środa, 6 listopada 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CZĘŚĆ 4

Skoczyłem w  przeszłość i złamałem nogę. Na tym polegała terapia Marka. Był on cholernie dobrym specjalistą, jednym z najlepszych w swojej dziedzinie, który nigdy nikomu nie pomógł i nigdy nikogo nie wyleczył co niezmiennie przynosiło mu zaszczyty i pieniądze.
-Jaką się wtedy piło wódkę?- spytał mnie kiedy poszliśmy się upić i kiedy się upił.
-Kiedy?-Nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi.
-No w tych czasach do których chcesz się cofnąć.
-Nie piłem wtedy wódki ty kretynie , byłem  cholernym dzieciakiem. – zirytowałem się.
-Racja. Zapomniałem. – rzekł Marek i pomyślałem że odkąd zwróciłem się do niego mój stan się tylko pogarszał . Rozejrzałem się za Braćmi K. koło których kręciły się Siostry Lafiryndy i stwierdziłem że pewnie ulotnili się wraz z nimi.
-Wychodzę- rzuciłem do Marka bo i tak nie mogłem się upić a jego towarzystwo zaczynało mnie drażnić.
Wyszedłem na zewnątrz, świeże chłodne powietrze uderzyło mnie z zaskoczenia. Było ciemno a ja bałem się ciemności. Bałem się też światła bo wtedy było mnie dobrze widać. Kiedy zastanowiłem się nad tym doszedłem do wniosku, że odkąd Marek chcąc nie chcąc został moim terapeutą bałem się niemal wszystkiego. Bałem się  samotności i bałem się towarzystwa innych ludzi. Bałem się, że nie zasnę i bałem się tego co się stanie podczas gdy będę spał. Bałem się  rzeczy pokrewnych ale również całkowicie ze sobą sprzecznych.  Bałem się , że mam lęk wysokości i chociaż nie przebywałem w żadnych miejscach położonych wysoko wciąż śniły mi się jakieś wieże strasznie wysokie i okropnie niestabilne na które musiałem się wspinać zupełnie nie wiem po co.
Czasami śniła mi się też okupacja. Wkoło było pełno Niemców , jeździli na tych swoich motocyklach a ja leżałem ukryty w kupie liści i myślałem jaka to kiepska kryjówka. A przecież urodziłem się prawie 40 lat po wojnie. A raz śniło mi się krzesło w jakimś ciemnym pomieszczeniu na nim ja a wkoło  oni. Przesłuchiwali mnie. Nie wiem kim byli. Nic im nie powiedziałem więc łyżeczką od herbaty , próbowali wydłubać mi prawe oko. Nie wiem dlaczego akurat prawe, zaciekle się broniłem i oko zachowałem ale rano zauważyłem zadrapania wkoło prawego oka i zrozumiałem , że nie jest dobrze. Może to wszystko nie była wina Marka ale .... ale  Marek na pewno nie był bez winy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz