piątek, 4 października 2013

MEKSYK

Zniechęcenie i apatia niekiedy nawiedzały Jonasza Morwina-Pipke. Brak namacalnych efektów jego działalności niesamowicie go przygnębiał. W takich chwilach miał ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do Meksyku.
-Mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do Meksyku - oświadczył.
-Dlaczego do Meksyku? – spytał Jonasz Morwin-Pipke.
-Żeby przejąć tam władzę.
-A znasz meksykański?
-Nie.
-Wypadałoby znać. Poza tym tam są gangi narkotykowe , mafia, to dziki kraj.
-Właśnie oni mi pomogą przejąć władzę. Obiecam legalizację narkotyków.
-Wiesz  oni chyba na tym właśnie zarabiają , że są nielegalne poza tym to chyba niezbyt etyczne w końcu narkotyki  raczej szkodzą.
Jonasz Morwin-Pipke machnął lekceważąco ręką.
-Tylko tym którzy ich używają .Skuteczny polityk nie może się przejmować takimi drobiazgami, poza tym zdrowe społeczeństwo jest zwykle wolne od takich problemów jak narkotyki.
-Chyba w żadnym kraju na świecie nie ma społeczeństwa, które jest całkowicie wolne od problemu narkotyków. Chyba że Korea Północna.
-Korea Północna powiadasz - zastanowił się Jonasz Morwin-Pipke – jaki tam jest język?
-Chyba jakiś północnokoreański – odparł Jonasz Morwin-Pipke.
-Lubię Cię ale jesteś durniem drogi Jonaszu. Nie ma takiego języka. Czy w NRD był język enerdowski ? Nie. Był taki sam niemiecki jak w RFN. Ty zresztą tego nie możesz pamiętać ale uwierz mi na słowo.
Jonasz Morwin-Pipke faktycznie nie pamiętał.
-Pamiętam, pamiętam. – powiedział. – Ale nawet gdybyś znał język , jaki on by nie był to w Korei Północnej łatwiej będzie ci przejąć władzę niż w ogóle się tam dostać. To dziki kraj.
-No tak. A może zamach stanu? Pucz. Gdzieś tam w Ameryce Łacińskiej najlepiej, tam to się zdarza dość często chyba.
-Fakt. Ale do tego potrzebne jest wojsko. Musiałbyś zostać jakimś generałem czy coś.
-O nie , co to to nie. – Jonasz Morwin-Pipke przypomniał sobie swoją „przygodę” z wojskiem i natychmiast odrzucił pomysł zamachu stanu.
-Wcale mi nie pomagasz – orzekł rozczarowany – wysil się trochę i znajdź mi jakiś cholerny kraj w którym mógłbym przejąć władzę a natychmiast się tam przeniesiemy.
Zasmucił się Jonasz Morwin-Pipke na te słowa bo nie chciał nigdzie wyjeżdżać. Było mu tu dobrze, przyzwyczaił się już i przywiązał do tego miejsca i postanowił, że jeśli Jonasz Morwin-Pipke będzie trwał w swoim chorym uporze emigracji, to z wielkim żalem i bólem serca –jeśli nie ma innego  wyjścia - będzie się trzeba rozstać.
-Z kim rozstać? – spytał wyskakując nagle nie wiadomo skąd Jonasz Morwin-Pipke.
-O nie. Trzeci ja? Tego już za wiele – zawołał Jonasz Morwin-Pipke i niewiele myśląc rzucił szklanką z połową zawartości przepysznej Siwuchy, której natychmiast zrobiło mu się żal, ale trafił go prosto między oczy więc natręt zniknął tak szybko jak się pojawił.
Stałem tak tedy w tępym zachwycie, że w końcu udało mi się zobaczyć jakiekolwiek zniknięcie gdy za plecami usłyszałem stanowczy i zawzięty głos Jonasza:
-A w życiu stąd nie wyjadę. Jak trzeba też potrafię zniknąć o proszę bardzo…..
I nim się odwróciłem zniknął tak dla przykładu, więc ze złości kopnąłem resztki rozbitej szklanki bo znów mi umknęło, który.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz