poniedziałek, 28 października 2013

SELEKCJONER

Z wesołą i nieco sprośną piosenką na ustach Jonasz Morwin-Pipke wracał z partyjnego grilla. W rozległym ogrodzie przylegającym do eklektycznej siedziby jego ugrupowania organizowano takie spotkania  w ciepłych miesiącach w każde sobotnie popołudnie o ile dopisywała pogoda.
Jonasz Morwin-Pipke bardzo lubił te imprezy i cieszył się na samą myśl o nich, kiedy wspominał mnogość kiełbas i kaszanek, podgotowanych żeberek w ostrych wyrazistych przyprawach, karkówek i steków, szaszłyków mięsnych i warzywnych, schabów i polędwic oraz tłustych ryb słodkowodnych i morskich.
Wprost strumieniami lały się wyśmienite piwa najszlachetniejszych gatunków , reńskie wina , węgierskie tokaje , najprzedniejsze produkty polskich gorzelników a największym bodaj powodzeniem cieszyła się zasłużenie  przepyszna Siwucha , która jak powszechnie wiadomo wzrok wyostrza i myśli rozjaśnia.
Lecz zima nadchodziła nieubłaganie i Jonasz mimo , że szczególnie był dziś wesół musiał się pogodzić z myślą że prawdopodobnie to ostatni grill w tym roku.
Wieczór był już chłodny ale właściwości termalne pierwszorzędnej Siwuchy sprawowały się jak trzeba i Jonasz szedł dziarsko naprzód aż nagle z ciemności wyłonił się nie kto inny tylko Jonasz Morwin-Pipke we własnej osobie.
-Nie wystraszyłem cię chyba?  - spytał.
-Skądże ach skądże – skłamał Jonasz albowiem człowiek z jego dorobkiem politycznym nie mógł przyznać się do uczucia strachu.
-To dobrze- ucieszył się Jonasz Morwin-Pipke. Po czym oświadczył:
-No to mamy nowego selekcjonera.
Jonasz Morwin-Pipke poczuł jak cała jego wesołość i radość z dnia pełnego najszlachetniejszych wzruszeń ulatuje w tę ciemność z której przybył tak drogi mu przyjaciel , powiernik i druh serdeczny.
-A gówno mnie to obchodzi- rzekł w rozgoryczeniu bo żadne inne słowa nie mogły w pełni oddać tego co czuł w tej chwili.
-Jak to?- spytał zaskoczony Jonasz – przecież to sprawa nas wszystkich, to nasz narodowy zespół, nasi chłopcy. Nie możesz być tak obojętny.
-A dlaczego nie?
-Zaczną się kolejne eliminacje do Mistrzostw Europy, będziemy walczyć o awans rozumiesz?
-Rozumiem i co z tego?  Mistrzostwa Europy są jak ostatnie referendum – nawet jak je wygrają to i tak nie będą Mistrzami Świata.
Jonasz Morwin-Pipke już chciał wyśmiać go za te słowa, ale właśnie wtedy dotarła do niego ich niezaprzeczalna logika więc zawstydzony tym zniknął niepostrzeżenie a ja mając akurat potrzebę oddalenia się na tzw. osobność z powodu nadmiaru spożytego piwa, choć zza krzaka dzikiej , kolczastej róży , stojąc na palcach bardzo się starałem dostrzec, to i tak przegapiłem który.

piątek, 25 października 2013

LEGALNE

A zatem to jest legalne. Nie jest niezgodne z prawem. Cały świat zastanawiał się  nad tym i już teraz wie. To jest legalne. Nie tak jak palenie na przystanku.  Można to robić. Więc chyba każdy może to robić. Czy nie? Czy każdy może sobie zafundować drona i zbombardować nim kawałek świata? Jakieś miasteczko, wioskę cokolwiek. To w końcu zgodne z prawem. Co chcielibyście zbombardować? Ja mam parę pomysłów ale nie powiem.
No chyba , że ta zgodność z prawem zależy od tego kto jest bombardującym.  Przecież chyba nie od tego kto jest bombardowanym. Skoro zginęli cywile.  Stali przy studni i patrzyli w niebo, zobaczyli nadlatujące samoloty: „Uciekać?”- pomyśleli. „Nie, przecież to są te co zabiją nas zgodnie z prawem”. Aa to nie ma sprawy. Duralex sedlex. Na wieki wieków. Amen.

wtorek, 22 października 2013

MOST

W swym nowiuteńkim  i bardzo szykownym włoskim garniturze szedł Jonasz Morwin-Pipke  Mostem Piłsudskiego niosąc bukiet kolorowych kwiatów i pudełko belgijskich czekoladek. Promienie złotopolskojesiennego słońca odbijały się w jego eleganckich ręcznie robionych lakierkach i  delikatnie muskały  uśmiechniętą twarz sławnego mędrca.
W takich chwilach nic nie mąciło jego szczęścia, wracał bowiem Jonasz z bardzo udanego spotkania z wyborcami i wyznawcami jego intelektu gdzie otrzymał solenne przyrzeczenia wiecznego uwielbienia oraz wspomniane kwiaty i czekoladki.
Także i teraz idąc chodnikiem wciąż otrzymywał dowody uznania.  Przechodnie uśmiechali się do niego, kłaniali czy machali ręką pozdrawiając, co rusz ktoś zatrzymywał go prosząc o autograf czy wspólne zdjęcie a pewna nobliwa , elegancka dama ucałowała nawet  Jonasza  serdecznie w obydwa rumiane policzki.
-Ludzie cię uwielbiają – rzekł w uniesieniu oszołomiony tym wszystkim Jonasz Morwin-Pipke  - oby tak już było zawsze.
Ale Jonasz Morwin-Pipke twardo stąpał po ziemi i nie był aż tak skory do uniesień , wyjaśnił mu przeto:
-Znaczyłoby to, że znów przegramy wybory a tego nie chcemy. Ludzie lubią nas bo jesteśmy w opozycji, możemy sobie wszystko swobodnie krytykować, nie akceptować, wytykać błędy i  jesteśmy fajni. Gdybyśmy tak, co nawiasem mówiąc niebawem musi nastąpić, więc gdybyśmy tak wygrali wybory i stworzyli rząd wtedy bądź pewien , że sytuacja będzie zgoła inna.
-Jak to? – zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
-A tak. Wtedy to wszyscy nas będą nie cierpieć , szydzić , krytykować, obrzucać wyzwiskami i zgniłymi pomidorami. Spalą naszą kukłę i zbudują pomnik z ekskrementów. Zrobią co tylko w ludzkiej mocy aby nas obalić. A wszystko to w słońcu demokracji.
-Ależ tak nie można – zawołał w świętym oburzeniu Jonasz Morwin-Pipke.
-Można, można – odparł spokojnie Jonasz Morwin-Pipke- Jesteś jeszcze młody, mój chłopcze , ale uwierz moim siwym włosom- dla władzy można zrobić wszystko.
Jonasz Morwin-Pipke istotnie był jeszcze młody, toteż pełnymi garściami czerpał z doświadczenia i nieskończonej mądrości swego mistrza, który przy każdej okazji szczodrze się nią dzielił.
Zamyślił się tedy nad tymi słowami i posmutniał. „ Czy ja naprawdę tego właśnie chcę .” – pomyślał.
Popatrzył z wysokości Mostu Piłsudskiego na rzekę  ale odbicia , które tam ujrzał nie należały do niego.
-Co ja tu właściwie robię ? - rzekł.
A rzeka w blasku popołudniowego słońca wyglądała cudnie i to na nią patrzyłem jak urzeczony a nie na Jonasza, więc gdy zniknął tylko echo słów jego mogło dać odpowiedź, który.
Ale i ono umilkło.

piątek, 18 października 2013

ODKOPANE

A jeśli powiem Ci że właśnie
od dziś Cię kocham nieprzytomnie
i już na zawsze. Czy choć jeden
raz jeszcze tylko spojrzysz na mnie?

A jeśli powiem że od jutra
kochać nie mogę Cię i nie chcę
I tam powrócę skąd przybyłem.
Czy znajdę jeszcze swoje miejsce?

I jeśli wszystko precz odrzucę
co ludziom cenne poprzez wieki
i w cień odejdę. Czy uwierzysz,
że tylko chciałem być człowiekiem?

I gdy wykrzyczę wszystkim Wielkim,
Że już poznałem ich zamiary
A przyjaciołom, że zdradziłem,
a tych co kocham nienawidzę.
I gniewem świętym swym się brzydzę.
Czy już zrozumiem po co żyłem?

środa, 16 października 2013

DZIEŃ PÓŹNIEJ CZĘŚĆ 3

Kiedy następnego dnia , ponownie stanąłem w drzwiach jego gabinetu, Marek nie krył niezadowolenia.
-Czego znowu chcesz?-  rzucił zirytowany zanim zdążyłem się przywitać.
-Słuchaj ,nie kłóćmy się- powiedziałem spokojnie ale on był nieprzejednany.
-Ja się nie kłócę , po prostu nie chcę cię widzieć.
-Ale zrozum czasem ktoś umiera i wtedy…
-Ten znowu swoje, człowieku odczep się ode mnie raz na zawsze razem z tą pieprzoną paranoją.
-Chodzi mi tylko o to, że nie chciałbym rozstawać się z tobą w gniewie.
Myślę, że to co odmalowało się na jego twarzy w tej chwili to było zdumienie pomieszane z obrzydzeniem ale mogę się oczywiście  mylić.
-Nie wkręcisz mnie – powiedział machając mi palcem przed nosem - nie tym razem.
-Ja cię nie wkręcam. Czasem boję się , że znowu z czymś nie zdarzę . Z czymś nieodwracalnym. Pamiętasz  jak graliśmy z Włochami w 82.  Byłem małym chłopcem i jak Młynarczyk leżał w tym wapnie po drugim golu rozpłakałem się , a oni mieli niebieskie koszulki  a ja wcześniej myślałem ,że są szare bo mieliśmy czarno-białego Neptuna  a wtedy poszliśmy do wujka i on miał kolorowy Rubin produkcji radzieckiej, który potem bardzo efektownie się spalił i jak on tak leżał w tym wapnie cały biały pomyślałem , że to już koniec , że już nic się nie da zrobić bo jest za gorąco a ten cholerny Rossi jest nie do zatrzymania a rudego nie ma na boisku bo on by im strzelił ze  trzy gole tak jak Belgom, więc płakałem z tej bezsilnej złości małego chłopca….-zaczęło mi brakować powietrza a w oczach Marka zobaczyłem  coś jakby strach, kiedy machał tymi swoimi rękami psychologa żebym przestał a potem posadził mnie na fotelu.
-Uspokój się. Z tobą jest naprawdę źle. Napijesz się wody?
-Wody nie. Wódki.
-Nie mam tu wódki.
-To chodźmy gdzieś się napić.
-Później pójdziemy. Co ma wspólnego z tym wszystkim jakiś głupi mecz sprzed trzydziestu lat?
-Sam nie wiem. Tak mi się jakoś przypomniało i ostatnio często o tym myślę.
-O meczu?
-Nie. O Młynarczyku w tym wapnie, o jego twarzy. On też już wtedy wiedział , że jest za późno , że to koniec. Miałem kilka spraw do załatwienia. Cztery życia- cztery sprawy. Podziękować, przeprosić, zapytać – „dlaczego” i zamienić nieprawdę na prawdę. I już jest za późno Marek. Nie załatwię tych spraw bo leżę w wapnie rozumiesz. Chodź na tę wódkę – powiedziałem i poszliśmy. A pacjenci Marka czekający na korytarzu zrozumieli , że na wizytę  też już za późno. Albo nawet za wcześnie.

piątek, 11 października 2013

FRASZKA

Chwalił się chłopak dziewczynie
Jak ściągał na egzaminie
Myślałeś nie ma sprawy.
A dzisiaj w warsztacie
Oddałeś jego tacie
Samochód do naprawy.
Ty także ściągałeś
Zmuszony  obyczajem
Tak robi większość  Polaków
Więc gdy ci się zdarza
Odwiedzać lekarza
Co czujesz  drogi rodaku?

wtorek, 8 października 2013

SEN

Pewnego ranka Jonasz Morwin-Pipke obudził się wcześniej niż zwykle. Rzucił przelotne spojrzenie na swój  zachodnio-wschodnio-importowany budzik najnowszej generacji i zerwał się z łóżka jakby doznał poparzeń trzeciego stopnia.  W szalonym pośpiechu dokonał wszelkich niezbędnych porannych czynności, zjadł szybkie acz wykwintne śniadanko popijając pierwszorzędną kawą z łyżką spienionego mleka i wyszedł a raczej wybiegł z domu. 
Zaskoczony tym Jonasz Morwin-Pipke stał przez chwile w oknie i patrzył za nim nie wiedząc czy też ma iść czy raczej zostać i co to u diabła  właściwie ma znaczyć.
Jednak po dwóch godzinach Jonasz Morwin-Pipke powrócił , także wpadając niczym bomba i od drzwi już wołając rozpromieniony:
-No! Kupiłem sobie buty! – i odsapnął jakby wykonał niezwykle ciężkie i niebezpieczne zadanie, po czym wyciągnął  z kartonu parę superergonomicznych , niesłychanie wytrzymałych butów trekkingowych, takich na słotę i niepogodę oraz na ciężkie warunki , ocieplanych i wentylowanych w możliwie najmniej inwazyjny i zarazem najnowocześniejszy sposób.
Jonasz Morwin-Pipke przyglądał się im z zainteresowaniem wreszcie zmarszczył czoło i rzekł:
-Są fantastyczne drogi Jonaszu ale...
Ale Jonasz był tak podniecony , że nie dał mu dokończyć.
-Ale …. Ale wiem co chcesz powiedzieć. Chcesz spytać po co mi takie obuwie. Nie zaprzeczaj.
Jonasz Morwin-Pipke  nie zaprzeczył.
-Otóż miałem sen. Piękny sen – mówił z zapałem Jonasz Morwin-Pipke. – Śnil mi się nasz kraj wielki i potężny i nasz naród też w sumie wielki i potężny i ja na jego czele.  Prowadziłem ten kraj i naród ku jeszcze lepszej przyszłości i jeszcze większej potędze i szczęściu. Kraj wiele mi zawdzięczał a naród mnie uwielbiał. Droga do zwycięstwa była ciężka i kamienista a czasem trzeba było utaplać się w błocie.  I posłyszałem też  głos potężny  z wysokości , który mówił:
„Czy kupiłeś już odpowiednie buty?” i drugi raz „ Czy kupiłeś już odpowiednie buty?"
 
Jonasz zastanawiał się przez chwilę a następnie rozejrzał się po sypialni Jonasza Morwina-Pipke  i podnosząc prawy palec wskazujący przeszedł do narożnika gdzie stało hiperfunkcjonalne , aerodynamiczne radio poprosił  by Jonasz Morwin-Pipke zamknął na chwile oczy po czym uruchomił odbiornik.
Przez chwilę z głośników płynęła muzyka , aż wreszcie rozpoczął się blok reklamowy a w nim między innymi reklama znanej sieci sklepów obuwniczych.
-Czy to był TEN GŁOS? – spytał Jonasz.
-Istotnie jakby ten sam.- odrzekł zawstydzony Jonasz Morwin-Pipke.
Ale już po chwili odzyskał pewność siebie i rzekł:
-Nawet i z tego miły Jonaszu można wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nauka jaka płynie dla nas z tego zdarzenia jest mianowicie taka , że los zsyła nam rozmaite wskazówki w rozmaity sposób i przez różnych , czasem przedziwnych posłańców. Od nas tylko zależy czy będziemy umieli wskazówki te dostrzec i odpowiednio je odczytać. Czyż nie tak?
-Może i tak- rzekł po chwili zastanowienia Jonasz Morwin-Pipke – ale można też powiedzieć , że skuteczny polityk musi umieć wytłumaczyć i zatuszować każdą wpadkę i każde nieudane posunięcie.
Obraził się  Jonasz Morwin-Pipke na te słowa i zagroził, że zniknie. Na to Jonasz wyszedł z sypialni a ja za nim ale go nie dogoniłem więc myślę , że to chyba on zniknął ale nie mam stuprocentowej pewności i nie wiem , który.

piątek, 4 października 2013

MEKSYK

Zniechęcenie i apatia niekiedy nawiedzały Jonasza Morwina-Pipke. Brak namacalnych efektów jego działalności niesamowicie go przygnębiał. W takich chwilach miał ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do Meksyku.
-Mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do Meksyku - oświadczył.
-Dlaczego do Meksyku? – spytał Jonasz Morwin-Pipke.
-Żeby przejąć tam władzę.
-A znasz meksykański?
-Nie.
-Wypadałoby znać. Poza tym tam są gangi narkotykowe , mafia, to dziki kraj.
-Właśnie oni mi pomogą przejąć władzę. Obiecam legalizację narkotyków.
-Wiesz  oni chyba na tym właśnie zarabiają , że są nielegalne poza tym to chyba niezbyt etyczne w końcu narkotyki  raczej szkodzą.
Jonasz Morwin-Pipke machnął lekceważąco ręką.
-Tylko tym którzy ich używają .Skuteczny polityk nie może się przejmować takimi drobiazgami, poza tym zdrowe społeczeństwo jest zwykle wolne od takich problemów jak narkotyki.
-Chyba w żadnym kraju na świecie nie ma społeczeństwa, które jest całkowicie wolne od problemu narkotyków. Chyba że Korea Północna.
-Korea Północna powiadasz - zastanowił się Jonasz Morwin-Pipke – jaki tam jest język?
-Chyba jakiś północnokoreański – odparł Jonasz Morwin-Pipke.
-Lubię Cię ale jesteś durniem drogi Jonaszu. Nie ma takiego języka. Czy w NRD był język enerdowski ? Nie. Był taki sam niemiecki jak w RFN. Ty zresztą tego nie możesz pamiętać ale uwierz mi na słowo.
Jonasz Morwin-Pipke faktycznie nie pamiętał.
-Pamiętam, pamiętam. – powiedział. – Ale nawet gdybyś znał język , jaki on by nie był to w Korei Północnej łatwiej będzie ci przejąć władzę niż w ogóle się tam dostać. To dziki kraj.
-No tak. A może zamach stanu? Pucz. Gdzieś tam w Ameryce Łacińskiej najlepiej, tam to się zdarza dość często chyba.
-Fakt. Ale do tego potrzebne jest wojsko. Musiałbyś zostać jakimś generałem czy coś.
-O nie , co to to nie. – Jonasz Morwin-Pipke przypomniał sobie swoją „przygodę” z wojskiem i natychmiast odrzucił pomysł zamachu stanu.
-Wcale mi nie pomagasz – orzekł rozczarowany – wysil się trochę i znajdź mi jakiś cholerny kraj w którym mógłbym przejąć władzę a natychmiast się tam przeniesiemy.
Zasmucił się Jonasz Morwin-Pipke na te słowa bo nie chciał nigdzie wyjeżdżać. Było mu tu dobrze, przyzwyczaił się już i przywiązał do tego miejsca i postanowił, że jeśli Jonasz Morwin-Pipke będzie trwał w swoim chorym uporze emigracji, to z wielkim żalem i bólem serca –jeśli nie ma innego  wyjścia - będzie się trzeba rozstać.
-Z kim rozstać? – spytał wyskakując nagle nie wiadomo skąd Jonasz Morwin-Pipke.
-O nie. Trzeci ja? Tego już za wiele – zawołał Jonasz Morwin-Pipke i niewiele myśląc rzucił szklanką z połową zawartości przepysznej Siwuchy, której natychmiast zrobiło mu się żal, ale trafił go prosto między oczy więc natręt zniknął tak szybko jak się pojawił.
Stałem tak tedy w tępym zachwycie, że w końcu udało mi się zobaczyć jakiekolwiek zniknięcie gdy za plecami usłyszałem stanowczy i zawzięty głos Jonasza:
-A w życiu stąd nie wyjadę. Jak trzeba też potrafię zniknąć o proszę bardzo…..
I nim się odwróciłem zniknął tak dla przykładu, więc ze złości kopnąłem resztki rozbitej szklanki bo znów mi umknęło, który.

czwartek, 3 października 2013

POGLĄDY


Bywały noce  gdy troska o przyszłość kraju, narodu a nawet ludzkości tak zaprzątała jego myśli, że przejęty ogromem poczucia odpowiedzialności Jonasz Morwin-Pipke nie mógł zasnąć.
Przewracał się z boku na bok , wiercił niespokojnie, liczył członków partii rządzącej ale sen nie nadchodził. Gdy więc rankiem jego supernowoczesny , energooszczędny budzik odzywał się dźwiękiem znienawidzonej melodii Jonasz Morwin-Pipke, udręczony niewyspaniem ociężale wstawał robił 23 przysiady 16 skłonów i tak pobudzony rzucał się w wir działalności politycznej.
Gdy jakimś trafem akurat tego dnia musiał wziąć udział w np. konferencji prasowej, wówczas zasiadał za stołem , zakładał przyciemniane jaruzelki i udając głębokie zainteresowanie zapadał w drzemkę.
Wszelkich informacji i odpowiedzi na pytania udzielał wtedy w jego zastępstwie Jonasz Morwin-Pipke, który ze swej roli wywiązywał się bardzo sumiennie i nigdy nie można było mieć żadnych zastrzeżeń co do jego kompetencji, zaangażowania czy wiarygodności.
Kiedy po tak męczącym dniu Jonasz Morwin-Pipke wracał do domu był skrajnie wyczerpany.
Kolację jadał skromną, zazwyczaj podawano mu pasztet zajęczy na grzance , kilka kawałków podsuszonej myśliwskiej z chlebem razowym oraz dwa jajka w majonezie posypane solą, pieprzem i szczyptą ziół prowansalskich. Tuż przed spoczynkiem wypijał kilka kieliszków wybornej Siwuchy robił 23 skłony i 16 przysiadów i tak uzdrowiony układał się do snu w swym zabytkowym łożu z purpurowym baldachimem.
-Nie możesz aż tak się tym wszystkim przejmować – ostrzegał go Jonasz Morwin-Pipke – wykończysz się, pomyśl o sobie o swoim zdrowiu.
-Muszę , mój drogi muszę- odpowiadał Jonasz Morwin-Pipke –  bo tak zostałem wychowany, w duchu miłości Boga i Ojczyzny,  w duchu walki o dobro Narodu przeciwko wszystkim wrogom zewnętrznym i wewnętrznym , których jest bez liku a których my z wolna odsiejemy i rozliczymy. W duchu miłości wszystkiego co nasze , tutejsze i nienawiści do tego co obce i co nieodmiennie nam zagraża i chce tu wejść i się zaplenić i zniszczyć nas od środka i nie przebiera w sposobach.
Zdumiał się Jonasz Morwin-Pipke tym oświadczeniem bo nigdy wcześniej nie słyszał takich słów z ust swego patrona.
-Nie spodziewałem się , że masz TAKIE poglądy.- rzekł skonsternowany.
-Bo się z nimi ukrywam- odparł Jonasz ściszając głos jakby ktoś mógł ich usłyszeć.
-Ale dlaczego?
-Musisz wiedzieć  mój przyjacielu, że wszelkie skrajne poglądy zarówno prawicowe jak i lewicowe nie są  u nas zbyt popularne i trącą z lekka oszołomstwem , a na to uwzględniając też Twój charakterystyczny wygląd zewnętrzny, nie możemy sobie pozwolić. Musimy udawać, że jesteśmy umiarkowanie liberalni tak jest najkorzystniej.
Jonasz Morwin-Pipke zastanawiał się nad tym i stwierdził , że faktycznie tak jest i że Jonasz jak zwykle ma rację, ale po chwili ogarnęły go wątpliwości i postanowił spytać  go co właściwie miał na myśli mówiąc o jego charakterystycznym wyglądzie. Lecz Jonasz Morwin-Pipke już spał.
A ja, choć zdjęty obrzydzeniem jeszcze z poprzedniego wieczoru nie wypiłem  ani naparsteczka przedniej Siwuchy zasnąłem jeszcze wcześniej niż on i nie wiem nawet czy zniknął tego wieczoru czy też nie a jeśli tak to w ogóle do ciężkiej cholery, który.

środa, 2 października 2013

ZIELONI

Czasami padał deszcz. Nie przepadam za deszczem, zwłaszcza jesienią. Co innego Jonasz Morwin-Pipke. Gdy tylko zbierały się chmury i gdy naturalnie czas mu na to pozwalał , brał ogromny partyjny parasol, wkładał kapelusz a’la gajowy i szedł do parku. Stawał nad brzegiem rzeki lub na małym kamiennym moście i patrzył jak pierwsze krople deszczu miarowo toczą koła uderzając w  wolno sunący strumień wody. Jego myśli kierowały się ku przeszłości. Wspominał dzieciństwo i wczesną młodość , gdy jako uczeń w swoim rodzinnym mieście też często stawał nad brzegiem rzeki w czasie deszczu. Widział tamtą rzekę, jej nieco bardziej wartki nurt, kamienie na dnie, zarośla wzdłuż brzegu. Słyszał rechotanie żab.
I chyba woda była mniej brudna. W tej dzisiejszej rzece nie widać dna ani kamieni i nie dlatego , że woda jest mętna ale dlatego, że dawno pokryła je warstwa śmieci. Aluminiowe puszki po piwie, plastikowe i szklane butelki, torebki foliowe, dętka od roweru typu „góral”, zardzewiałe przęsło ogrodzenia i na wpół zatopiony parkowy kosz na śmieci. Pomyślał , że gdyby zrobił pisemną listę wszystkich przedmiotów, które tam leżą byłoby z tych zapisków sporo makulatury.
„Chyba założę partię proekologiczną – rozważał w myślach – taką partię zielonych”
-Po co ? – zapytał Jonasz Morwin-Pipke.
-Jak to po co? – oburzył się Jonasz Morwin-Pipke – Choćby po to żeby oczyścić tę rzekę. Zwołam tutaj wszystkich członków partii i ochotników, zatrudnimy więźniów i wyciągniemy wspólnymi siłami ten cały syf , który zaśmieca koryto. Nie będziemy przykuwać się do mostów, blokować budowy autostrad – wołał z zapałem – ani oblewać futer farbami ale naprawdę działać.  Tylko konkrety. Jak posprzątamy tutaj , pójdziemy dalej i oczyścimy wszystkie rzeki, jeziora , parki , lasy, góry, cały kraj. A potem….- Jonasz Morwin-Pipke zapalał się coraz bardziej i słowa jego niesione wiatrem łopotały wysoko niczym flagi nad barykadą, aż nagle Jonasz Morwin-Pipke przerwał mu brutalnie i rzekł:
-Jest jeden problem.
-Jaki problem?
-Zieloni raczej nie wygrywają wyborów- stwierdził rzeczowo.
Cały zapał Jonasza przepadł gdzieś nagle i oklapł , spojrzał tylko na swego wiernego sojusznika oczyma żalu pełnemi i stwierdził sucho z westchnieniem nasiąkniętym rezygnacją:
-No to wybory trzeba wygrać najpierw. – I zniknął przepełniony niewiarą a ja zapatrzony w te flagi nad barykadą słów jego, choć cały czas usilnie pilnowałem by tym razem nie przegapić , kolejny raz nie zauważyłem , który.

wtorek, 1 października 2013

MITING

   Cyklicznie raz w tygodniu Jonasz Morwin-Pipke spotykał się ze swoim Elektoratem. Mimo, że spotkania te odbywały się zawsze w tym samym miejscu i o stałej porze Jonasz Morwin-Pipke nie zapominał o tym by szeroko informować o nich w prasie radiu i telewizji a przede wszystkim na swoim oficjalnym blogu oraz  na kanale  własnej oficjalnej telewizji  internetowej.
 Takie mitingi były zazwyczaj ogromnie burzliwe a poruszano na nich sprawy największej wagi nie tylko dla Narodu ale można śmiało powiedzieć dla całej ludzkości.
  Jonasz Morwin-Pipke wszedł na mównicę nalał sobie do szklanki przeźroczystego płynu i już miał zacząć przemawiać gdy zaniepokojony Jonasz Morwin-Pipke pociągając go za rękaw angielskiej marynarki szepnął:
  -Nie zaczekasz?
  -Na co? – również szeptem zapytał Jonasz.
  -Na Elektorat.
  -Przecież już jest.
  -Gdzie?
  -Tu. –rzekł Jonasz Morwin-Pipke lekkim zmarszczeniem czoła wskazując na salę.
Jonasz Morwin-Pipke rozejrzał się po Sali i zdumiony zapytał:
  -Jeden?
  -Jeden ale za to wierny, od dwudziestu z górą lat głosuje tylko na nas w każdych wyborach i popiera nas kiedy nie ma wyborów, czyż może istnieć wierniejszy Elektorat?
  -Ale wybory są tajne, skąd wiesz na kogo głosuje?
  -Powiedział mi.
  - Przecież mógł kłamać.
  -Po co miałby to robić? – zdziwił się Jonasz Morwin-Pipke.
  -Choćby po to , żeby najeść i napić się do syta – powiedział Jonasz Morwin-Pipke ruchem głowy wskazując na stoły w kącie sali obficie zastawione talerzami i półmiskami z wybornymi wędlinami, kotletami grillowanymi i panierowanymi, różnymi sałatkami, norweskim łososiem w galarecie, cudownie pachniało pieczone mięsiwo,  które to słowo samo w sobie uruchamia soki trawienne, a pomiędzy tym wszystkim stały oszronione butelki gatunkowych wódek czekające cierpliwie na otwarcie.
 Ale Jonasz Morwin-Pipke był niewzruszony.
 -Kiedy już wygramy wybory – rzekł spokojnie – wówczas będziemy mogli, miły Jonaszu mieć Elektorat w… tam gdzie zwykle rząd ma Elektorat. Ale zanim to się stanie musimy im obiecać i dać to wszystko czego chcą. Potem to sobie odbijemy. I to nie raz. A wszystko to tylko i wyłącznie dla ich dobra.
   Zadumał się Jonasz Morwin-Pipke nad słowami swego Mistrza i po raz kolejny pojął jak wielkim jest on mędrcem, jak przenikliwym i zarazem szczerym i nigdy już nawet rysa zwątpienia nie powstała na sercu Jonasza gdy myślał o tym , że tylko ów genialny Wódz Jonasz Morwin-Pipke może poprowadzić swój lud do szczęśliwego życia i stworzyć potęgę o jakiej śnili i marzyli jego przodkowie.
  A gdy tak dumał nie spostrzegł, że Jonasz Morwin-Pipke skończywszy przemówienie i nie wypiwszy nawet kieliszka pysznej Siwuchy, zniknął a ja zajęty kosztowaniem różnorakich kiełbas i szynek nawet  nie zauważyłem , który.