Było gorąco , piekielnie wprost gorąco gdy wyszedłem wreszcie z domu by kupić coś do picia.
Od wielu już dni wychodziłem tylko po to. Przystanąłem na chwilę w bramie kamienicy i patrzyłem jak z fabryki naprzeciw, będącej czołowym w Europie a może i na świecie producentem …czegoś tam, wychodzą robotnicy kończący poranną zmianę. Patrzyłem na ich zmęczone twarze i pomyślełem , że mieszkam tu naprzeciw od tylu lat a nie wiem nawet co oni tam takiego produkują. I pomyślałem też o Tobie i o tym, że nie widziałem Cię już od tylu dni.
-Panie Heniu – zapytałem widząc sąsiada spod 2 wychodzącego ze śmieciami- co oni tam do cholery produkują, nie wie pan?
-A idź pan…- żachnął się pan Henio i wtedy sobie przypomniałem, że przed wielu laty pan Heniu był w tej fabryce kimś tam wysoko postawionym, ale przyszły zmiany i teraz jest tylko panem Heniem spod 2 , wciąż rozglądającym się na boki czy przypadkiem nie widzi go ta jego straszliwa żona, kiedy miał ochotę wypić coś z sąsiadami w bramie.
Żona robiła mu straszne awantury o wszystko prawie każdego dnia a on znosił to wszystko ze stoickim spokojem i tylko machał ręka gdy ktoś spytał go czasem o co poszło.
Upał stawał się nie do zniesienia , wszyscy czekali na deszcz ale od wielu dni na niebie nie było nawet chmurki, tymczasem od rzeki wolnym niezgrabnym krokiem nadchodził listonosz a kilka okolicznych psów ujadało za nim zgodnym chórem. Chciałem zapytać go czy jest list od Ciebie ale zawołałem tylko:
-Panie , jak to jest , że psy tak nie cierpią listonoszy?
Nic nie mówiąc wyminął mnie i wszedłszy w bramę otworzył skrzynki i zaczął rozkładać w nich pocztę. Moja znów pusta- pomyślałem. Czy wiesz , że czekam na list od Ciebie a on nie nadchodzi , jak ten deszcz od wielu dni i że pewnie nie dostanę go nigdy i że dzwonię do Ciebie każdego dnia i w środku nocy też dzwonię by usłyszeć Twój głos nagrany na skrzynce telefonu?
-Ile można śmieci wyrzucać?!!! – dobiegł przez otwarte okno krzyk żony pana Henia a ja poszedłem wreszcie do sklepu.
Słońce dręczyło niemiłosiernie , szedłem wymarłą ulicą i przez chwilę zakręciło mi się w głowie bo zdawało mi się , że widzę Twoją twarz za szybą autobusu a przecież to nie mogłaś być Ty. To niemożliwe.
I list od Ciebie nie przyjdzie i wkrótce zniknie twój głos w telefonie a urzędnik skreśli z ewidencji Twój numer , tak jak ktoś tam wysoko skreślił Ciebie a przy okazji mnie i jak kilka lat temu skreślił mojego brata, dzięki któremu w ogóle Cię poznałem.
Wracając do domu usłyszałem znów krzyki straszliwej żony pana Henia, lecz tym razem nie dobiegały zza okna a z ulicy.
-Heniek do ciężkiej cholery złaź – darła się okropnym głosem- ludzie patrzą . Znowu wstyd co za życie z tym pijakiem .
Spojrzałem w górę i zobaczyłem pana Henia po drabince wspinającego się na dach kamienicy. Krzyki jego żony ściągnęły już paru gapiów i wszyscy zasłaniając oczy przed słońcem patrzyli w górę
A pan Henio był już na dachu , teraz zaczął się wdrapywać na nadbudówkę i wszyscy patrzący zaniepokoili się. Ktoś zadzwonił po Straż pożarną czy policję, ktoś inny nawoływał by zszedł a żona nadal przeklinała pana Henia i jego charakter drąc się w niebogłosy.
-Panie Heniu – zawołałem – co pan robi?
Odwrócił się spojrzał w dół i zawołał:
-Parasole! Produkują parasole!
Potem pokonał nadbudówkę i zaczął wchodzić na komin . Wdrapywał się coraz wyżej i wyżej a jego żona nie ustawała w krzykach i złorzeczeniach.
Na dole zebrał się już spory tłum i nagle wszyscy otworzyli usta ze zdumienia patrząc jak pan Heniu będąc już na końcu komina zaczął wznosić się jeszcze wyżej i wyżej a po chwili był już tak wysoko, że na pewno nie dochodził go głos żony i wtedy ona w końcu zamilkła. On sunął w stronę kościoła zza którego wieży ukazały się chmury od wielu już dni wyczekiwane. Widząc je pochylił się w naszą stronę wskazał je palcem i zachwiał. Znów zakręciło mi się w głowie i znów zobaczyłem Ciebie a pan Henio leciał już w dół wolno jeszcze ale coraz szybciej aż niezgrabnie i całkiem surrealistycznie ułożył się na chodniku. Obok głowy miał czerwony kwiat, który rósł i rósł aż dokładnie przypominał ten który widziałem wtedy gdy ostatnio widziałem Ciebie.
A gdy go zabierali padał już deszcz po raz pierwszy od wielu dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz