Każdy poranek tuż po śniadaniu Jonasz Morwin-Pipke spędzał w kawiarni u zbiegu ulic Rycerskiej i Bohaterów Getta gdzie z okien roztaczał się widok na rzekę i na przepływające nią od czasu do czasu barki. Zamawiał filiżankę mocnej czarnej kawy i kieliszek Amaretto. Czytał poranne dzienniki , układał plan dnia i knuł. Knuł mianowicie jakim by tu artykułem, wypowiedzią dla tabloidów czy wpisem na oficjalnym blogu dokopać tej cholernej , znienawidzonej partii.
-Jakiej cholernej partii? – zaciekawił się Jonasz Morwin-Pipke.
-A jaka cholerna partia prowadzi teraz w sondażach? – z pobłażliwą miną ni to odpowiedział ni to zapytał Jonasz Morwin-Pipke.
-A tej.
Następnie Jonasz Morwin-Pipke w kilku zdaniach opowiedział Jonaszowi Morwinowi - Pipke jaką wymyślił intrygę i jaką dzisiaj plotkę rozpuści na temat jednego z liderów tej cholernej znienawidzonej partii. Słysząc to Jonasz Morwin-Pipke aż zawył z zachwytu:
-Jesteś cudownie , genialnie niegodziwy o Wielki Jonaszu Pierwszy -prowadź nas i cały nasz naród.
Jonasz Morwin-Pipke cały wręcz pokraśniał od tych pochlebstw i czując przypływ łaskawości postanowił podzielić się swoją mądrością z najważniejszym swoim poplecznikiem i współpracownikiem Jonaszem Morwinem-Pipke.
-Najistotniejszą- rzekł –drogi Jonaszu cechą demokracji , jest dla nas polityków będących w opozycji WOLNOŚĆ SŁOWA, albowiem to z niej korzystamy krytykując tę czy inną cholerną partię. A gdyby się okazało, że nie mieliśmy racji zawsze możemy zniknąć.
Wówczas zniknął i nikt nie zorientował się który.
Nawet ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz