludzie chcą dzisiaj czytać co innego np. jaki kolor pantofli zakupić w ramach jesienno – zimowej elegancji, albo jak wykfintnie dobrać torebkę do beżowej garsonki , względnie jak zrobić staropolskie konfitury z importowanych owoców i cukru z trzciny cukrowej”.
-Jak ja zacznę pisać na takie tematy- powiedział Jonasz Morwin – Pipke zirytowany- to od razu te zwariowane czytelniczki wezmą się za pisanie komentarzy, a wiadomo że na moim blogu komentarze piszę ja sam.
-Jak to – powiedział zdziwiony Jonasz Morwin-Pipke do Jonasza Morwina-Pipke- więc ty sam piszesz komentarze do swoich własnych tekstów?
-Oczywiście- odpowiedział Jonasz Morwin-Pipke- wszystkie inne są z automatu usuwane. Wszak wiadomo, że nikt nie napisze tak dobrego komentarza do mojego tekstu jak ja sam. Tak trafnego w swej prostocie , tak kulturalnego a zarazem przenikliwego do szpiku kości, skrywającego wiele tajemnic i jednocześnie je demaskującego.
-Który to już raz drogi Jonaszu Morwinie-Pipke masz całkowitą rację?- zapytał Jonasz Morwin-Pipke czysto retorycznie albowiem w tym właśnie momencie jeden z nich zniknął.
A ja nie wiem który.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz