Marek był moim przyjacielem i świetnym psychologiem a jego poradnia terapeutyczna pomagała za pieniądze ludziom z różnymi problemami i mimo że Marek bardzo dobrze na niej zarabiał tak naprawdę nie pomógł jeszcze nikomu. W każdy piątek on ja i bracia K spotykaliśmy się u mnie by grać w karty i pić alkohol, w każdy-ale nie w ten a Marek psycholog uświadomił mi że jestem chory.
-Jesteś chory-oznajmił z obrzydzeniem.
-No wiem mówiłem ci wczoraj.
-Nie chodzi mi o tamto- zamachał rękami jakby chciał odpędzić całe stado niewidzialnych komarów-Dlaczego uważasz że ktoś założył podsłuch w twoim domu? To jest jakieś chore. Po co miałby to robić?
-Właśnie.
-Właśnie?- Marek był zdezorientowany.-Czyli zgadzasz się że nie ma żadnego podsłuchu?
-Po co oni to zrobili?
-Kto?
-Ci faceci- wyszeptałem rozglądając się na boki.
-Jacy faceci? –Marek odruchowo ściszył głos.- Ci co cię śledzą?
-O Boże – zawołałem- a więc jednak mnie śledzą. Tak czułem.
-Nie śledzą cię, źle się wyraziłem. Ci co jak twierdzisz założyli ci podsłuch. Kim oni są?
-Nie mam pojęcia.
-Więc może w ogóle ich nie ma?
-Są bez wątpienia. Podsłuchują mnie przecież.
-Nikt cię nie podsłuchuje , opamiętaj się.
-To po co zakładali mi podsłuch?
-Wynoś się stąd ty walnięty sukinsynu.-powiedział płaczliwie chowając twarz w dłoniach.
-Bardzo mi pan pomógł panie doktorze. Naprawdę . Jest pan najlepszym psychiatrą jakiego znam.
-Jestem psycholo…-machnął ręką z rezygnacją nie kończąc.-Wieczorem jak zwykle?
-Jeśli nie boisz się, że cię usłyszą obcy ludzie.
-A może po prostu usuń mikrofony?
-Nie wiem gdzie je ukryli.-wyznałem szczerze.
-Jesteś chory-powiedział z obrzydzeniem.
-Mówiłem ci przecież.
Miał w tym momencie oczy pełne obłędu . Wyszedłem z nadzieją że uda mu się nad tym zapanować i z butelką mocnego alkoholu zabraną z jego barku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz