Kiedy następnego dnia , ponownie stanąłem w drzwiach jego gabinetu, Marek nie krył niezadowolenia.
-Czego znowu chcesz?- rzucił zirytowany zanim zdążyłem się przywitać.
-Słuchaj ,nie kłóćmy się- powiedziałem spokojnie ale on był nieprzejednany.
-Ja się nie kłócę , po prostu nie chcę cię widzieć.
-Ale zrozum czasem ktoś umiera i wtedy…
-Ten znowu swoje, człowieku odczep się ode mnie raz na zawsze razem z tą pieprzoną paranoją.
-Chodzi mi tylko o to, że nie chciałbym rozstawać się z tobą w gniewie.
Myślę, że to co odmalowało się na jego twarzy w tej chwili to było zdumienie pomieszane z obrzydzeniem ale mogę się oczywiście mylić.
-Nie wkręcisz mnie – powiedział machając mi palcem przed nosem - nie tym razem.
-Ja cię nie wkręcam. Czasem boję się , że znowu z czymś nie zdarzę . Z czymś nieodwracalnym. Pamiętasz jak graliśmy z Włochami w 82. Byłem małym chłopcem i jak Młynarczyk leżał w tym wapnie po drugim golu rozpłakałem się , a oni mieli niebieskie koszulki a ja wcześniej myślałem ,że są szare bo mieliśmy czarno-białego Neptuna a wtedy poszliśmy do wujka i on miał kolorowy Rubin produkcji radzieckiej, który potem bardzo efektownie się spalił i jak on tak leżał w tym wapnie cały biały pomyślałem , że to już koniec , że już nic się nie da zrobić bo jest za gorąco a ten cholerny Rossi jest nie do zatrzymania a rudego nie ma na boisku bo on by im strzelił ze trzy gole tak jak Belgom, więc płakałem z tej bezsilnej złości małego chłopca….-zaczęło mi brakować powietrza a w oczach Marka zobaczyłem coś jakby strach, kiedy machał tymi swoimi rękami psychologa żebym przestał a potem posadził mnie na fotelu.
-Uspokój się. Z tobą jest naprawdę źle. Napijesz się wody?
-Wody nie. Wódki.
-Nie mam tu wódki.
-To chodźmy gdzieś się napić.
-Później pójdziemy. Co ma wspólnego z tym wszystkim jakiś głupi mecz sprzed trzydziestu lat?
-Sam nie wiem. Tak mi się jakoś przypomniało i ostatnio często o tym myślę.
-O meczu?
-Nie. O Młynarczyku w tym wapnie, o jego twarzy. On też już wtedy wiedział , że jest za późno , że to koniec. Miałem kilka spraw do załatwienia. Cztery życia- cztery sprawy. Podziękować, przeprosić, zapytać – „dlaczego” i zamienić nieprawdę na prawdę. I już jest za późno Marek. Nie załatwię tych spraw bo leżę w wapnie rozumiesz. Chodź na tę wódkę – powiedziałem i poszliśmy. A pacjenci Marka czekający na korytarzu zrozumieli , że na wizytę też już za późno. Albo nawet za wcześnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz