Jonasz Morwin-Pipke był abstynentem. A właściwie to… nie był abstynentem, to znaczy był ale dawno temu i przez krótki czas.
Pił co prawda niewiele ale za to codziennie w odróżnieniu od Jonasza Morwina-Pipke , który pił tęgo, ale za to też codziennie.
Zdarzało się przy tym Jonaszowi wywoływać niewielkie awantury , zawsze jednak były to ekscesy o charakterze patriotycznym, przepojone szczerą troską o przyszłość swojego ludu popartą głębokim humanitaryzmem , miłością bliźniego i niezmierzoną wiarą w drugiego człowieka.
Często gdy o tym myślał łzy same napływały mu do oczu, albowiem serce miał wielkie i świadomość jak oddanym i wiernym jest synem a zarazem ojcem Narodu ściskała go za gardło i wzruszała do tego stopnia, że płacząc chował twarz w dłoniach . Wiadomo bowiem powszechnie ,że jego wielkiemu patriotyzmowi dorównać może tylko jego niezwykła skromność.
-Cóż Ci to Jonaszu? – zatroskał się Jonasz Morwin-Pipke widząc łzy na policzkach swego guru-Ty płaczesz?
-A tak. Płaczę . Czy ty wiesz jaka odpowiedzialność na mnie spoczywa?
-No jaka ? – spytał nieśmiało Jonasz Morwin-Pipke.
-Wielka.-odrzekł Jonasz unosząc palec wskazujący do góry.
Zapłakali przeto razem nad tragiczną historią , niepewną przyszłością i świadomi swego powołania płakali tak aż Jonasz Morwin-Pipke postanowił , że poświęci się jeszcze bardziej i przestanie znikać tak niespodziewanie. Ale wiedziony jakąś wewnętrzną siłą mimo , że opierał się dzielnie w końcu uległ i tak czy tak zniknął a ja , chociaż piłem zdecydowanie mniej od niego znów nie zauważyłem , który.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz