W osiemdziesiątym piątym, któryś z kumpli podprowadził ojcu
paczkę Kosmosów, papierosów z filtrem produkcji radzieckiej w efektownym
granatowym opakowaniu. Wypaliliśmy je potem ukryci w pozostałych od wojny
bunkrach, pokasłując i myśląc co może być przyjemnego w paleniu, choć nikt się
do takich myśli oczywiście nie przyznał.
W osiemdziesiątym szóstym przez tydzień kopaliśmy w lesie
dziurę by zrobić ziemiankę a gdy już była gotowa, pokryta gałęziami mchem i
ziemią nagle kompletnie przestała nas interesować.
W osiemdziesiątym siódmym, ktoś przyniósł do szkoły zapałki i
dziewczynom ze starszych klas, które przygotowywały prasówki na lekcje WOS
podpalaliśmy gazety gdy je przeglądały stojąc pod szkołą. Największa była
Trybuna Ludu i najlepiej się paliła. Ale najlepszą gazetą na kuli ziemskiej był
Świat Młodych niebieski we wtorki , zielony w czwartki i czerwony sobotnio –
niedzielny.
A w osiemdziesiątym ósmym najlepszy był Marco van Basten.
Potem wszystko się zmieniło. To brzmi jak banał ale w
osiemdziesiątym dziewiątym skończyło się dzieciństwo. Pofrunęły kamienie, woda z
armatek , gaz , kabaryny. W osiemdziesiątym dziewiątym świat nie stał się nagle
ani lepszy ani gorszy, ludzie mniej lub bardziej podli albo szlachetni. Ale ja
zamieniłbym każdy jeden rok po 89 na jeden dzień przed.
Żyłem gdzie się urodziłem i myślałem , że tak jak jest tak
musi być i byłem tak samo biedny jak wszyscy wkoło i tak samo bogaty. A dziś
oddałbym każdy jeden rok po 89 za jeden dzień przed ale wiem, że to zbyt
tanio.