Czasami padał deszcz. Nie przepadam za deszczem, zwłaszcza jesienią. Co innego Jonasz Morwin-Pipke. Gdy tylko zbierały się chmury i gdy naturalnie czas mu na to pozwalał , brał ogromny partyjny parasol, wkładał kapelusz a’la gajowy i szedł do parku. Stawał nad brzegiem rzeki lub na małym kamiennym moście i patrzył jak pierwsze krople deszczu miarowo toczą koła uderzając w wolno sunący strumień wody. Jego myśli kierowały się ku przeszłości. Wspominał dzieciństwo i wczesną młodość , gdy jako uczeń w swoim rodzinnym mieście też często stawał nad brzegiem rzeki w czasie deszczu. Widział tamtą rzekę, jej nieco bardziej wartki nurt, kamienie na dnie, zarośla wzdłuż brzegu. Słyszał rechotanie żab.
I chyba woda była mniej brudna. W tej dzisiejszej rzece nie widać dna ani kamieni i nie dlatego , że woda jest mętna ale dlatego, że dawno pokryła je warstwa śmieci. Aluminiowe puszki po piwie, plastikowe i szklane butelki, torebki foliowe, dętka od roweru typu „góral”, zardzewiałe przęsło ogrodzenia i na wpół zatopiony parkowy kosz na śmieci. Pomyślał , że gdyby zrobił pisemną listę wszystkich przedmiotów, które tam leżą byłoby z tych zapisków sporo makulatury.
„Chyba założę partię proekologiczną – rozważał w myślach – taką partię zielonych”
-Po co ? – zapytał Jonasz Morwin-Pipke.
-Jak to po co? – oburzył się Jonasz Morwin-Pipke – Choćby po to żeby oczyścić tę rzekę. Zwołam tutaj wszystkich członków partii i ochotników, zatrudnimy więźniów i wyciągniemy wspólnymi siłami ten cały syf , który zaśmieca koryto. Nie będziemy przykuwać się do mostów, blokować budowy autostrad – wołał z zapałem – ani oblewać futer farbami ale naprawdę działać. Tylko konkrety. Jak posprzątamy tutaj , pójdziemy dalej i oczyścimy wszystkie rzeki, jeziora , parki , lasy, góry, cały kraj. A potem….- Jonasz Morwin-Pipke zapalał się coraz bardziej i słowa jego niesione wiatrem łopotały wysoko niczym flagi nad barykadą, aż nagle Jonasz Morwin-Pipke przerwał mu brutalnie i rzekł:
-Jest jeden problem.
-Jaki problem?
-Zieloni raczej nie wygrywają wyborów- stwierdził rzeczowo.
Cały zapał Jonasza przepadł gdzieś nagle i oklapł , spojrzał tylko na swego wiernego sojusznika oczyma żalu pełnemi i stwierdził sucho z westchnieniem nasiąkniętym rezygnacją:
-No to wybory trzeba wygrać najpierw. – I zniknął przepełniony niewiarą a ja zapatrzony w te flagi nad barykadą słów jego, choć cały czas usilnie pilnowałem by tym razem nie przegapić , kolejny raz nie zauważyłem , który.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz