Takie mitingi były zazwyczaj ogromnie burzliwe a poruszano na nich sprawy największej wagi nie tylko dla Narodu ale można śmiało powiedzieć dla całej ludzkości.
Jonasz Morwin-Pipke wszedł na mównicę nalał sobie do szklanki przeźroczystego płynu i już miał zacząć przemawiać gdy zaniepokojony Jonasz Morwin-Pipke pociągając go za rękaw angielskiej marynarki szepnął:
-Nie zaczekasz?
-Na co? – również szeptem zapytał Jonasz.
-Na Elektorat.
-Przecież już jest.
-Gdzie?
-Tu. –rzekł Jonasz Morwin-Pipke lekkim zmarszczeniem czoła wskazując na salę.
Jonasz Morwin-Pipke rozejrzał się po Sali i zdumiony zapytał:
-Jeden?
-Jeden ale za to wierny, od dwudziestu z górą lat głosuje tylko na nas w każdych wyborach i popiera nas kiedy nie ma wyborów, czyż może istnieć wierniejszy Elektorat?
-Ale wybory są tajne, skąd wiesz na kogo głosuje?
-Powiedział mi.
- Przecież mógł kłamać.
-Po co miałby to robić? – zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
-Choćby po to , żeby najeść i napić się do syta – powiedział Jonasz Morwin-Pipke ruchem głowy wskazując na stoły w kącie sali obficie zastawione talerzami i półmiskami z wybornymi wędlinami, kotletami grillowanymi i panierowanymi, różnymi sałatkami, norweskim łososiem w galarecie, cudownie pachniało pieczone mięsiwo, które to słowo samo w sobie uruchamia soki trawienne, a pomiędzy tym wszystkim stały oszronione butelki gatunkowych wódek czekające cierpliwie na otwarcie.
Ale Jonasz Morwin-Pipke był niewzruszony.
-Kiedy już wygramy wybory – rzekł spokojnie – wówczas będziemy mogli, miły Jonaszu mieć Elektorat w… tam gdzie zwykle rząd ma Elektorat. Ale zanim to się stanie musimy im obiecać i dać to wszystko czego chcą. Potem to sobie odbijemy. I to nie raz. A wszystko to tylko i wyłącznie dla ich dobra.
Zadumał się Jonasz Morwin-Pipke nad słowami swego Mistrza i po raz kolejny pojął jak wielkim jest on mędrcem, jak przenikliwym i zarazem szczerym i nigdy już nawet rysa zwątpienia nie powstała na sercu Jonasza gdy myślał o tym , że tylko ów genialny Wódz Jonasz Morwin-Pipke może poprowadzić swój lud do szczęśliwego życia i stworzyć potęgę o jakiej śnili i marzyli jego przodkowie.
A gdy tak dumał nie spostrzegł, że Jonasz Morwin-Pipke skończywszy przemówienie i nie wypiwszy nawet kieliszka pysznej Siwuchy, zniknął a ja zajęty kosztowaniem różnorakich kiełbas i szynek nawet nie zauważyłem , który.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz