piątek, 27 września 2013

DEBATA

Ustawa antyaborcyjna zbudziła   wielkie emocje. Awantura w sejmie i nie tylko. I słusznie wszak chodzi o życie lub o …. nie-życie. Zastanawia mnie za to dlaczego , choć w przybliżeniu tak wielkich emocji nie budzą inne ustawy. Np. budżetowa. Albo emerytalna czy zdrowotna. I wiele innych w których też chodzi o życie a niekoniecznie o nędzną wegetację.
Każdy ma prawo żyć tylko nie każdy ma za co. A czy ta pani poseł , która w tej jednej jedynej sprawie potrafi tak  energicznie się wypowiadać i głośno krzyczeć o całkowity zakaz aborcji uchroni wszystkie narodzone dzieci – zdrowe czy chore – od bicia , znęcania się  , głodzenia , duszenia , podtapiania, podrzynania gardeł i wyrzucania przez okno. Od topienia w beczkach i zakopywania w piwnicach. Od pedofilów w sutannach i bez. Jeżeli TAK  to warto ją popierać.   Ale jeśli NIE……?
Może jest tak , że Stary Bóg nie chce więcej Polaków niż już jest dlatego dał nam pół rozumu byśmy pchali się do wszystkich wojen i byśmy wciąż nic nie znaczyli jako naród i jako państwo.
Bo tylko On jest w stanie sobie wyobrazić co by było gdyby cały świat wyglądał tak jak Polska.

czwartek, 26 września 2013

PATRIOTA

Jonasz Morwin-Pipke był abstynentem.  A właściwie to… nie był abstynentem,  to znaczy był ale dawno temu i przez krótki czas.
Pił co prawda niewiele ale za to codziennie w odróżnieniu od Jonasza Morwina-Pipke , który pił tęgo, ale za to też codziennie.
Zdarzało się przy tym Jonaszowi wywoływać niewielkie awantury , zawsze jednak były to ekscesy  o charakterze patriotycznym,  przepojone szczerą troską o przyszłość swojego ludu popartą głębokim humanitaryzmem , miłością bliźniego i niezmierzoną wiarą w drugiego człowieka.
Często gdy o tym myślał łzy same napływały mu do oczu, albowiem serce miał wielkie i świadomość jak oddanym i wiernym jest synem a zarazem ojcem Narodu ściskała go za gardło i wzruszała do tego stopnia, że płacząc chował twarz w dłoniach . Wiadomo bowiem powszechnie ,że jego wielkiemu patriotyzmowi dorównać może  tylko jego niezwykła skromność.
-Cóż Ci to Jonaszu? – zatroskał się Jonasz Morwin-Pipke widząc łzy na policzkach swego guru-Ty płaczesz?
-A tak. Płaczę . Czy ty wiesz jaka odpowiedzialność na mnie spoczywa?
-No jaka ? – spytał nieśmiało Jonasz Morwin-Pipke.
-Wielka.-odrzekł Jonasz unosząc palec wskazujący do góry.
Zapłakali przeto razem nad tragiczną historią , niepewną  przyszłością i świadomi swego powołania płakali tak aż Jonasz Morwin-Pipke postanowił , że poświęci się jeszcze bardziej i przestanie znikać tak niespodziewanie.  Ale wiedziony jakąś wewnętrzną siłą mimo , że opierał się dzielnie w końcu uległ  i tak czy tak  zniknął a ja ,  chociaż piłem zdecydowanie mniej od niego znów nie zauważyłem , który.

środa, 25 września 2013

OBIAD

Ze względu na swoje galicyjskie pochodzenie Jonasz Morwin-Pipke obiady jadał  zwykle w restauracji „ U Arcyksięcia” na Placu Konfederacji.
Najczęściej wybierał sznycel wieprzowy smażony na głębokim tłuszczu z knedlami i zielonym groszkiem lub delikatną kapustką a popijał zimnym pilsneńskim  piwem  rozkoszując  się  najlepszą i najbardziej charakterystyczną goryczką pod słońcem.
Ponieważ chwile te należały do najprzyjemniejszych  w ciągu dnia, Jonasz Morwin-Pipke  wolał spędzać je w samotności by nic nie zakłócało ceremonii rozkoszowania się ulubionym pożywieniem.
Zdarzało się jednakowoż , że ten czy inny z restauracyjnych gości rozpoznał sławnego mędrca i podchodził do jego stolika by przywitać się , zakłócić jego spokój chwilą rozmowy , czy choćby prosić o autograf. Wówczas Jonasz Morwin-Pipke  okazywał  swą łaskawą wielkość względnie wielką łaskawość  i nigdy ale to nigdy nie odmawiał krótkiej, niezobowiązującej pogawędki w głębi duszy serdecznie owego natręta nienawidząc.
-Jak ja nienawidzę tego pętaka- powiedział.
-Którego pętaka? – spytał ostrożnie Jonasz Morwin-Pipke gdyż dobrze wiedział , że nie wie czego się spodziewać po Jonaszu , który był już w okolicach szóstego Pilsnera i wzrok miał mętny , wbity w drzwi wejściowe.
-Tego , który właśnie wszedł.
Jonasz Morwin-Pipke rozejrzał się niepewnie po pustej restauracji a ponieważ nie ujrzał nikogo, przeto rzekł łagodnie:
-Myślałem ,że nienawiść jest Ci obca ,gdyż tak wielki Mąż Stanu a zarazem mędrzec….
-Nienawiść drogi przyjacielu- przerwał mu  Jonasz gdyż nie miał w tym dniu ochoty słuchać pustych pochlebstw- Nienawiść jest motorem postępu. To dzięki niej nasza cywilizacja rozwinęła się tak jak się rozwinęła i cały czas się rozwija tak jak się rozwija…-i zamilkł a Jonasz Morwin- Pipke jakby nie zauważając  cienia chaosu w tej wypowiedzi spytał nieśmiało:
-Ach więc to nienawiść , Mistrzu bo ja myślałem ,że lenistwo?
Jonasz Morwin-Pipke był wyraźnie zaskoczony.
-Lenistwo?
-No. Lenistwo?
-Ale co : lenistwo do cholery?
-Myślałem że to lenistwo jest motorem postępu.
-Dlaczego?
-Człowiek chce wciąż ułatwiać sobie życie, większość wynalazków powstała w tym celu by żyło nam się wygodniej.
Jonasz Morwin-Pipke zmrużył oczy .
-Wymądrzasz się- stwierdził
-Skądże znowu- obruszył się Jonasz Morwin-Pipke.
-Tak, tak wymądrzasz się. Teraz to Ciebie nienawidzę.- To powiedziawszy zniknął. A kelner , który przyniósł właśnie rachunek był zdezorientowany bo nie wiedział właściwie który.
I ja też nie wiedziałem .

wtorek, 24 września 2013

KOMENTATOR

Jonasz Morwin-Pipke patrząc  znad oprawek swoich włoskich okularów kliknął Enter.
-A spieprzaj dziadu- wysyczał kasując  kolejny komentarz na swoim oficjalnym i niezwykle popularnym blogu.
-Ja ci dam komentować – powiedział śmiejąc się szatańsko – Sami komentatorzy psia ich mać. Ale nie u mnie.
-Nie możesz kasować wszystkich komentarzy – powiedział Jonasz Morwin-Pipke.
-Właśnie że mogę. To mój blog. – odparł Jonasz Morwin-Pipke.
-Ale to wygląda jakby nikt nie czytał Twojego bloga. Napisałeś  coś i warto żeby jakieś komentarze były.
Jonasz Morwin-Pipke zastanowił się przez chwilę nad słowami Jonasza.
-Święte  słowa – rzekł w nagłym olśnieniu – Będzie komentarz.
Następnie szybko stukając w klawiaturę swego ultranowoczesnego laptopa stworzył komentarz , z którego był bardziej dumny niż z samego wpisu który komentował, podpisał się jako  ~PIERDZI-STASIU , wysłał i natychmiast zatwierdził tak jak wcześniejsze kasował.
-Co to za nick  PIERDZI-STASIU?- zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
-Bardzo dobry nick dla kogoś kto jest TYLKO komentatorem MNIE.  Doskonale podkreśla obowiązującą hierarchię. Jakiś tam PIERDZI-STASIU kontra  WIELKI JA.
-Jesteś Miss Polonią w przebiegłości drogi Jonaszu.  Ale co by było gdyby wszyscy postępowali tak jak TY? – zastanawiał się głośno Jonasz Morwin-Pipke.
Ale Jonasz Morwin-Pipke miał już zniknąć , zatem zdążył  jeszcze tylko spojrzeć  z wyższością na swego najbliższego współpracownika i największego sojusznika  i rzekł:
-Wówczas byłbym durniem, gdybym ja jeden robił inaczej.
Potem zniknął a echo słów  jego wzniosło się ku chmurom  a ja stałem  i patrzyłem jak się unosi coraz wyżej i rośnie w siłę prowadząc naród -mimo ,że  im było wyżej tym bardziej stawało się bełkotem-  a więc stałem  tak i kolejny raz , choć byłem tak blisko  przegapiłem który.

niedziela, 22 września 2013

WOLNOŚĆ SŁOWA

Każdy poranek tuż po śniadaniu Jonasz Morwin-Pipke spędzał w kawiarni u zbiegu ulic Rycerskiej i Bohaterów Getta  gdzie z okien roztaczał się widok na rzekę i na przepływające nią  od czasu do czasu barki.  Zamawiał filiżankę mocnej czarnej kawy i kieliszek Amaretto.  Czytał poranne dzienniki , układał plan dnia i knuł. Knuł mianowicie jakim by tu  artykułem, wypowiedzią dla tabloidów czy wpisem na oficjalnym blogu dokopać tej cholernej , znienawidzonej partii.
-Jakiej cholernej partii? – zaciekawił się Jonasz Morwin-Pipke.
-A jaka  cholerna partia prowadzi teraz  w sondażach? – z pobłażliwą miną ni to odpowiedział ni to zapytał  Jonasz Morwin-Pipke.
-A tej.
Następnie Jonasz Morwin-Pipke w kilku zdaniach opowiedział Jonaszowi Morwinowi - Pipke  jaką wymyślił intrygę i jaką dzisiaj plotkę rozpuści na temat jednego z liderów tej cholernej znienawidzonej partii. Słysząc to Jonasz Morwin-Pipke aż zawył z zachwytu:
-Jesteś cudownie , genialnie niegodziwy  o Wielki Jonaszu Pierwszy -prowadź nas i cały nasz naród.
Jonasz Morwin-Pipke cały wręcz pokraśniał od tych pochlebstw i  czując przypływ łaskawości postanowił podzielić się swoją mądrością z najważniejszym swoim poplecznikiem i współpracownikiem Jonaszem Morwinem-Pipke.
-Najistotniejszą- rzekł –drogi Jonaszu  cechą demokracji , jest dla nas polityków będących w opozycji WOLNOŚĆ SŁOWA, albowiem to z niej  korzystamy krytykując tę  czy inną cholerną partię. A gdyby się okazało, że nie mieliśmy racji zawsze możemy zniknąć.
Wówczas zniknął i nikt nie zorientował się który.
Nawet ja.

czwartek, 19 września 2013

WALECZNY

Jonasz Morwin-Pipke nie urodził się wczoraj, o nie. Jonasz Morwin-Pipke był można powiedzieć człowiekiem starej daty. Lubił naleśniki z dżemem truskawkowym , chleb ze smalcem domowej roboty oraz bigos z kieliszkiem dobrze schłodzonej Siwuchy. Był też Jonasz człowiekiem , jakby tu rzec… „miętkim” , tzn. bardzo łatwo się wzruszał i płakał jak dziecko np. podczas  ogladania w telewizji seriali produkcji wenezuelskiej , choćby miały cztery tysiące sto dwadzieścia sześć odcinków.
W każdą niedzielę zgodnie z przez lata uświęconą tradycją Jonasz Morwin-Pipke ubierał się elegancko, skrapiał twarz najlepszą wodą kolońską i szedł do kościoła gdzie stanowczo acz kulturalnie nawoływał za ujawnieniem i opodatkowaniem dochodów kleru i skrupulatnie wyliczał ile kosztuje auto jednego czy drugiego biskupa, za co w nagrodę nie raz otrzymywał w łeb gustowną torebką  damską lub kuksańca ostrym końcem parasola. Trwał jednak mężnie na swoim posterunku popierany zresztą przez swego odwiecznego  aczkolwiek jedynego  sprzymierzeńca Jonasza Morwina-Pipke.
-Opodatkować kler- nawoływał co tydzień  Jonasz Morwin-Pipke stojąc przed wejściem do kościoła- I uwolnić więźniów politycznych-dodawał.
-Ale w Polsce nie ma już więźniów politycznych- powiedział Jonasz Morwin-Pipke patrząc zadziwionym  wzrokiem na pokrzykującego swoje hasła Jonasza Morwina-Pipke.
-Nie ma? – zdziwił się Jonasz Morwin Pipke-Jak to?
-Zwyczajnie. Nie ma i już.
-Ale będą? – zapytał skamlącym głosem Jonasz Morwin-Pipke i rozpłakał się.
Wtedy widząc jego łzy  pełen życzliwości Jonasz Morwin-Pipke postanowił sobie, że jak tylko nadaży się okazja przejmie władzę a potem uwięzi swoich politycznych przeciwników aby Jonasz Morwin-Pipke mógł nadal walczyć o ich uwolnienie. A potem zniknął.
A ja przegapiłem, który.

środa, 18 września 2013

Słynny bloger

Jonasz Morwin-Pipke szukał natchnienia by dodać kolejny wpis na swoim niezwykle popularnym blogu , ale tego dnia szło to bardzo opornie. „O czym by tu napisać- myślał- nikt już nie chce czytać o gospodarce, kryzysie, sondażach przedwyborczych, cholernej scenie politycznej ani o Smoleńsku, ani o Katarzynie W. nawet.”
Im dłużej o tym myślał tym większe ogarniało go zniechęcenie. „Ludzie chcą  dzisiaj czytać co innego np. jaki kolor pantofli zakupić w ramach jesienno – zimowej elegancji, albo jak wykfintnie dobrać torebkę do beżowej garsonki , względnie jak zrobić staropolskie konfitury z importowanych owoców i cukru z trzciny cukrowej”.
-Jak ja zacznę pisać na takie tematy- powiedział Jonasz Morwin – Pipke zirytowany- to od razu te zwariowane czytelniczki wezmą się za pisanie komentarzy, a wiadomo że na moim blogu komentarze piszę ja sam.
-Jak to – powiedział zdziwiony Jonasz Morwin-Pipke do Jonasza Morwina-Pipke-  więc  ty sam piszesz komentarze do swoich własnych tekstów?
-Oczywiście- odpowiedział Jonasz Morwin-Pipke- wszystkie inne są z automatu usuwane. Wszak wiadomo, że nikt nie napisze tak dobrego komentarza do mojego tekstu jak ja sam. Tak trafnego w swej prostocie , tak kulturalnego a zarazem przenikliwego do szpiku kości, skrywającego wiele tajemnic i jednocześnie je  demaskującego.
-Który to już raz drogi Jonaszu Morwinie-Pipke masz całkowitą rację?- zapytał Jonasz Morwin-Pipke czysto retorycznie albowiem w tym właśnie momencie jeden z nich zniknął.
A ja nie wiem który.

wtorek, 17 września 2013

17 WRZEŚNIA

Czy Polacy są odważni? Takie pytanie przyszło mi do głowy w związku z dzisiejszą datą. Ile to już lat schną te strupy? 74. 74 lata temu byliśmy bardzo odważni. Zaproponowano nam udział w wyniszczającej wojnie a my rzuciliśmy się w tę otchłań z pieśnią na ustach. I do dziś jesteśmy z tego dumni. Dumni z tego , że rzuciliśmy się do walki z dwoma silniejszymi przeciwnikami  i dostaliśmy łomot.  Co robisz teraz drogi Polaku gdy widzisz jak dwóch chuliganów rozrabia ? Dlaczego im się nie postawisz? Dostaniesz  łomot i będziesz mieć powód do dumy. Ale ty odwracasz głowę , udajesz że nie widzisz.  Czemu  nie zrobiliśmy tak wtedy?  Wiemy dziś , choć nie chcemy tego zaakceptować , że mogło być inaczej i choćby nie wiem jak było , jak potoczyłaby się historia gdyby nasz rząd w 1939 podjął nieco inne decyzje, postawił na trochę inne karty to patrząc z perspektywy tych 74 lat – gorzej być nie mogło.

poniedziałek, 16 września 2013

PUŁKOWNIK KRAFT CZ. 1

Pułkownik Kraft odbierał z rąk Prezydenta Stanów Zjednoczonych kolejne tego dnia odznaczenie.
Ceremonia w blasku  fleszy aparatów i kamer  trwała długo a po jej zakończeniu Prezydent  Edward
Malory zaprosił pułkownika do swego gabinetu.
- To wszystko Danny co możemy ci dać to i tak za mało. Twoje zasługi – nie chcę tu bynajmniej używać zbyt górnolotnych słów, ale tak to się przedstawia- Twoje zasługi dla całej ludzkości , są ogromne i nigdy żaden order , żadna nagroda nie oddadzą naszej wdzięczności wobec Ciebie.-nagle prezydent przerwał- Cholera , mówię jakby ciągle było tu pałno kamer. Wybacz Danny- zwrócił się do Krafta.- Czego się napijesz?
Kraft poprosił o kawę a kiedy ją podano Prezydent nalał dwie szklanki whiskey.
-Nie zmieniłeś decyzji Danny?- zapytał cicho po chwili  zastanowienia.
-Nie Panie Pre…. Nie Ed.
Pułkownik Daniel Kraft i Prezydent Edward Malory przyjaźnili się od wielu lat i o ile w obecności świadków pułkownik- mimo nalegań Prezydenta –nie zwracał się do niego po imieniu, ale zawsze per Panie Prezydencie, o tyle teraz gdy zostali sami w gabinecie mógł już mówić normalnie.
-Mam nadzieję, że wiesz co robisz.
-Tak. To znaczy nie tyle wiem co robię, co też mam nadzieję , że wiem.
-Obiecałem Ci to Danny i słowa dotrzymam. Nie potrafię Cię przekonać , że to co chcesz zrobić nie ma sensu.  Teraz kiedy jest już po wszystkim też bardzo byś nam się przydał.
-Muszę Ed . Muszę.
-Decyzja o zwolnieniu ze służby Ciebie i dwóch Twoich ludzi jest już podpisana. Leży na biurku.
Odejdziesz kiedy zechcesz.

niedziela, 15 września 2013

PSYCHOPATA - FAKT ?

Na stronie Faktu pojawiło się doniesienie o psychopatycznym mordercy grasującym w Warszawie. Ale w związku z tym , że gazetę trzeba sprzedać nie tylko w stolicy wysunięto przypuszczenie o możliwym ataku tego świra w całej Polsce. Zbrodnie są brutalne i tajemnicze. Do tego wszystkie są do siebie podobne. Tzn. wszystkie dwie. Tak nasz rodzimy seryjny morderca dokonał dwóch zbrodni.
Ponieważ jedna z ofiar była kobietą stwierdzono , że może nienawidzić kobiet. Obie ofiary to ludzie starsi i tu kończą się żarty. Facet po prostu idzie na łatwiznę i to odkryli nawet specjaliści cytowani przez Fakt.
A jednak seryjny morderca bardzo by się nam przydał. Tylko taki bardziej seryjny mściciel. Połączenie Złego od Tyrmanda z Paulem Kerseyem z serii filmów pt. Życzenie śmierci.
Policja średnio sobie radzi z przestępczością woli fotoradary, straż miejska ściga źle zaparkowane auta, a poziom agresji rośnie. Rambo pomóż policji tak pisano na murach parę lat temu i niewiele się zmieniło od tej pory. Piszcie teraz na murach " Mścicielu seryjny morderco na zlecenie - przyjdź".

piątek, 13 września 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CIĄG DALSZY.

 
-Mam umówionych pacjentów- powiedział gdy wróciłem po 2 godzinach.- nie możesz tu przychodzić trzy razy dziennie, z  trzema różnymi problemami w dodatku pijany.
-Wolisz żebym przychodził z jednym problemem?
-Wolę żebyś nie przychodził w ogóle.
-Nie jestem pijany.
-Wypiłeś całą butelkę?
-Całą.
-To jesteś pijany.
-Też byś pił na moim miejscu.
-Co jest nie tak z twoim miejscem?
-Chcą mnie otruć.
-Otruć????????? Kto chce cię otruć? Może ci co założyli podsłuch?
-Tak sądzisz? Nie pomyślałem o tym ale masz rację to na pewno oni.
-Człowieku nie ma żadnego podsłuchu i nikt nie chce cię otruć, to niedorzeczne co ty dzisiaj wygadujesz.
-Taki z ciebie przyjaciel? Myślałem że mi pomożesz. Tu chodzi o życie.
-Jakie życie ? Wytłumacz mi po co ktoś miałby cię otruć?
-A po co otruli tego sukinsyna byłego prezydenta Suwałk? Nie czytasz gazet?
-Znałeś prezydenta Suwałk?
-Byłego prezydenta –sprostowałem-Nie znałem ale byłem kiedyś w Suwałkach i czuję że mogę być następny.
-Na jakiej podstawie?
-Z nimi nie ma żartów, są bezwzgledni.
-Kto?
-Ci co zamordowali byłego prezydenta Suwałk.
-Mówiłeś , że go otruli.
-Tak. Myślę że go otruli.
Marek jakby się nieco zaniepokoił.
-Poczekaj, poczekaj więc nie ma pewności , że został otruty, dobrze rozumiem?
-Myślę, że został.
-Gówno mnie obchodzi co ty myślisz.- nie wiem co go tak nagle zirytowało- A sekcja zwłok?
-Nie wiem. Chyba nie było żadnej sekcji. Jeśli nie masz ochoty ze mną rozmawiać przyjdę innym razem- powiedziałem bo poczułem się urażony.
-Nie , nie ,-powiedział- wyjaśnijmy to teraz. Kiedy umarł prezydent Suwałk?
-Były prezydent.
-Tak , tak- Marek był zniecierpliwiony- były prezydent. Kiedy umarł?
-Nie pamiętam dokładnie. Trzy albo cztery lata temu.
Marek jakby nagle się odprężył nie był już taki niespokojny. Nie wiedziałem co o tym sądzić gdy niezwykle łagodnym głosem spytał:
-Ile miał wtedy lat?
-85.
-85. To piękny wiek. – powiedział jakby w rozmarzeniu a potem syknął:
-Wynoś się stąd ale już i nie przychodź więcej , bo inaczej to ja cię otruję ty cholerny popaprańcu.
Tego było już za wiele.
-Za dużo pan sobie pozwala drogi doktorze. Nie mam ochoty płacić za wysłuchiwanie takich impertynencji.
-I tak mi nie płacisz.
-I bardzo słusznie jak widać.- powiedziałem i wyszedłem.

środa, 11 września 2013

UPAŁ

Było gorąco , piekielnie wprost gorąco gdy wyszedłem wreszcie z domu by kupić coś do picia.
Od wielu już dni wychodziłem tylko po to.  Przystanąłem na chwilę w bramie kamienicy i patrzyłem jak z fabryki naprzeciw, będącej czołowym w Europie a może i na świecie producentem …czegoś tam, wychodzą robotnicy kończący poranną zmianę. Patrzyłem na ich zmęczone twarze i pomyślełem ,  że mieszkam tu naprzeciw od tylu lat a nie wiem nawet co oni tam takiego produkują. I pomyślałem też o Tobie i o tym, że nie widziałem  Cię już od tylu dni.
-Panie Heniu – zapytałem widząc sąsiada spod 2 wychodzącego ze śmieciami- co oni tam do cholery  produkują, nie wie pan?
-A idź pan…- żachnął się pan Henio i wtedy sobie przypomniałem, że przed wielu laty pan Heniu był w tej fabryce kimś tam wysoko postawionym, ale przyszły zmiany i teraz jest tylko panem Heniem spod 2 , wciąż rozglądającym się na boki czy przypadkiem nie widzi go ta jego straszliwa żona, kiedy miał ochotę wypić coś z sąsiadami w bramie.
Żona robiła mu straszne awantury o wszystko  prawie każdego dnia a on znosił to wszystko ze stoickim spokojem i tylko machał ręka gdy ktoś spytał go czasem o co poszło.
Upał stawał się nie do zniesienia , wszyscy czekali na deszcz ale od wielu dni na niebie nie było nawet chmurki, tymczasem od rzeki wolnym niezgrabnym krokiem nadchodził listonosz a kilka okolicznych psów ujadało za nim zgodnym chórem. Chciałem zapytać go czy jest list od Ciebie ale zawołałem tylko:
-Panie , jak to jest , że psy tak nie cierpią listonoszy?
Nic nie mówiąc wyminął mnie i wszedłszy w bramę otworzył skrzynki i zaczął rozkładać  w nich pocztę. Moja znów pusta- pomyślałem. Czy wiesz , że czekam na list od Ciebie a on nie nadchodzi , jak ten deszcz od wielu dni i że pewnie nie dostanę go nigdy i że dzwonię do Ciebie każdego dnia i w środku nocy też dzwonię by usłyszeć Twój głos nagrany na skrzynce  telefonu?
-Ile można śmieci wyrzucać?!!! – dobiegł przez otwarte okno krzyk żony pana Henia a ja poszedłem wreszcie do sklepu.
Słońce dręczyło niemiłosiernie , szedłem wymarłą ulicą i  przez chwilę zakręciło mi się w głowie bo zdawało mi się , że widzę Twoją twarz  za szybą autobusu a przecież to nie mogłaś być Ty. To niemożliwe.
I list od Ciebie nie przyjdzie i wkrótce zniknie twój głos w telefonie a  urzędnik skreśli z ewidencji Twój numer , tak jak ktoś tam wysoko skreślił Ciebie a przy okazji mnie i jak kilka lat temu  skreślił mojego brata,  dzięki któremu w ogóle Cię poznałem.
Wracając do domu usłyszałem znów krzyki straszliwej żony pana Henia, lecz tym razem nie dobiegały zza  okna a z ulicy.
-Heniek do ciężkiej cholery złaź – darła się okropnym głosem- ludzie patrzą . Znowu wstyd co za życie z tym pijakiem .
Spojrzałem w górę i zobaczyłem pana Henia po drabince wspinającego się na dach kamienicy. Krzyki jego żony ściągnęły już paru gapiów i wszyscy zasłaniając oczy przed słońcem patrzyli w górę
A pan Henio był już na dachu , teraz zaczął się wdrapywać na nadbudówkę i wszyscy patrzący zaniepokoili się. Ktoś zadzwonił po Straż pożarną czy policję, ktoś inny nawoływał by zszedł a żona nadal przeklinała pana Henia i jego charakter drąc się w niebogłosy.
-Panie Heniu – zawołałem – co pan robi?
Odwrócił się  spojrzał w dół i zawołał:
-Parasole! Produkują parasole!
Potem pokonał nadbudówkę i zaczął wchodzić na komin . Wdrapywał się coraz wyżej i wyżej a jego żona nie ustawała w krzykach i złorzeczeniach.
Na dole zebrał się już spory tłum i nagle wszyscy otworzyli usta ze zdumienia patrząc jak pan Heniu będąc już na końcu komina zaczął wznosić się jeszcze wyżej i wyżej a po chwili był już tak wysoko, że na pewno nie dochodził go głos żony i wtedy ona w końcu zamilkła. On sunął w stronę kościoła zza którego wieży ukazały się chmury od wielu już dni wyczekiwane. Widząc je pochylił się w naszą stronę wskazał je palcem i zachwiał. Znów zakręciło mi się w głowie i znów zobaczyłem Ciebie a pan Henio leciał już w dół wolno jeszcze ale coraz szybciej aż niezgrabnie i całkiem surrealistycznie ułożył się na chodniku. Obok głowy miał czerwony kwiat, który rósł i rósł aż dokładnie przypominał ten który widziałem wtedy gdy ostatnio widziałem Ciebie.
A gdy go zabierali padał już deszcz po raz pierwszy od wielu dni.
 

wtorek, 10 września 2013

Mecz

Właśnie przeszliśmy do historii. A konkretnie ekipa Fornalika. I wcale nie trzeba było wygrywać z Anglią czy Niemcami. Nie trzeba zdobywać pucharu czy medalu. Wystarczy zostać jednym z naprawdę niewielu zespołów na świecie, którym bramkę strzeliło San Marino. I już.
Obiecywałem sobie, że nigdy nie napiszę o reprezentacji o Katarzynie W. i o D. Tusku. Ale taka okazja raz na 100 lat. Dziękujemy panu Sebastianowi za te piękne chwile: dla niego 2 sekundy zagapienia 90 minut beznadziejnej gry całe życie wspomnień.

ÓSMEGO

Ach jakie to romantyczne, że znaleźliśmy się tu oboje
Właśnie dziś ósmego sierpnia na cztery godziny przed świtem.
Tej sytuacji zazdroszczą nam wszyscy poeci świata
A przecież spotkaliśmy się jak zwykle zupełnie przypadkowo.
I jakie to nieprzyzwoite  a poniekąd  nawet niebezpieczne,
gdy to miejsce od dawna nawiedzają duchy samobójców.
To bardzo dziwne wręcz niemożliwe,
I niewyobrażalne w swym nieprawdopodobieństwie.
A jednak nieoczekiwanie spotkałem Ciebie tutaj
Właśnie dziś ósmego sierpnia na cztery godziny przed świtem.
Co jest całkowitym przypadkiem szczególnie romantycznym,
Budzących zazdrość poetów, poetów całego świata.
A potem  idąc po mleko, rankiem 8 sierpnia
Spotkam cię tutaj znowu niosącą papierosy.
Ty zwiewnie przejdziesz obok i może się nawet uśmiechniesz
I to już będzie wszystko co warto opowiedzieć.

poniedziałek, 9 września 2013

OBRAZ

W każdy poniedziałek od samego rana mały przybazarowy lombard i komis w jednym przeżywał istne oblężenie.  Stali przeważnie bywalcy przynosili zdobyte, znalezione lub wcześniej pominięte akcesoria, które mieli nadzieję uda się jakoś spieniężyć. Nie byłoby ich tutaj gdyby nie pilna potrzeba: jednym po sobotnio niedzielnym piciu brakowało na życie przez resztę dni, innym również po weekendowym piciu nie starczyło na picie poniedziałkowe i na porannego klina.
Sprzedawali lub zastawiali co kto miał a to stary mosiężny żyrandol zdjęty wprost z sufitu a to komplet kluczy nasadowych, lśniącą szablę podobno pamiątkę po dziadku , który był ułanem czy też przedni reflektor z auta bliżej nieokreślonej marki.
Bazarowi handlarze widząc  okazję łatwego zarobku , skupowali nieraz co lepsze rzeczy jeszcze przed otwarciem lombardu. Mocno przy tym narzekali na towar i wydziwiali by zapłacić jak najmniej. Próbowali też składać zamówienia mówiąc co by chętnie kupili ale większość ze sprzedających nie przyjmowała takich zamówień – nie byli złodziejami.
Wyjątek stanowił Antek Kciuk , który mimo że też złodziejem nie był to przyjmował zlecenia na wszystko.
-Antek – mówił handlarz- jest klient na lustrzankę Nikkon albo Minolta.  Tylko musi być na chodzie.
Antek  Kciuk drapał się w głowę- myślał znaczy.
-Zobaczymy- mówił- wejdę za tydzień.
I za tydzień przynosił handlarzowi odkurzacz słynnej firmy Polar z dodatkowymi szczotkami a do kieszeni  Antka Kciuka wędrowały banknoty NBP .
Antek Kciuk wyglądem mógł przypominać starego bosmana, przy wzroście powyżej 1,90 m był dość potężnej budowy i miał spory brzuch. Do tego siwe włosy i taka sama broda i koszulka w granatowo -białe paski sprawiały , że gdyby nie przezwisko Antek Kciuk z pewnością nazywano by go Antek Marynarz lub Antek Bosman.
Ale jego pseudonim był starszy niż jego obecny wygląd, pochodził bowiem z zamierzchłych  czasów gdy jako młody szczupły robotnik w zamkniętym dawno temu zakładzie włókienniczym  wziął udział w sławnym wypadku kiedy to maszyna włókiennicza jednemu z robotników poharatała nogę , drugiego zabiła na miejscu a trzeciemu , którym był Antek ucięła cztery palce lewej  dłoni pozostawiając tylko kciuk.  Los zabierając mu palce , obdarował niewielką rentką , którą prawie w całości przepijał a że serce miał dobre nigdy nie zabrakło mu towarzystwa.
Pewnego razu a był to środek upalnego lata, jeden z handlarzy złożył  u Antka zamówienie na drewniany ,zabytkowy ,nakręcany zegar z kurantem.
Antek podrapał się w głowę , wypowiedział swoje sakramentalne  „zobaczymy” i poszedł.
A po tygodniu zjawił się niosąc na plecach ogromny obraz w drewnianej masywnej ramie przedstawiający scenę ukrzyżowania. Dwumetrowy obraz wraz z ramą był  bardzo ciężki i Antek niosąc go przez całe miasto w tym upale ledwo powłóczył nogami a krwawiący guz na jego czole wskazywał , że czasem ten ciężar był ponad siły Antka.
Obraz był tandetnym odpustowym bohomazem o wyblakłych  kolorach, starym co prawda ale nie mającym kompletnie żadnej wartości. Antek postawił go przy drzwiach lombardu a handlarze i kupujący zbliżyli się by podziwiać dzieło nieznanego malarza.
-Antek- zawołał ktoś –to żeś Watykan obrobił?
-To Da Vinci czy Michał Anioł?- zawołali inni.
-Co wy , przecież to Matejko oryginalny- dodał ktoś inny ale zaraz go zakrzyczano, śmiech i hałas zrobił się ogromny a Antek stał nic nie mówiąc, tylko czerwienił się coraz bardziej i ciężko oddychał.
Słysząc hałas wyszedł wreszcie na zewnątrz właściciel lombardu i zrozumiawszy o co chodzi zawołał do Antka:
-Antek to ten obraz co go ukradli w zeszłym roku z Katedry Gnieźnieńskiej, cała Policja go szuka człowieku zanieś go im jeszcze nagrodę dostaniesz, nie wiesz nawet jaki skarb znalazłeś.
Wszyscy zataczali się wprost ze śmiechu a Antek przepchnął się poprzez zebranych i zaczął uciekać. Biegł nie oglądając się za siebie wyraźnie przestraszony aż zniknął za rogiem i śmiechy powoli ucichły.
Obraz został pod ścianą gdy wszyscy rozeszli się do swoich zajęć i dopiero przed zamknięciem lombardu właściciel schował go do środka. Wisi tam na ścianie do dzisiaj bo nie było dotąd chętnego nabywcy.
A Antek Kciuk , który wszystko mógł załatwić zniknął i nikt go tu więcej nie widział ani o nim nie słyszał.

niedziela, 8 września 2013

No życie.


LATA 80

Mieliśmy telewizor Rubin. Radziecki. Ruski znaczy. Potem się spalił. I jeden program jak dopisała pogoda to dwa. Latem kładliśmy z innymi dzieciakami kamienie wszerz rzeki , żeby było trochę głebiej i prawie dawało się pływać bo do wody dawało się wejść bez obrzydzenia. Był syfon z sokiem malinowym i wyścig pokoju z kapsli rysowanym kawałkiem cegły torem. Raz ulicą jechały czołgi a my goniliśmy je rowerami. Zimą było kupę śniegu a lata były zawsze super słoneczne i gorące. Trawa była taka zielona jak nigdy później nie widziałem a konwalie pachniały najpiękniej. Ciągle bawiliśmy się w wojnę a mimo to nikt z nas nie wyrósł na mordercę.Tysiące z nas ma podobne wspomnienia.
Potem się dowiedziałem, że moje dzieciństwo było kiepskie bo była komuna więc jak mogło być fajnie.
A ja głupi nie zamieniłbym się z nikim.
A ja przeżyłbym je drugi raz tak samo.
A ja chciałbym choć popatrzeć przez chwile na siebie w beznadziejnych sandałkach marzącego o motorynce w kolorze zielonym.
Marek ma rację jestem walnięty.

piątek, 6 września 2013

Stare

Myślałem że zapytasz Dlaczego-ale nie spytałaś
Myślałem że powiesz Zaczekaj ale mnie nie zatrzymałaś.
Myślałem ,że choć spojrzysz z daleka ale odwróciłaś oczy.
Im bardziej chcę byś pamiętała tym szybciej zapomnisz.
A tej nocy czarnej plując w twarz
posłyszałem czyjś spóźniony płacz.
Odwróciłaś obraz jak na kliszy
jeszcze wołam lecz już mnie nie słyszysz.

czwartek, 5 września 2013

KAC WAWA POLSKICH TWÓRCÓW

 
Film „Kac Wawa” spotkał się z ostrą krytyką i choć temat nie jest najświeższy ,uważam  że krytyka ta była NIEUZASADNIONA.
To fakt, że z całego filmu oryginalny jest chyba tylko tytuł, ale od kiedy to zależy nam na oryginalności? No chyba, że  w kwestii dresu.
Nie oszukujmy się , tak w ostatnim czasie wygląda cała nasza tzw. TWÓRCZOŚĆ.(kulturalna?).
Taka jest obecnie moda , reguła - nazwij to jak chcesz.  Nie od dziś wiadomo, że kultowym filmem  kilku pokoleń Polaków jest „Rejs” i każdy z pamięci przytoczy słowa inżyniera Mamonia, o tym iż podobają mu  się te melodie, które już słyszał. I tego się trzymajmy.
Skoro gdzieś na świecie powstał film na który ludzie walą do kin drzwiami i oknami to zróbmy podobny a sukces gwarantowany. Klucz jest jeden ale idealnie pasuje do wszystkiego: tak samo można nagrać fajny przebój, teleturniej ,serial, program rozrywkowy no bo ludzie, widzowie, słuchacze TEGO CHCĄ.
                                 TWÓRCY KULTURY- DAJCIE IM TO CZEGO CHCĄ!!!
To jest wasza misja. Dać odbiorcom to czego chcą słuchać, oglądać, przeżywać, czasem czytać.
Wszak beznadziejnie głupie i zacofane jest marzenie (już tylko marzenie?) by mieć wpływ na to czego CHCĄ, by móc ten gust kształtować, stawiać poprzeczkę tak żeby musieli podskoczyć a nie obijać sobie piszczele.
To była piękna idea , o której zapomnieliście. Czy było łatwo?
Zapomnieć  o czymś to jeszcze nic strasznego, gorzej jest sobie o tym przypomnieć – wtedy można się wkurzyć.

środa, 4 września 2013

RETRO


Dzień później.

Marek był  moim przyjacielem i świetnym psychologiem a jego poradnia terapeutyczna pomagała za pieniądze ludziom z różnymi problemami i mimo że Marek bardzo dobrze na niej zarabiał tak naprawdę nie pomógł jeszcze nikomu.  W każdy piątek on ja i bracia K spotykaliśmy się u mnie by grać w karty i pić alkohol, w każdy-ale nie w ten a  Marek psycholog uświadomił mi że jestem chory.
-Jesteś chory-oznajmił z obrzydzeniem.
-No wiem mówiłem ci wczoraj.
-Nie chodzi mi o tamto- zamachał rękami jakby chciał odpędzić całe stado niewidzialnych komarów-Dlaczego uważasz że ktoś założył podsłuch w twoim domu?  To jest jakieś chore. Po co miałby to robić?
-Właśnie.
-Właśnie?- Marek był zdezorientowany.-Czyli zgadzasz się że nie ma żadnego podsłuchu?
-Po co oni to zrobili?
-Kto?
-Ci faceci- wyszeptałem rozglądając się na boki.
-Jacy faceci? –Marek odruchowo ściszył głos.- Ci co cię śledzą?
-O Boże – zawołałem- a więc jednak mnie śledzą. Tak czułem.
-Nie śledzą cię, źle się wyraziłem. Ci co jak twierdzisz założyli ci podsłuch. Kim oni są?
-Nie mam pojęcia.
-Więc może w ogóle ich nie ma?
-Są bez wątpienia. Podsłuchują mnie przecież.
-Nikt cię nie podsłuchuje , opamiętaj się.
-To po co zakładali mi podsłuch?
-Wynoś się stąd ty walnięty sukinsynu.-powiedział płaczliwie chowając twarz w dłoniach.
-Bardzo mi pan pomógł panie doktorze. Naprawdę . Jest pan najlepszym psychiatrą jakiego znam.
-Jestem psycholo…-machnął ręką z rezygnacją nie kończąc.-Wieczorem jak zwykle?
-Jeśli nie boisz się,  że cię usłyszą obcy ludzie.
-A może po prostu usuń mikrofony?
-Nie wiem gdzie je ukryli.-wyznałem szczerze.
-Jesteś chory-powiedział z obrzydzeniem.
-Mówiłem ci przecież.
Miał  w tym momencie oczy pełne obłędu . Wyszedłem z nadzieją że uda mu się nad tym zapanować i z butelką mocnego alkoholu zabraną z jego barku.

Wielki CZWARTEK?


Moja obsesja zaczęła się w czwartek i od razu w czwartek stała się groźna. Nie wiem jak do tego doszło ale wiem, że prawdopodobnie nie uwolnię się od niej nigdy. Właśnie w czwartek myślałem o pułkowniku Krafcie , który nigdy nie istniał i o tym co pułkownik Kraft powiedziałby swojej córce po 20 latach i co by zrobił gdyby tu wrócił.

-Dlaczego myślisz że to groźne?

-Nie wiem. A ty?

-Ja wcale tak nie myślę. To dość powszechne.

-Ty tu jesteś psychiatrą wiesz lepiej.

-Psychologiem,- poprawił mnie.-Po prostu upływający czas spowodował u ciebie melancholijną tęsknotę  za dzieciństwem, młodością , za tym co minęło bezpowrotnie to dotyka tysięcy ludzi ,nie jesteś jakiś cholernie wyjątkowy w tym że chciałbyś cofnąć czas.

-Ale ja wcale nie chce cofać czasu. Chciałbym tylko tam pobyć przez chwilę. Zobaczyć dlaczego wszyscy mówią jak było żle brudno szaro i smutno gdy ja pamiętam że  było  pięknie i kolorowo i że zawsze  świeciło słońce. Nie chcę  niczego zmieniać chce zobaczyć jakby  film nie ograniczony kątami widzenia kamery nic więcej panie doktorze.

Popatrzył na mnie zdziwiony:

-Nie wygłupiaj się. Powiedz lepiej co tam u was jak dzieciaki wszystko ok?

-Ja po prostu nie mogę przestać o tym myśleć  Marek. To nie jest ok.
Zobaczyłem , że ma mnie dość i wyszedłem.
A pułkownik Kraft stał naprzeciw prezydenta Stanów Zjednoczonych przyjmując kolejne odznaczenie.

Czy myślał wtedy o polskim sporcie?

Fajne zeszłoroczne imprezy typu euro igrzyska czy ostatnie występy w pucharach pokazały dobitnie charakter polskich sportowców. Wynika bowiem jasno ze nie maja oni bynajmniej charakteru zwycięzców. Oni lubią być ofiarami. Jakiekolwiek zawody sportowe z udziałem Polaków weźmiemy pod uwagę dotąd było tak: No przegrałem, ale walczyłem z tymi obcokrajowcami co to przecież maja lepszą bazę, lepsze stroje, lepsze wszystko a ja z nimi walczyłem z niektórymi nawet wygrałem chociaż z góry było wiadomo, że przegram.  Aż tu nagle powstaje infrastruktura buduje się stadiony baseny bieżnie boiska i nie ma wymówek typu : miałem gorsze warunki i dopiero teraz nasi dzielni sportowcy pokazują swoją klasę . Ja  już nie mówię ,że przegrywamy z Czechami ale że Czesi gromią nas 7 do zera w dwumeczu Ruchu - to wstyd. I to że piłkarz mistrza polski Śląska Wrocław podając piłkę na 20 metrów podaje ją o 20 metrów niecelnie.
Jeśli o tym myślał pułkownik Kraft...