wtorek, 22 października 2013

MOST

W swym nowiuteńkim  i bardzo szykownym włoskim garniturze szedł Jonasz Morwin-Pipke  Mostem Piłsudskiego niosąc bukiet kolorowych kwiatów i pudełko belgijskich czekoladek. Promienie złotopolskojesiennego słońca odbijały się w jego eleganckich ręcznie robionych lakierkach i  delikatnie muskały  uśmiechniętą twarz sławnego mędrca.
W takich chwilach nic nie mąciło jego szczęścia, wracał bowiem Jonasz z bardzo udanego spotkania z wyborcami i wyznawcami jego intelektu gdzie otrzymał solenne przyrzeczenia wiecznego uwielbienia oraz wspomniane kwiaty i czekoladki.
Także i teraz idąc chodnikiem wciąż otrzymywał dowody uznania.  Przechodnie uśmiechali się do niego, kłaniali czy machali ręką pozdrawiając, co rusz ktoś zatrzymywał go prosząc o autograf czy wspólne zdjęcie a pewna nobliwa , elegancka dama ucałowała nawet  Jonasza  serdecznie w obydwa rumiane policzki.
-Ludzie cię uwielbiają – rzekł w uniesieniu oszołomiony tym wszystkim Jonasz Morwin-Pipke  - oby tak już było zawsze.
Ale Jonasz Morwin-Pipke twardo stąpał po ziemi i nie był aż tak skory do uniesień , wyjaśnił mu przeto:
-Znaczyłoby to, że znów przegramy wybory a tego nie chcemy. Ludzie lubią nas bo jesteśmy w opozycji, możemy sobie wszystko swobodnie krytykować, nie akceptować, wytykać błędy i  jesteśmy fajni. Gdybyśmy tak, co nawiasem mówiąc niebawem musi nastąpić, więc gdybyśmy tak wygrali wybory i stworzyli rząd wtedy bądź pewien , że sytuacja będzie zgoła inna.
-Jak to? – zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
-A tak. Wtedy to wszyscy nas będą nie cierpieć , szydzić , krytykować, obrzucać wyzwiskami i zgniłymi pomidorami. Spalą naszą kukłę i zbudują pomnik z ekskrementów. Zrobią co tylko w ludzkiej mocy aby nas obalić. A wszystko to w słońcu demokracji.
-Ależ tak nie można – zawołał w świętym oburzeniu Jonasz Morwin-Pipke.
-Można, można – odparł spokojnie Jonasz Morwin-Pipke- Jesteś jeszcze młody, mój chłopcze , ale uwierz moim siwym włosom- dla władzy można zrobić wszystko.
Jonasz Morwin-Pipke istotnie był jeszcze młody, toteż pełnymi garściami czerpał z doświadczenia i nieskończonej mądrości swego mistrza, który przy każdej okazji szczodrze się nią dzielił.
Zamyślił się tedy nad tymi słowami i posmutniał. „ Czy ja naprawdę tego właśnie chcę .” – pomyślał.
Popatrzył z wysokości Mostu Piłsudskiego na rzekę  ale odbicia , które tam ujrzał nie należały do niego.
-Co ja tu właściwie robię ? - rzekł.
A rzeka w blasku popołudniowego słońca wyglądała cudnie i to na nią patrzyłem jak urzeczony a nie na Jonasza, więc gdy zniknął tylko echo słów jego mogło dać odpowiedź, który.
Ale i ono umilkło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz