wtorek, 3 czerwca 2014

PROROK

Ranek był pochmurny i tuż po przebudzeniu Jonasz Morwin-Pipke wyjrzał przez okno swego stylowego apartamentu skąd roztaczał się widok na ogród należący do Konsulatu Republiki Czeskiej, zaklął szpetnie i poczłapał w  stronę aneksu kuchennego.
Z obrzydzeniem wypił piwo karmelowe, wysikał się, pogmerał małym palcem lewej ręki w pępku i kichnął siarczyście. Zastanawiał się chwilę nad włączeniem telewizora ale jakiś niepokój wewnętrzny kazał mu zrezygnować poszukiwania pilota.
-Ni cholery nie pamiętam co dalej- rzekła na głos ni to do siebie ni to do Jonasza Morwina – Pipke, który powinien już co prawda pojawić się o tej porze ale najwidoczniej zaspał.
-Najwidoczniej zaspałem- rzekł  zjawiając się wreszcie Jonasz w odpowiedzi na wyrzuty w oczach swego  Mistrza, bez cienia skruchy.
-Przecież wiesz jaki dziś dzień. Miałeś się nie spóźnić.
-E tam. Wybory jak każde. – powiedział Jonasz i ziewnął przeciągając się co niezwykle zbulwersowało Jonasza  Morwina –Pipke.
-Jak śmiesz. Przecież to właśnie dziś rozpocznie się nasza droga ku władzy, ku przeznaczeniu to dziś jest ten dzień, na który czekaliśmy tyle lat. Od dziś zaczniemy zmieniać ten kraj. Co ja mówię – kraj. Zmienimy cały świat. A ty zaspałeś????????
-Tak mówisz a skończy się jak zawsze. Ostatnim razem też tak mówiłeś. I przedostatnim. Za każdym razem tak mówisz. Za pierwszym powiedziałeś ,że jeszcze nas naród nie poznał , za drugim że do trzech razy sztuka a wyszło do dwudziestu …ilu tam razy sztuka co, bo nie pamiętam?
-Dwudziestu sześciu- rzekł posępnie Jonasz Morwin-Pipke, ale zaraz się ożywił i dodał- bo ordynacja jest do kitu.
-A to nowość- stwierdził Jonasz- co masz przeciwko ordynacji?
-Wiadomo przecież powszechnie, że nasi wyborcy to ludzie większego formatu niż reszta tego cholernego motłochu i że głosy oddawane na nasze ugrupowanie powinny być liczone podwójnie albo nawet potrójnie.  Nie może być tak, że Ja mam jeden głos i twój szwagier też ma jeden głos.
On nie powinien mieć w ogóle głosu.
-Co chcesz od mojego szwagra?- obruszył się i zaniepokoił Jonasz.
-Jest debilem.
Nic na to nie odrzekł Jonasz gdyż akurat w tej sprawie zgadzał się z Mistrzem Jonaszem Morwinem-Pipke.
-Ale jego żona a moja siostra Gertruda będzie głosowała na ciebie drogi Jonaszu.
-Tak. Żeby zrobić mężowi na złość. Kobiety drogi chłopcze w ogóle nie powinny mieć głosu. Ani jednego.
-A te które głosują na nas też?
-Też. Ani jednego. No… może pół.
Zadumał się Jonasz Morwin – Pipke nad słowami swego mentora i dostrzegł, że w umyśle kiełkuje mu początkowo nieśmiała ale z każdą chwilą coraz silniejsza ,coraz bardziej wręcz zuchwała wątpliwość.
-Zatem każdy nasz wyborca, powinien mieć trzy głosy ? Tak Prezesie?
-Tak – odparł Jonasz- trzy głosy. Nasi wyborcy to ludzie wielkich cnót, śmiałych umysłów i dzielnych serc. Ich wola musi znaczyć więcej niż wola ludzi pokroju ……
-Ale- wszedł mu w słowo Jonasz- zdaje się , że to nie wystarczy. Nasze wyniki zwykle są na takim poziomie, że gdyby każdy nasz wyborca miał nawet pięć głosów ,  co ja mówię pięć – siedem nawet- to to też byłoby za mało.
Ale Jonasz Morwin – Pipke jak na Wielkiego Wodza przystało, spojrzał tylko na niego z wyższością i rzekł:
-Dziś będzie inaczej!!!!!
A ja zasłuchany w te wielkie prorocze słowa nie spostrzegłem , że Jonasz Morwin – Pipke  zdruzgotany majestatem swego przywódcy, zniknął znienacka.
No chyba , że to nie on zniknął a sam Jonasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz