piątek, 30 maja 2014

DZIEŃ PÓŹNIEJ - PÓŁNOC

Bracia K jako praworządni Obywatele (przez duże Oby),  nieodrodni synowie tej ziemi z dumą wzięli udział w wyborach i zagłosowali tajnie , zgodnie ze swymi ideami, przekonaniami i jednojajowym sumieniem, obdarzając kredytem zaufania swego  niezwykle cenionego wybrańca i wrzucając do urny wraz z kartą do głosowania wszystko co w nich najlepsze , najuczciwsze i najszlachetniejsze, spełnili swój najświętszy obowiązek po czym poszli się upić.
W części dla palących, mocno zadymionego baru o nic nie mówiącej nazwie „Pod zawieszoną siekierą” , gdzie strumieniami lał się dowcip ogólnie nierozumiany i alkohol  wszetecznie akcyzowany, niespodziewanie dla nas wszystkich spotkali też sączącego coś nieokreślonego  Marka w towarzystwie nieco rozmazanego Mnie.
-Aha. A wiesz gdzie oni byli?-  zawołał Marek.
-Gdzie? – spytałem by spytać bo w gruncie rzeczy obchodziło mnie to dokładnie tyle ile obchodzi mnie to, gdzie był każdy z nich z osobna.
-No? Gdzie? Powiedzieć ci gdzie? –wołał jakby chciał mnie namówić na ciekawość.
-Nie.
-No? Jak chcesz to ci powiem.
-Nie chcę - odparłem zgodnie z prawdą ,ale tego dnia prawda miała mocno przereklamowane znaczenie , gdyż Marek niczym nie zrażony szeroko otwierając usta zaczął sylabizować niczym na lekcjach w pierwszej klasie:
-BY –LI   NA   WY-BO…..- Tu przerwał z szeroko rozwartym otworem wlewczo-wyziewnym  i w oczekiwaniu na to że dokończę unosił energicznie brwi ku czołu aż drgała cała głowa i aż po dłuższej chwili zniecierpliwiony brakiem mojej reakcji sapnał: --RACH!. Byli na wyborach- zakończył a ja spojrzałem  z zaciekawieniem na Braci K, na ich szczere oddane twarze, przepełnione dumą i poczuciem własnej wartości i pomyślałem czy jest to sytuacja, którą bezpośrednio można by odnieść do tytułu opowiadania Marii Dąbrowskiej –„ Tu zaszła zmiana”?
-A wiesz na kogo głosowali? – Marek nie ustępował uśmiechając się połgębkiem
-Na kogo?-spytałem choć czułem że popełniam samobójstwo.
-No na kogo?- to Marek. A ja :
-No na kogo?
-Nie wiesz na kogo?- choć zwątpiłem to jednak wciąż czułem że to on jest tym , który wie, dlatego odpowiedziałem :
-Nie wiem.
-No jak to, nie wiesz na kogo? 
-Zaraz dam ci po ryju- wysyczałem.
-Na Janusza- obwieścił triumfalnie ,tajemniczo  mrugając   przy tym okiem.
-Na jakiego Janusza?- brnąłem w to dalej.
-No na jakiego Janusza?- znów ten triumfujący półuśmiech, którego miałem serdecznie dosyć.
-Igrasz z ogniem- warknąłem mimo że sam sobie byłem winien. Po co z nim gadam? Po co?
-Korwina.
-A tego.- Miałem nadzieję ,że to już koniec. Ale nie.
-Rozumiesz?- znowu te brwi.
-Co?- spytałem bo nie wiedziałem czy rozumiem.
-Noo… na Korwina- kiwał tą głową jakby to kiwanie wszystko wyjaśniało a przecież nie wyjaśniało nic. Zupełnie nic.
-I co z tego?- wzruszyłem ramionami i powziąłem solenne postanowienie, że już dzisiaj o nic go nie zapytam i że złożę zamówienie na jakiś alkohol z podwójną zawartością alkoholu.
-Obaj- powiedział Marek znów mrugając znacząco  okiem a ja złamałem postanowienie  szybciej niż myślałem.
-To co że obaj?
-No obaj. Oddali na niego DWA głosy. A przecież gdyby to Korwin decydował to być może każdy z nich miałby tylko pół. Pół głosu rozumiesz?